Archives for posts with tag: malarstwo

– Znasz kogoś takiego jak Izaak Lewitan?

– Coś słyszałem. To był jakiś ukraiński malarz? Rosyjski?

– To był polski malarz. Popatrz. Namalował wierzbę. I wiochę. I błoto. To był polski malarz.

 

– Patrz, nawet ładnie go wyrzeźbiła! A kto by podejrzewał panią o aparycji dmuchanej lali o tego typu zdolności.

– Nie oceniaj po okładzinie! To proste, że się na tym zna. Przecież siebie samą wyrzeźbiła!

– I namalowała. Wiem nawet dokładnie, co to za technika: silikon na desce.

 

 

– A ty lubisz obrazy Marka Rothka?

– Myślę, że nie ma sensu ich oglądać. Jedynym naprawdę fascynującym dziełem, jakie stworzył ten hochsztapler, był on sam. Wystarczy sobie o nim poczytać.

– A co to za chłopiątka pacholątka muzykujące? Albo dziewczątka?

– Kiedyś to się dzieci bogatych tak malowało, żeby nie szło poznać płci…

– A biednych tak, żeby nie szło poznać gatunku…

 

 

– Wśród eksponatów znalazła się „Branka” Grottgera.

– A to dobry obraz?

– Rzadko który jego obraz jest dobry. On po prostu pasował do onyksowej biżuterii, więc się wypromował.

– Widziałem ostatnio filmik, na którym Japończycy w kurtkach puchowych przewiązują się w pasie, schylają się i wyglądają od tyłu jak małe dzieci. Zrobię to kiedyś, to zobaczysz.

– A nie łatwiej znaleźć ten filmik w Internecie?

– Ale jak go znaleźć?

– Ja ostatnio nie mogłem sobie przypomnieć, jak się nazywał ten obraz Dixa. Portret Sylvii von Harden. Skoro tamto odszukałem, to i to znajdziemy.

– A jak szukałeś?

– Wpisywałem w wyszukiwarkę frazy typu expressionism German woman cigarette von painting 1920s albo ugly woman portrait von smoking Germany twenties. Najbardziej pewny byłem tam słowa von, więc wpisywałem też Petra von Kant portrait; wiedziałem, że to nie ona, ale miałem nadzieję, że ktoś się podobnie pomylił i mi wyskoczy.

– No nie wiem. Wiesz, ile Japończycy robią filmików?

– A wiesz, ile w Niemczech w latach dwudziestych było ugly women?!

– Ja to nawet bym chciał, żeby mi ktoś namalował portret. Ale taki eskpresjonistyczny, żeby było widać ogólną ideę i klimat, ale twarz to tak za dokładnie lepiej nie.

– A dlaczego?

– No bo mam taki jakiś nieforemny ryj.

– Przestań, masz śliczny ryj!

– Śliczny ryj!? I co jeszcze mam, powabne cielsko?

– Uroczy nochal!

– Czarujące ślepia…?

– Zgrabne giry.

– Delikatne łapska.

– Subtelne paluchy!

– A skąd ja mam wiedzieć co to za orzech. Laskowy? Głupio jakoś. Ziemnych to wtedy chyba jeszcze nie było.

– To może włoski?

– Może włoski. Ale jak to jest po angielsku? Chestnut to jest nie kalendarz, tylko ten, no, kałamarz. Kandelabr. Kasztanowiec.

Wracam z łazienki i włączamy Finlandię Sibeliusa. Zastanawiam się głośno:

– Czy ten Sibelius nie za pompatyczny jak na taki kraj jak Finlandia?

– Dla mnie wcale nie jest pompatyczny. Czuję w jego muzyce ten śnieg i mróz, i las…

– Nie-e, to odświeżacz do kibla.

Po chwili rozmowa schodzi na malarstwo Juliana Fałata. Rabbio się rozmarza:

– Fałat… Jak ja lubię Fałata. Kojarzy mi się z tym Sibeliusem. Może to przez te jego łosie we mgle…?

– …Gierymski, Grottger…

– O boże, tylko nie Grottger. U niego sami powstańcy, konie, powstańcy na koniach, powstaniec w lasku, powstaniec żegnający się z matką, powstaniec żegnający się z koniem…

 

————————————————————————–

knur – patrz: słowniczek.

– Czyje to? Snijdersa?

– Tak, Snijdersa, wybitnego martwego naturysty.

Tazio chodzi na zajęcia z rysunku, stawia też najpierwsze kroki jako malarz. Pokazuje mi na komputerze obrazy malowane ustami, stopami. Zachwyca się ich zaawansowaniem technicznym:

–  Ja tak nie umiem ręką zrobić, a co dopiero ustami czy stopą!

*

Tazio streszcza fabułę filmu Big Love:

– Ona już miała dość takiego życia, że się ruchała z tym i z tym, więc postanowiła się zabić.