Archives for posts with tag: Mann

–  Dwie fotki rentgenem, projekcja przednio-tylna i boczna dla zobrazowania serca i płuc. Kontrolnie.

– A jak słyszę „rentgen”, to od razu przypomina mi się ta scena z „Czarodziejskiej góry”, chyba najbardziej mi w pamięć zapadła ze wszystkiego tam.

– Mi chyba też ten rentgen najbardziej zapadł. W ogóle to od jakiegoś czasu mam przemożną chęć powiesić sobie rentgena na ścianie, ale to trzeba by jakoś sensownie zrobić.

– Musiałby być podświetlony od spodu. Albo oszukać, na okno dać, sfotografować i zrobić wydruk zdjęcia, tylko trzeba by dobrym aparatem.

– Tak właśnie myślałem. Bo podświetlacz to nie wiem, czy ma sens. Może da się jakiś tanio kupić? Mógłbym na nim zmieniać klisze ukochanych.

– Trudno powiedzieć, ile to kosztuje. Ale to fajna lampa mogłaby być. I zdjęcia zmieniać, też dobra myśl.

– To nie dobra myśl, to pesymistyczny realizm.

Wielki Polak [Henryk Sienkiewicz] z przyjemnością piastował małego Adzia na kolanach, do czasu aż ten zmoczył mu spodnie. 

[o pierwowzorze Tadzia ze Śmierci w Wenecji, tutaj]

*

[…] W Usher Hall zabrzmiały kolejno wszystkie cztery symfonie [Szymanowskiego]; każdej z symfonii towarzyszyło analogiczne dzieło Brahmsa.

[Dorota Szwarcman, Polityka nr 36 (2873)]

*

„Weź tego Janka, weź to białe, zabierz go, śmierdzi” – wyje demon, gdy egzorcysta ks. Marek Gutmajer przepędza go skarpetką Jana Pawła II. Ksiądz wyjaśnia, że to świętość demonowi śmierdzi. Podobno papieska skarpetka była skuteczna przy egzorcyzmach jeszcze przed beatyfikacją. Teraz stała się relikwią.

[Polityka nr 36 (2873)]

*

Witam serdecznie,

zauważyłem, że wielu z was przepłaca i kupuje drogie urządzenia
mobilne do lokalizacji. Po co Przepłacać, nie lepiej warto wejść na
[link] i mieć lokalizator za 92gr?

Pozdrawiam
Marcin

[email reklamowy, pisownia oryginalna]

Ulubiona polonistka Vrubliniego z liceum napisała mu w post scriptum kartki pocztowej z wakacji:

A czytałeś „Czarodziejską górę”? To książka poniekąd magiczna…

Vrublini na to się ucieszył sam do siebie:

Super! Fantastyka!

– Czy nie chciały pan poświęcić trochę czasu tej [mojej] miłej dziewczynie?

– Ja mam…?

– Że się tak wyrażę, od czasu do czasu zamieszać w rondlu, w którym postawiłem na ogniu kiełbasę z kapustą.

H. Mann, Poddany

[…] Diederich miał bowiem taką naturę, że uszczęśliwiała go przynależność do bezosobowej całości, do tego nieubłaganego, gardzącego mechanizmu, jakim było gimnazjum, że władza, owa zimna władza, w której sam uczestniczył, aczkolwiek tylko jako strona cierpiąca, przepajała go dumą. W dniu urodzin wychowawcy udekorowano katedrę i tablicę. Diederich oplótł kwiatami nawet trzcinkę.

[…]

Diederich zdawał sobie sprawę, że wszystko tutaj, traktowanie, fachowe wyrażenia, wszystkie te wojskowe czynności zmierzały przede wszystkim, aby godność człowieka obniżyć do minimum. I to mu imponowało: im gorzej mu było, tym większy czuł szacunek i coś w rodzaju samobójczego entuzjazmu. […]

H. Mann, Poddany

Czy mam zostać generałem i przez całe życie czekać na wojnę, której prawdopodobnie nigdy już nie będzie, czy też w miarę możliwości zostać genialnym przywódcą ludu, kiedy lud tak już dojrzał, że może zrezygnować z geniuszów? Oba pragnienia byłyby romantyzmem, a romantyzm, jak wiadomo, prowadzi do bankructwa. – Buck wychylił jeden po drugim dwa kieliszki koniaku. – Czym więc mam zostać?

„Alkoholikiem”, pomyślał Diederich.

[H. Mann, Poddany]