Archives for posts with tag: masochizm

– Nie wiem, po co ludzie w ogóle jeżdżą do Izraela. Kto normalny chce spędzać urlop w państwie policyjno-religijnym? Fajnych śniadych kolesi nie brak przecież w innych krajach.

– Wiesz, są tacy, którzy lubią, żeby zbić ich i na nich nasikać, więc czemu by nie mieli jechać dać się upokorzyć w Izraelu?

– W sumie prawda. Taki syndrom jerozolimski 2.0. Choć ja tam u jeżdżących tam ludzi dostrzegam raczej syndrom sztokholmski.

 

– Mógłbyś przeczytać, coo? Byś mi powiedział co i jak, wiesz.

– Bardzo chętnie, przeglądałem, wygląda bardzo ciekawie, ale teraz mam mało czasu.

– Dobrze. Niech czeka. Losem masochisty jest oczekiwanie.

– A losem sadysty tłumaczenie?

– Lubię kuchnię brytyjską, na swój sposób. Jedzenie niedoprawionej pieczeni, Yorkshire puddingu i warzyw z wody zalanych gravy jest formą masochizmu, nęci, pociąga, uwiera. Jak grzebanie językiem w ćmiącym zębie albo, dajmy na to, zdrapywanie strupów. Tak, kuchnia brytyjska jest jak zdrapywanie strupów.