Archives for posts with tag: metamorfoza

– Dziczek od kilku dni chodzi po domu i nuci „Falke, Falke…”. Nie wiem dokładnie, ale może przechodzi jakąś metamorfozę w sokoła, albo mu się „Kobieta bez cienia” przypomniała (mam nadzieję, bo nie do końca wiem, czym się karmi sokoły żyjące w blokowych mieszkaniach).

– Ja cię bardzo przepraszam, ale według dzisiejszych standardów deweloperskiej nowomowy nasze 50 metrów kwadratowych w kilkupiętrowym bloku z lat 50. to nic innego jak APARTAMENT w SECESYJNEJ KAMIENICY! Trochę godności!

 

– Nie no, Make Life Harder u Korwin-Piotrowskiej. Porównałbym to mętnie do autodyskwalifikacji dyskutanta poprzez użycie argumentu z nazizmu, ale nie chcę się sam zdyskwalifikować jak ci eksbezkompromisowi szydercy pod wpływem metacelebryckiego magla zamieniający się w pudelki.

– Myślisz, że to jakaś przemiana charakterologiczna? Że natrafili na siebie i nagle znienawidzili resztę świata, która nie dosięga ich zajebistości?

– Wygląda na to, że jak się poznali, to ich wartości nie tyle się nawet zsumowały, ile pomnożyły. Taka synergia. Chociaż teraz sobie pomyślałem, że iloczyn, owszem, daje większą wartość niż suma, lecz wyłącznie wtedy, gdy mnożone wartości nie są ułamkami… Ułamki korzystniej dodawać niż mnożyć.

Szczególna edycja a/variów na cześć postaci, która – całkiem niespodziewane – okazała się epitomą (i eponimem ex post) tego cyklu.

Widziałam, jak bliscy mi ludzie cierpią, kiedy ja cierpiałam, a oni nie mogli mi pomóc. Ale byłam w uprzywilejowanej sytuacji. Miałam wsparcie bliskich. Stać mnie było, żeby zapłacić bardzo dobremu terapeucie. I mogłam przestać pracować, żeby wyjechać na pół roku. […] Sześć tygodni leżałam w hamaku na azjatyckiej wyspie. […] Już z tego hamaka wróciłam. To jest bardzo świadome. To nie jest coś, co we mnie siedzi i gada. To gadam ja, Maria Peszek. Doświadczona, wolna, świadoma.

[Maria Peszek, „Polityka” nr 39 (2876)]