Archives for posts with tag: mieszkanie

– Ty konkretny jesteś.

– Ta, konkret, dyskret, higiena, własne M.

– M jak mieszkanie?

– M jak miłość.

Tajny D. miał w Warszawie pied-à-terre wynajmowane w… Katedrze! Nie Świętego Jana, tylko jakiejś innej, również położonej na Starym Mieście, nieistniejącej w rzeczywistości, o bardzo dziwnej architekturze, jakby była pozlepiana z wielu różnych kościołów mniej więcej gotyckich, ale ładnej.

Do tego wysokiego jednopokojowego mieszkania z antresolą wchodziło się przez średniowiecznie wyglądające drzwi z kaligraficzną mosiężną tabliczką: „Nie wchodzić. Mieszkanie prywatne”.  Kiedy zapytałem, ile za nie płaci, odparł po anglosasku, że pięćdziesiąt tysięcy rocznie, co po podzieleniu przez dwanaście dało nam tysiąc dwieście.

Bardzo miły lekko zgrzybiały proboszcz tego kościoła serwował wiernym różowe wina (twierdząc z przekonaniem, że inne to rozpusta), z chóru ktoś wesoło śpiewał luterańskie chorały przy fałszywym akompaniamencie ligawy, a w nawie bocznej wyłożonej tandetną sosnową boazerią odprawiano nabożeństwo po grecku. Wyszedł z niego starszy mężczyzna, podszedł do stolika z dewocjonaliami i próbował oprawić jakąś książkę religijną w ramkę zabraną ze świętego obrazka.

Chciałem zagrać na miejscowych organach, ale proboszcz kręcił nosem, aż wreszcie zgodził się, zaznaczając, że musi mi towarzyszyć jakaś kompetentna sopranistka. Z Tajnym D. zaś wstępnie ustaliliśmy, że przejmę to mieszkanko mniej więcej od września.

– To chyba kiepska dzielnica.

– Najgorsza! Wiesz, jakie tam są tanie mieszkania?!

 

Przyjaciel przeprowadzał się z mieszkania, w którym mieszkał wiele lat, część tego czasu ze swoim facetem. Opróżniał stojącą tam potężną i pojemną szafkę, w której trzymał rozmaite rzeczy, od książek po inne używki. Na jednych z drzwiczek miał przylepioną naklejkę „Dom Spotkań z Historią”, w którym jego obecnie już były facet pracuje. Dociekam:

– Czy dobrze mi się wydaje, że na tej naklejce było serce? Coś w stylu „I ♥ Dom Spotkań z Historią”?

– Nie. Ta wersja była bez serca.

– A co ty robiłeś w Pruszkowie?

– Mieszkałem cztery lata.

– Ale dlaczego w Pruszkowie?

– Bo jak ojciec skończył bić matkę…

– Co skończył?

– No skończył, to postanowiła z nim wziąć ślub, aż umarł.

Wyprowadziliśmy się razem do jakiegoś nowego mieszkania, ja na dłużej, a Żubr tylko na dwa dni, zanim wyemigruje; miał tam zostawić swoje rzeczy. I okazało się, że możemy sobie tam mieszkać, owszem, ale w sześcioosobowym dużym pokoju, gdzie każdy ma segment wydzielony z meblościanki. Mieszkały z nami głównie kobiety po czterdziestce, jedna z dziećmi. Mieszkanie składało się z czterech pokojów urządzonych w stylu lat siedemdziesiątych-osiemdziesiątych. Trzy z nich zajmowali lokatorzy, a jeden z nich zarezerwowany był dla właścicielki, która jednak nie mieszkała tam na stałe. Pytam, czy może mógłbym wynająć ten jej pokój sam.

– Nie ma mowy, odpada.

– Chodzi o sprawy obyczajowe?

– Tak.

– Ale proszę się nie bać ciąży [że nie można eksmitować kobiety w ciąży], bo o to tak naprawdę chodzi?

– Tak.

-Ale jestem gejem.

– O, to tym bardziej.

– Jak można mieszkać w Evian!

– On ma metr siedemdziesiąt jeden.

– A, okej.

hrabina Roletti [o lokatorce ze swojego piętra]:

wiesz, ta lokatorka to chodziła palić na klatkę schodową, a jak jej zwróciłem uwagę, żeby tego nie robiła, zadała mi porażające bezmyślnością pytanie „ale to gdzie ja mam palić, jak moi współlokatorzy nie palą?”

ordynatowa Podtworecka:

a ja gdzie się mam pukać z facetami, jak moi współlokatorzy są hetero? to właśnie dlatego posuwam ich opartych o pani drzwi, droga lokatorko. a kondomy zużyte mam gdzie wyrzucać? przecież nie do kibla, bo to zapycha oczyszczalnie ścieków. dlatego zawieszam je pani na klamce.

hrabina Roletti:

i co mam zrobić jak mój facet śpi, a ktoś do mnie dzwoni? no wyjść z mieszkania muszę, co ja poradzę, że po korytarzu echo niesie no. śmieci też muszę trzymać na klatce pod drzwiami, bo cuchną. i buty przy wycieraczce muszę trzymać, żeby się do domu piach nie nanosił. rower mi się w przedpokoju nie mieści, to też go na klatce trzymam. no i ten obszczany przez koty fotel, przecież w domu go trzymać nie będę, zwariowała chyba.