Archives for posts with tag: Miss N.

– Nie wiem, co naszło dzisiaj tego motorniczego, ale nie dał ludziom spokojnie wsiąść do metra. Nie trwało to długo, w środku było miejsce, a ten „Bitte zurückbleiben. Bleiben sie zurück! ZURÜCKBLEIBEN, BITTE!”. Więc powiedziałem głośno „Jawohl, Herr Obergruppenführer”. I nikogo to o dziwo nie zszokowało.

– Tu nawet jakbyś zrobił to ubrany w pasiastą piżamę z różowym szalikiem, toby nikt nie zauważył.

– Tu to pewnie lubią na flisaka: gruby pień w mokrym korycie.

– Lepiej tak niż po wenecku: cienka tyczka w błotnistym kanale.

– Wiecie, co to jest moonshine?

– Blask księżyca.

– A poza tym?

– Światło księżyca?

– A poza tymi znaczeniami świetlnymi?

– Nie wiemy.

– No pomyślcie. Co się robi przy blasku księżyca?

– Kopie mandragorę?

– Płodzi nieślubne dzieci?

– Ciśnie krew na macę?

– Rany boskie. Przy świetle księżyca pędzi się księżycówkę, czyli po prostu bimber!

– Tak jak Żydówki, co mają w drugą stronę?

– Co mają?

– No to.

– Usta?

– Nie usta. To drugie.

– Nie wiem co.

– Przestań robić dziwne miny i pomyśl. To w dole.

– O, to tak jak bankomat!

– Ładny. Gdzie go poznałeś?

– Na manifestacji KOD-u.

– No tak, sobie pedały zrobiły ruchomą pikietę!

– To te jedyne momenty, kiedy w Warszawie jest prawie jak w Berlinie.

– W jakim sensie?

– W takim, że zasięg Grindra kończy ci się na 200 metrach, bo w ich obrębie wyświetla ci już maksymalną liczbę użytkowników do wyświetlenia.

– Byłeś w Senegalu?

– Nie, ale mam miłe wspomnienia…

– Nie zgłębiajmy tematu.

– Tak, tam tylko czarna rozpacz.

– Brak ci dobrej woli.

– Skądże! Jestem wręcz ambasadorem dobrej woli LGBT!

– Czego?

– L G B T.

– Ty to chyba LT…

– To ty ją znasz.

– No jasne! Mieliśmy romans nawet.

– Jak to?!

– Byliśmy zakochani w tym samym chłopaku.

– Popatrz, tam leży nasza wielka rodaczka.

– Napoleon?

– Napoleonka?

– Neapolitana?

– Apollina?

– Pollena!

– Pisałem o tym na mrówkodziku dopiero co, zaglądasz do Internetu w pracy?

– Kochanie, ja w pracy jestem tak zapracowany, że nawet kompa nie mam czasu włączyć!

– Kurczę, ja wziąłem tylko garść tych cukierków na drogę…

– Nie martw sie, jest jeszcze czekolada, są kanapki.

– O, a gdzie są kanapki?

– W planie.

– Zdrowia, szczęścia, pojemności…

– Pojemności! Jak pięknie! A wieczorem dużo gości?

– Tak. A wiesz, że ten huragan, który nas wczoraj pchał i posuwał, to nazwali Juda? Na cześć Judy Tadeusza!

– Co robicie na kolację?

– Na początek gruszka z serem kozim zapiekane w cieście francuskim, a potem bakłażany z wołowiną i czymś tam.

– Cholera, on ma  m n i e  kochać za gotowanie, a skoro wy gotujecie lepiej ode mnie… Tak nie może być. Wobec tego jedno przesolimy, a drugie przypalimy.

– Wy tu macie pewnie specjalną wodę do podlewania kwiatów.

– Tak, wodę kwiatową.

– Och, doprawdy doskonale! Woda kwiatowa, wybornie! To rzecz praktykowana w mojej sferze!

– W jakiej sferze? Intymnej się zraszasz?

– A ty z kiedy jesteś?

– Z września.

– To wiele wyjaśnia.

– A jeszcze więcej zaciemnia. Jak dobry makijaż.

– Wyjaśnia. Wyjaśnią tą ciemność.

– A te gdzie się szwendają?

– One pojechały do Dżakarty.

– A to seksturystki!

– Skąd, one tam do pracy pojechały!

– A to sekssłużbistki!

– O, Marta znowu hałasuje na górze.

– Jaka Marta?

– Duch Marty.

– Duch? Hm… My też przedwczoraj słyszeliśmy jakieś hałasy. Baliśmy się pójść i sprawdzić. Stwierdziliśmy, że jak to jakiś zbrodzień, to zjemy kolację do końca, a potem wyjdziemy na spacer, żeby miał spokojnie czas się ewakuować.

– Mówię wam, to duch Marty.

– No dobrze, ale dlaczego akurat Marty?

– Bo jak wołam „Marta, uspokój się!”, to się uspokaja.

– Recenzowałem ostatnio australijską powieść, taką dla młodzieży żeńskiej i lubiącej nadprzyrodzone. Zlecająca mi to redaktorka przykazała, że mam się wczuć w dwudziestoletnią barmankę z Płocka.

– I jak?

– Barmance się nawet spodobało, ale bez szału.

– Ja czytam ostatnio „Pięćdziesiąt twarzy Greya”.

– O, i jak ci się podoba?

– Jakoś tak dziwnie się to czyta, choć całkiem fajnie przetłumaczone niektóre fragmenty. No, ale dobrze sobie czasem przypomnieć, co oficjalnie jest wyuzdane, ha, ha.

– Jezus Maria, jak on dmucha ten nos.

– Dmucha, jakby sobie robił lewatywę.

– Albo kolonoskopię.

– Możemy zwiedzić dom tego, no,  jak on się nazywał?

– Jakos na „r”.

– Reichsführer?

– Reisefieber?

– Reichsführer Reisefieber, tak.

– A nie Kierkegarden…?

– Rockox!