Archives for posts with tag: mitologia

– … I coś tam znowu było na temat #metoo.

– Co mówisz? Jakiego mitu?

– Świeżo wypieczonego.

– Teraz nawet bardziej w modzie niż Nefretete jest androgyniczna uroda jej męża z jego dziubek-warami.

– Zamiast zmieniać imię z Amenhotep na Echnaton, powinien był zmienić na Toth-Model! Od Totha, bóstwa opiekuńczego pisarzy o pawiana twarzy.

–  Symbolem Polski jest ptak, który ponad połowę roku spędza, jak najdalej się da, i wraca tylko po to, żeby karmić niechciane młode w gniazdach o niskim poziomie użyteczności mieszkalnej i fatalnym standardzie. To jest proroctwo. Nasz symbol uprawia seksturystykę w Egipcie i podjada frykasy ze stołu Francuzów. W mitologii bociany walczyły z Pigmejami, bo nienawidziły inności. (Serio, właśnie sprawdziłem). „Najdłużej żyjący bocian przebywał w Szwajcarii.”

Mrówkodzik skończył dziś dwa lata.

Zmieniał się przez ten – zaskakująco dynamiczny – czas razem ze mną, no, powiedzmy, że dreptał za moim świńskim truchtem, przechodzącym czasami w sprint, który kończył się zadyszką. Będąc z tyłu, sygnalizował to i owo z właściwym sobie niedostatkiem wyrafinowania. Przede wszystkim podkreślił boleśnie, że właśnie i tylko tutaj da się popoprawiać przeszłość, naprawić literówki, cofnąć grube błędy, wywalić całe fragmenty, opóźnić jedne wpisy, antydatować drugie. Z tagowania bieżącej przyszłości i sortowania przyrastającej przeszłości nie płynie jednak tyle pewnego, sytego spokoju kronikarza, na ile bym liczył.

A to dlatego, że dostęp do tego katalogu jest poniekąd jak wypatrywana przez pacjenta diagnoza – po jej wygłoszeniu następuje przeważnie wielkie nic, od czysto frazeologicznego po jak najbardziej dosłowne. Na początku jest może radość albo smutek, euforia albo zniechęcenie, ulga lub zatrwożenie (te dwa ostatnie, paradoksalnie, ściśle współpracują), ale to chwila, a dalej? Dalej mamy do czynienia z jedną z wielu odmian niczego: nic się nie zmienia albo naprawdę wszystko  się zmienia, chociaż nic się nie zmieniło, albo nic się nie zmienia, chociaż tyle się zmieniło, względnie: wszystko się diametralnie pod każdym względem zmienia, ale wtedy to już że ho. To się odnosi do tu i teraz oraz niedaleko i wkrótce.

W szerszym sensie nic jest i tak zawsze na horyzoncie, który przecież kiedyś przestaje oddalać się wraz z ruchem obserwatora naprzód. Wtedy pewnie coraz dokładniej widać detale tego, co się ma przed sobą, i całokształt tego, co się ma za plecami, o ile można się w ogóle odwrócić. Tak czy inaczej ta świadomość nie jest, przypuszczam, specjalną niespodzianką, i niewiele niby zmienia, ale znowu: niewiele zmieniając, wiele zmienia i tak dalej. O ile dalej… Oczywiście, nie przesadzajmy, mrówkodzik jest o wiele za ruchliwy jak na kamień nagrobny, co nie znaczy, że nie kuśtyka niekiedy mementem, pokwikując epitafiami, choć przecież często bryka skocznie i – zachowując wszelkie (czy aby?) proporcje – z fantazją.

Na żywym dziku nie da się podzielić skóry, z czego wypływa tyleż otucha, co zwątpienie. Nie dziwne, że te także są nierozłączne, skoro są dwustronnym żądłem tego samego błędu.  Są zabawkami Oczekiwania, które wyrastało w rodzinie patologicznej. Jedną siostrą Oczekiwania jest bowiem Nadzieja, drugą – Obawa. Obie po przejściach z systemem edukacyjnym, na koncie z wyrokami za poważniejsze przestępstwa. Za ojca mają Brak (nie był notowany), ale są z różnych matek: Nadzieję wykarmiła Ułuda (puszczała się i handlowała prochami), a Obawę – Wątpliwość (myślała, że jest cnotliwa, ale to jej nikt nie chciał, żyła więc z szantażu); możliwe, że obie były, jak zwykle, pod wpływem i stąd niezrównoważenie potomstwa. O matce Oczekiwania wiadomo niewiele. Niektórzy twierdzą nawet, że było podrzutkiem do okna życia i nie poznamy jego prawdziwych rodziców, wiadomo nam za to o surowym, acz niezbyt konsekwentnym wychowaniu, jakie otrzymało w rodzinie, która je przyjęła i, co ważniejsze, którą ono uznało za własną.

Jak do tego doszło? Co się wtedy działo? Co będzie z nim dalej? Na razie daruję sobie odpowiedź, chociaż daruję sobie to nie jest chyba, nomen omen, najszczęśliwsze sformułowanie.

W tym celu został stworzony zabieg mikrodermabrazji diamentowej, który jako najlepsza alternatywa zabiegów medycyny estetycznej, skutecznie poprawia wygląd skóry i pomaga uporać się z specyficznymi problemami. W znanej bajce „Shrek” główny bohater powiedział, że: „Ogry są jak cebula. Mają warstwy.” Podobnie jest z naszą skórą, w której młode warstwy są przykryte starszymi. Niestety stan warstw zewnętrznych z czasem ulega pogorszeniu. Pojawiają się blizny, przebarwienia i nierówności skóry. Jeśli zaś chodzi o warstwy wewnętrzne, to mają one dużo lepszy wygląd. Wydobyte na światło dzienne mogą odmienić twarz, nadać jej blasku i odmłodzić

[reklama salonu urody „Elżbieta”]

*

Przed oblicze sługi bożego Stefana kardynała Wyszyńskiego żaden kapłan nie ośmielił się przyjść rozpasany, nie mówiąc już o braku sutanny. No dzisiaj wiadomo, że jest inaczej.

[ks. Roman Kneblewski tutaj]

*

Pop pocałował Putina w rękę.

[Anita Werner, tvn24]

*

Piętnaście minut splądrowało naszą wioskę.

[mieszkaniec o nawałnicy]

*

Anisaxtuxtyfkagatapixnakakjagaka

„Zdarzyło się, że chciałem go ostatecznie zmusić do chodzenia i przynoszenia śniegu.”

[przykładowe zdanie w języku jupik, wikipedia]

*

Emation – w mitologii greckiej syn bogini Eos i jej męża, Titonosa. Nie wsławił się niczym specjalnym w mitologii.

[wikipedia]

– Jak dasz tutaj link do tego artykułu, to ja sobie po nim trafię do kłębka. Ariadny.

– Jakiej Ariadny?

– Ariadna ma kłębek.

– Chyba w dupie!

– No nie w dupie, z przodu, nie kojarzy ci się? A jak ma nić, to też nie najlepiej, bo to znaczy, że się pruje.

– Piszę: rozwiązłość, tkactwo, włókiennictwo…

– Arachne.

– Co Arachne?

– No, ta pajęczyca, co tkała.

– To ona jeszcze ma tam pająki? Obrzydliwe!