Archives for posts with tag: mlle

– Miło cię spotkać.

– Ciebie też. I ciebie.

– Będziemy się dzisiaj całować?

– To może ja się ulotnię. Czy nie.

Extra vergine.

– Taka sprzed pierwszego tłoczenia?

– Ostatnio miałeś doświadczenia heteroseksualne.

– Tak, można by rzec: lesbijskie.

– Twarz do dupy.

– Ale jakie ciało!

– Ja starszą panią jestem, mnie  ładne ciało jebie.

– I czar prysł.

– Byle nie w oko.

 – Z radością poznam cię bliżej.

– Ale ja przy bliższym poznaniu tracę.

– Złudzenia?

– Jestem jeszcze młoda.

– Tak jak ta noc.

– Właśnie.

– Ale ona się posuwa.

– Co mademoiselle będzie zamawiać?

– Rozważam herbatę…

– Herbatę?! Udam, że nie słyszałem i będę twierdził, że powiedziała mademoiselle „idę wciągać kokę”.

– Ale on pasywny jest.

– Pochyliłbym się nad jego losem.

– A ja bym się chętniej pochylił…

– Po czechosłowacku śpiewają?

– Tak, to czas oper w językach narodowych.

– A jest jakaś opera w górnołużyckim?

– Wszystko przed nami! Ja napiszę libretto, Rabbio muzykę, a mademoiselle wyreżyseruje, o ile nie zechce zaśpiewać głównej roli, Górnołużyczanki Sřěščvíi Kažglebráďkovej, kniahini Budziszyna.

– Kniahinią bym zjawiskową była! O, tutaj też jest wszystko, co trzeba. Dramatis personae idealne. Ta z cyckami – sopran liryczny, policjant-dresiarz z drogówki – tenor, sędzia – baryton. Do tego ewidentny brak hepiendu, długi, klątwa, chuj bombki strzelił.

– Jak dają, to bierz.

– Och, ja daję jak biorą!

– Nie znam jego filmów.

– A bo ty to na pewno ambitniejsze kino. Pewnie Bergmana.

– Bergmana? Hm…

– No, Ingrida Bergmana.

– Ingrida? Ach, tego reżysera z cipą!

– Z tego przynajmniej podobno można wyjść, jak mawiają, to zawsze coś. Nadzieja, by nie rzec trwoga, no nie?

– O, ja wyszłam, jak za mąż, ale zaraz wróciłam.

– I don’t give a damn.

– Czy mówiąc „I don’t give a damn”, masz na myśli „I don’t give a fucking shit”?

– Wróciłem wówczas z dwóch wojen, byłem wschodzącą gwiazdą, mogłem sobie pozwolić na przejście przez redakcyjne studio w okularach przeciwsłonecznych, z którego to przywileju nadmiernie korzystałem. Dziś nie ma już nic z tego, firma nie istnieje, ja niemalże też nie. Czytam te swoje stare teksty, jak Barbara Brylska oglądająca z wideo Faraona i Anatomię miłości. Z wideo, bo nie stać jej na dvd.

Rozmawiali w programie o tym wężu w tunelu…

Wężu w tunelu?

Oj, wężu w kaplicy.