Archives for posts with tag: molestowanie

– Ekspertka ds. seksualności stwierdziła jakiś czas temu, że rodzice powinni prosić dziecko o zgodę, zanim zmienią mu pieluchę.

– To ja jestem gwałcicielem – zmieniam nawet w obliczu zdecydowanego protestu.

– Ja na Twoim miejscu już bym założył jakiś fundusz na przyszłą terapię PTSD u dziecka…

– Potrącę z przyszłego kieszonkowego.

– W sumie, jak się zastanowić, będziesz brać od dziecka pieniądze za to, że ty albo ktoś gmera mu wbrew jego woli… Czy to nie podpada pod stręczycielstwo?

– W końcu jestem z Pruszkowa.

 

 

– Ponoć Toscanini powiedział kiedyś, w nawiązaniu do związków Richarda Straussa z reżimem hitlerowskim, że przed Straussem jako  twórcą zdejmuje kapelusz, a przed Straussem jako człowiekiem – zakłada go z powrotem. Podobne stwierdzenia padają dziś pod adresem oskarżonych o molestowanie. I pewnie słusznie.

– Pewnie często tak. Ale jak czytam o kolejnych odsłonach afer seksualnych, to zastanawiam się, czy czasem nie bardziej pasowałyby stwierdzenie: „Przed panem X jako twórcą zdejmuję kapelusz, a przed tym samym panem X jako człowiekiem – majtki”.

– Słyszałeś, chcą ograniczyć dostęp do pornografii w Internecie.

– No, wreszcie przestaniemy się wahać co do emigracji.

– Ale tylko nieletnim. Dorośli będą składać jakieś wnioski czy oświadczenia.

– A, to się trzyma kupy: dorośli sobie złożą wniosek, a nieletni pójdą się realizować jako ministranci.

– Jesteśmy w filharmonii z Rabbiem i Dwudziestolatkiem.

– Bosh, co wy robicie temu dzieciu?

– To Elka mu robi! I je też.

– Czyli nie molest. Ok.

– Ależ jak najbardziej molest. Tyle że techneseksualny.

– Popatrz, kto do mnie napisał, i to dosłownie w tej chwili: „moin moin süßer grüße aus heide sendet dir dirk!!”.

– Jaka, kurwa, Heide? Jak „moin”, to jakaś na północy pewnie.

– Też nie wiem. Może jakaś kurwa imieniem Heidi?

– Myślę, że chodzi o Lüneburger Heide, ale możesz na wszelki wypadek dopytać. „Welche, kurwa, Heide?”.

– Zaprawdę, wolę nie pytać. Możesz się domyślić, co za typ. Nie musiałem nawet zaglądać na profil, żeby wiedzieć, że to jakiś pięćdziesięcioletni brzuchaty niemiecki zbok. Poczułem się jak zmolestowany gastarbeiter.

– Pewnie taka gruba, niedomyta meduza z mackami.

– Tak, tyle chociaż dobrze, że bardzo wysoka, więc mnie to chyba razi.

– Razi cię bardzo wysoka? Powiem Wehwaltowi.

– „Mniej to chyba razi”, miało być. Ale wyszło zabawnie.

– Aaa, rozumiem. To nie powiem.

– Napastowała nas wczoraj kobieta!

– Jak to kobieta?

– No kobieta, prawdziwa kobieta, z cipą, w sensie, taka po czterdziestce.

– Ale jakim cudem?

– No nie wiem, przy okazji pozdrowieniowych pocałunków chciała nam wkładać język do ust. Ma na imię Halina.

– Halina… Tak, to jest takie imię, które predestynuje, predysponuje do bycia napastliwym w pewnym wieku.

– Trafiłem na piosenkę z lat 70., gdzie wokal brzmi jak u małego molestowanego chłopczyka. Odkryłem, o dziwo, że śpiewa to kobieta. Niestety.