Archives for posts with tag: nadzieja

1. cofka

Nie zamierzam nikogo uleczać z dawnych miłości i takiego Pana też nie
szukam ,jeśli zostałeś zraniony i liczysz na przyjacielskie bzykanko
(przytulanie) ZAPOMNIJ , SZUKAM ZDROWYCH EMOCJONALNIE LUDZI ,SŁABE
JEDNOSTKI WYPIERDALAĆ ,po prostu nie dogaduję się z smutnymi pizdami. To
co przeżyłem jest moje i nie zamierzam wzbudzać litości ,przeszłość
zawsze zostawiam za sobą NIGDY SIĘ NIE COFAM.

2. gejologia dogmatyczna i homiletyka na miarę możliwości

– lubię rozmawiać o rzeczach dość górnolotnych, analizować, odkrywać, tematy które mnie interesują sa z zakresu socjologii, filozofii, psychologii. Interesuje mnie wiedza o świecie i ludziach ale ta prawdziwa a nie konwencjonalna, wytworzona na potrzeby kultury.
-Lubie patrzeć na świat okiem aparatu, zajmuje sie fotografowaniem, oczywiście na miarę moich możliwości.
– Jestem agnostykiem, głównie wierze w siebie ale sobie nie ufam.
– Nie lubie rozmawiając z dogmatystami. Lubie refleksyjnych, myślących ludzi :) którzy w zyciu odnajduja przyjemność nie tylko w zaspokajaniu potrzeb swojego ”id”.
– Z racji tego ze zależy mi na dyskrecji, nie interesuje mnie kontakt z osobami które bywały albo bywają w klubach gejowskich , którym odpowiada ten klimat. Syndromu zwichniętego nadgarstka również nie toleruje !!!!! ! ! ! ! !

3. słodka nieważkość, gorzka nieważność

Uwielbiam polskie malarstwo współczesne, które ukazuje mi rzeczywistość abstrakcyjną, złą i pozbawioną nadziei. Rozkoszuję siię muzyką poważną. Moim ulubionym kompozytorem jest Karol Szymanowski, choć cenię sobie też niezwykle Szymańskiego, Griseya, Bartoka, Weberna i Wagnera. Upajam się Proustem, którego wielbię ponad wszystko, a irytuję widząc książkęTomasza Manna.

Czuję żar religijności gdy oglądam Tarkowskiego i piękno, ale i potworność, bo beznadziejność gdy patrzę na obrazy filmowe Bermanna. Bardzo lubię też Herzoga, Antonioniego i Pasoliniego, a z kina współczesnego Belę Tarra i Larsa von Triera.

Wieczoramii biegam., Czasam się wspinam, choć najbardziej lubię spadać, bo wtedy już nic nie zależy ode mnie a moje ciało czuję słodką nieważkość.

4. impotencjał

mam nadzieję, że wkrótce spotkam kogoś wyjątkowego. byłoby głupio gdyby cały mój potencjał seksualny miał się zmarnować!

5. rozbitek dzielnicowy

Kumpla z krwi i kości;
Cioteczki lila róż wypad WON !!!!!!!!!!!!!!!
Brak foto twarzy = blokada
Z tzw WAWY nie pisac
Każda jedna pani z mazowieckiego jest przezemnie blokowana, bez wyjątku :D

6. „zasady”

Nie jestem zdania jak wszyscy, iż „większa połowa” stanowczo omija ową informację w profilu, koncentrując się wyłącznie na fotografii. Według mnie mylne co do statystycznej ilości owych maniaków fotek, ale ok! Staram się być w życiu człowiekiem „zasadniczym” i kurczowo się tego trzymam, mam wpojone pewne systemy wartości oraz norm. Ale nie deliberujmy o rzeczach „nudnych” hehe! Hmmm… nie lubię pisać o sobie, nie wiem czy dokładnie siebie znam, staram się budować każdą chwilę z tych najszerzej uśmiechniętych!

7. „Naprawdę razem, na pewno oddzielnie”

Wiem dlaczego ciagle jestem sam. Skoro tak wiele lat szukam oraz czekam na pojawienie się kogoś, kogo obdarzę uczuciem i ten ktoś się nie zjawia, to na pewno, kiedy już się zjawi, będzie naprawdę, ale to NAPRAWDĘ dla mnie wyjątkowy. Nie wierzę, aby moja cierpliwość nie została nagrodzona.
Dlatego wykrzywiam gębę w uśmiechu i szukam dalej, czekam ciągle. W końcu się zjawi. W końcu go znajdę. W końcu będę kompletny.

– Zdarza mi się mylić intuicję z nadzieją. Chociaż mam nadzieję, że tak nie jest, to intuicja podpowiada mi, że tak właśnie jest.

– Zdrowia, szczęścia, pojemności…

– Pojemności! Jak pięknie! A wieczorem dużo gości?

– Tak. A wiesz, że ten huragan, który nas wczoraj pchał i posuwał, to nazwali Juda? Na cześć Judy Tadeusza!

Lot się opóźniał i opóźniał, aż wreszcie odwołali i trzeba znaleźć sobie jakiś zastępczy. Przeganiają kilkudziesięcioro czekających do odległego stanowiska, gdzie można przebukować bilet. Przemieszczamy się sprawnie, więc zajmujemy niezłe miejsce w kolejce: przed nami nie więcej niż dwadzieścia osób, za nami – trzydzieści. Rozmawiamy ze stojącą obok dziewczyną. Następny sensowny lot jest za siedem godzin, co nie jest wiadomością dobrą (bo to w sumie dziewięć godzin później niż pierwotna godzina wylotu), ale nie jest też wybitnie złą (bo da się dolecieć jeszcze tego samego dnia).

– No trudno, poczekamy i może będą miejsca na tym popołudniowym locie – mówię pogodnie.

– I tak już jesteśmy wygrani – stwierdza dziewczyna – a jak bardzo jesteśmy wygrani, to się jeszcze dowiemy – dodaje złowrogo.

– Sport to jednak zdrowie. Gdybyśmy szli pod górę Tamką, to niechybnie dostalibyśmy po pysku od pijanych drecholi – ale ponieważ biegliśmy, to tylko obrzucili nas butelkami (niecelnie).

– Tacy pobożni młodzieńcy mogą być nerwowi, bo odczuwają podziemne wibracje z powodu wiercenia tunelu metra. Boją się piekła.

– Mówiąc „jakoś to będzie”, większość ludzi nie zakłada wcale, że będzie „jakoś”, tylko że będzie dobrze.

– Jeśli myślisz, że miłość chowa się za rogiem, masz rację, bo nawet ona stara się ciebie unikać.

likwidacja

– Brak mi słów.

– Brak ci słów? Lepiej teraz coś powiedz, a zaniemówienie zostaw sobie na potem.

– Hej, i jak impreza?

– Wczoraj wypiłem cztery piwa i miałem nawet sen erotyczny! Dziś piję w nadziei na powtórkę…

– Patrzę bacznie, więc jest szansa, że się nauczę. Ale spokojnie, mamy czas.

– Czas   jest.

– Akcentujesz czas? Czego więc nie ma?

– J e s t, nie:  m a m y  … Czasu się nie da mieć.

– No, no, jesteś w świetnej formie!

– Beznadziejnej … Ale to przez ten czas… Chyba nie ma niczego, czego można by nie mieć bardziej niż czasu.

Ksiądz, nowy proboszcz, przyszedł do kolędzie. Pchani jakąś perwersyjną ciekawością postanowili go przyjąć.

– Zapraszamy, księże proboszczu. Mogę wziąć płaszcz?

– Nie będę się rozbierał, bo będzie mi zimno.

W domu gorąco tak, że psy leżą pokotem, a koty chłodzą się na tarasie.

– Rozumiem. Ksiądz spocznie, tu, przy kominku. Napije się ksiądz kawy, herbaty?

– Herbaty, ale żeby nie była za gorąca.

– Nie za gorąca…?

– Bo ja za gorącej nie lubię. Mogła pani wcześniej zaparzyć, toby przestygła.

Gospodyni, w lekkim szoku, udała się zatem do kuchni i zrobiła mu herbaty, którą następnie poprzelewała z kubeczka w kubeczek, tak jak robiła swojemu synowi, gdy miał dziesięć lat.

– Proszę bardzo. Ksiądz lubi ciepło, to może i słodycze? Ciasta?

Ksiądz leciutko się czerwieni:

– Nie mogę, bo zaraz musiałbym umyć zęby.

Gospodarze nieco zdziwieni patrzą po sobie. Ksiądz wyjaśniającym gestem wyjmuje górną sztuczną szczękę i pokazuje, po czym wkłada z powrotem.

– Tak, oczywiście…

Rozmowa się z wiadomych plus widocznych względów nie klei, ale schodzi na szczęście na tematy kulinarne. Gospodyni, pchana wrodzoną szczodrością, proponuje, wychodząc nieco przed szereg:

– Może ksiądz proboszcz dałby się kiedyś zaprosić na obiad?

– Niedziela. Mszę mam o szesnastej, to trzeba by po mnie podjechać.

– Myślę, że nie byłoby problemu…

– A co państwo podają?

– Robimy dobrą kaczkę…

– Ale w winie?

– Nie, raczej na chrupiąco, z majerankiem i z…

– Moja ciotka robi doskonałą w winie. Bo ludzie to nie potrafią zrobić kaczki. Za sucha.

– Dzień dobry. Co porabiasz?

– Wyspałem się, wstałem i prowadzę przez internet rozmowę z rozbudowanym komponentem emocjonalnym.

– Brzmi groźnie.

– Nie wiem, czy takie jest, czy było… W każdym razie właśnie robiąc kawę, zrobiłem odruchowo dla dwóch osób.

Mrówkodzik skończył dziś dwa lata.

Zmieniał się przez ten – zaskakująco dynamiczny – czas razem ze mną, no, powiedzmy, że dreptał za moim świńskim truchtem, przechodzącym czasami w sprint, który kończył się zadyszką. Będąc z tyłu, sygnalizował to i owo z właściwym sobie niedostatkiem wyrafinowania. Przede wszystkim podkreślił boleśnie, że właśnie i tylko tutaj da się popoprawiać przeszłość, naprawić literówki, cofnąć grube błędy, wywalić całe fragmenty, opóźnić jedne wpisy, antydatować drugie. Z tagowania bieżącej przyszłości i sortowania przyrastającej przeszłości nie płynie jednak tyle pewnego, sytego spokoju kronikarza, na ile bym liczył.

A to dlatego, że dostęp do tego katalogu jest poniekąd jak wypatrywana przez pacjenta diagnoza – po jej wygłoszeniu następuje przeważnie wielkie nic, od czysto frazeologicznego po jak najbardziej dosłowne. Na początku jest może radość albo smutek, euforia albo zniechęcenie, ulga lub zatrwożenie (te dwa ostatnie, paradoksalnie, ściśle współpracują), ale to chwila, a dalej? Dalej mamy do czynienia z jedną z wielu odmian niczego: nic się nie zmienia albo naprawdę wszystko  się zmienia, chociaż nic się nie zmieniło, albo nic się nie zmienia, chociaż tyle się zmieniło, względnie: wszystko się diametralnie pod każdym względem zmienia, ale wtedy to już że ho. To się odnosi do tu i teraz oraz niedaleko i wkrótce.

W szerszym sensie nic jest i tak zawsze na horyzoncie, który przecież kiedyś przestaje oddalać się wraz z ruchem obserwatora naprzód. Wtedy pewnie coraz dokładniej widać detale tego, co się ma przed sobą, i całokształt tego, co się ma za plecami, o ile można się w ogóle odwrócić. Tak czy inaczej ta świadomość nie jest, przypuszczam, specjalną niespodzianką, i niewiele niby zmienia, ale znowu: niewiele zmieniając, wiele zmienia i tak dalej. O ile dalej… Oczywiście, nie przesadzajmy, mrówkodzik jest o wiele za ruchliwy jak na kamień nagrobny, co nie znaczy, że nie kuśtyka niekiedy mementem, pokwikując epitafiami, choć przecież często bryka skocznie i – zachowując wszelkie (czy aby?) proporcje – z fantazją.

Na żywym dziku nie da się podzielić skóry, z czego wypływa tyleż otucha, co zwątpienie. Nie dziwne, że te także są nierozłączne, skoro są dwustronnym żądłem tego samego błędu.  Są zabawkami Oczekiwania, które wyrastało w rodzinie patologicznej. Jedną siostrą Oczekiwania jest bowiem Nadzieja, drugą – Obawa. Obie po przejściach z systemem edukacyjnym, na koncie z wyrokami za poważniejsze przestępstwa. Za ojca mają Brak (nie był notowany), ale są z różnych matek: Nadzieję wykarmiła Ułuda (puszczała się i handlowała prochami), a Obawę – Wątpliwość (myślała, że jest cnotliwa, ale to jej nikt nie chciał, żyła więc z szantażu); możliwe, że obie były, jak zwykle, pod wpływem i stąd niezrównoważenie potomstwa. O matce Oczekiwania wiadomo niewiele. Niektórzy twierdzą nawet, że było podrzutkiem do okna życia i nie poznamy jego prawdziwych rodziców, wiadomo nam za to o surowym, acz niezbyt konsekwentnym wychowaniu, jakie otrzymało w rodzinie, która je przyjęła i, co ważniejsze, którą ono uznało za własną.

Jak do tego doszło? Co się wtedy działo? Co będzie z nim dalej? Na razie daruję sobie odpowiedź, chociaż daruję sobie to nie jest chyba, nomen omen, najszczęśliwsze sformułowanie.

– Nie zabija się pająka.

– Ja nie zabijam.

– To zła wróżba.

– Bywają różne wróżby. Jak we francuskim powiedzeniu o spotykaniu pająka: matin – chagrin, midi – plaisir, soir – espoir: rano pająk wróży smutek, w południe – przyjemność, a wieczorem – nadzieję.

– Tak czy siak przegrywasz.

– Mam przyjemniejsze życie własne niż seks z byle kim. Jak będę bardzo chciał, pooglądam sobie pornosy. To skądinąd też nudne, ale przynajmniej wiadomo, że to nieprawda od samego początku.

Rozpoczął „Partitą e-moll” BMV 830. Toccatę grał w sposób nieznośnie afektowany, udziwniając ją tam, gdzie potrzebna jest tylko prostota i umiar. Dziwaczny manieryzm mógł podnieść ciśnienie, na szczęście potem była już tylko nuda i pustka. Nawet wieńczący całość fantastyczny Gigue zabrzmiał bezbarwnie. Podobnie jak „Koncert włoski” BMV 971. Bach i Chopin na jednym recitalu? – momentami może się okazać, że pianiści wymagają od siebie i słuchaczy zbyt wiele…

[Marta Nadzieja, w dwutygodniku.com]

*

Zdaję sobie w sposób dotkliwy sprawę z tego,  że pisząc te słowa jako japonista mogę brzmieć nieszczerze i stronniczo. Japonistyka pozostaje w człowieku jak harcerstwo: japonistą jest się do końca życia i nie sposób tego zmienić.

[Arkadiusz Jabłoński, japonista, tutaj]

*

Jestem twoim zboczonym wujkiem i chcę ci pokazać swojego ptaka.

[dziesięciolatek do 15-letniej siostry w filmie Piękność w opałach, reż.  Jan Hřebejk]

*

Chopin mówił, że najważniejsza jest prostota i naturalność. On to miał. A u innych tej naturalności zabrakło. Były za to udziwnienia, a niekiedy brak wiedzy muzycznej. Nuty mniej ważne były eksponowane, a najważniejsze lekceważone – tłumaczyła Kozubek. – Mam nadzieję, że będą nowe pokolenia pianistów, którzy zadbają o oczyszczenie Chopina – dodała.

[źródło]

*

[Quentin Crisp] w tym okresie znany był z paradowania wieczorami po ulicach w swoich wyzywających ubiorach, często podrywając młodych amerykańskich żołnierzy. Było to początkiem jego zachwytu amerykańskim stylem życia.

[wikipedia]

*

Nie tylko znam założenia; znam szczEgóły tych projektów.

[z akcentem na trzecią od końca, Andrzej Seremet]

To prawdziwa antropologia poranka. Tak to się wszystko zaczyna. Z dokładnym rozpisaniem na kiedyś i dziś. Czas przeszły był jak betonowe koryto, którym płynęło się sprawnie w nowy dzień. Był jak ekscytujące oczekiwanie na nowe, nieznane, lecz z pewnością udane.  Czas teraźniejszy: rano wszystkie myśli są czarne. Porozłażone w różne strony, nie do okiełznania. Zegar swoje, my swoje. Powtarzalność czynności sprawia, że jeszcze bardziej nie panujemy nad rytuałem mycia zębów czy smarowania kanapki masłem.

[Sylwia Chutnik, felieton w „Polityce” (2869), do przeczytania tutaj]

– A ja zawsze mam nieżyt.

– Nieżyt?

– Nadzieję.

*

– Ty gdzieś dalej?

– Powinienem do domu, ale chuj wie.

– Tak, chuj wie.

*

– Ale uprawialiście ze sobą seks?

– Poniekąd.

Car si tu laisses tout fuir d’entre tes mains, c’est que tu as renoncé à saisir. Et la licence n’est que renoncement à être. Et tu te désespères de ces trésors qui, l’un après l’autre, meurent usés. Car la fleur se fane mais elle devient graine pour toi, et toi qui croyais à la fleur autrement qu’en un lieu de passage, tu te désespères.

[Saint-Exupéry, Citadelle]

Jeśli bowiem wszystko przecieka ci przez palce, to dlatego, że zrezygnowałeś z chwycenia czegokolwiek. Rozwiązłość jest rezygnacją z życia. Rozpaczasz, myśląc o bogactwach, które zużywają się i niszczeją. Kwiat bowiem więdnie, ale staje się dla ciebie ziarnem; a jeśli kwiat był dla ciebie czymś więcej niż miejscem, które się mija, popadasz w rozpacz.

[Twierdza, przeł. A. Olędzka-Frybesowa]