Archives for posts with tag: napój

– Oshee masz? Ukryte?

– Jakie oshee?

– Napój oshee. Mam ochotę. Gdzieś mi mignął…

– Nie ma już chyba…

– Nie kłam! Widziałem, że leżał na wierzchu ukryty!

 

 

– Musisz tak siorbać z tej butelki?

– Nie siorbię, to się samo robi.

– Samo się nie robi. Trzeba położyć ujście szyjki na ustach i wlewać sobie do paszczy, a nie ssać, to nie będzie gdolić*.

– Ale ja nie ssam!

– „Nie ssiesz”.

– No właśnie nie ssię!

– „Ssę”!

– Ty?

– Ty!

– Chyba ty!

——————————————————–

*gdolić – patrz: słowniczek.

– Jak możesz pić coca colę? Przecież ona usuwa rdzę!

– A ty, jak możesz pić wodę? Przecież ona wywołuje rdzę!

Dziś z kolei był mi potrzebny synonim do słowa „piwo”, najlepiej taki zabawniejszy, bardziej wyluzowany. Wśród propozycji, jakie zaoferował mi internetowy słownik, znalazły się:

boski napój, gin, grzanka, koniak,

mocz starego pawiana, mózgotrzep,

utrwalacz, warzone, wino, woda ognista, żubr.

– Byłem na masterclass u Teresy Berganzy. Ciągle na mnie patrzyła i robiła do mnie miny.

– Czemu akurat do ciebie? Może ty robiłeś do niej miny?

– Pewnie tak. A potem podszedłem, żeby mi się podpisała na zdjęciu. Bierze je ode mnie i mówi: „Niech pan zgadnie, ile ja na tym zdjęciu miałam lat.” Wyglądała na jakieś czterdzieści-pięćdziesiąt, więc ryzykuję: „Czterdzieści pięć…?” A ona na to: „Ha! Sześćdziesiąt pięć! Proszę popatrzeć tu, na szyję, jakie zmarszczki!” Patrzę, no, faktycznie, ma zmarszczki. „Ale reszta dobrze, świetnie wyglądałam. A wie pan dlaczego? Bo ja wtedy byłam bardzo zakochana!”