Archives for posts with tag: naukowiec

Po lekturze artykułu Andrzeja Ledera przypomina się niniejszym apelująco, że polskie słowo AKADEMIA nie ma takiego samego zakresu znaczeniowego jak ACADEMIA po angielsku i nie oznacza „środowiska akademickiego”  w ogólności, „uniwersytetu jako takiego” ani „badań naukowych”, tylko konkretną instytucję naukowo-dydaktyczną lub zrzeszającą uczonych, a zatem niepoprawne są zdania typu:

„Kant mógł latami nie publikować i być pracownikiem akademii.”

[tj. działać w środowisku akademickim lub pracować na uczelni (Uniwersytecie w Królewcu)]

„To jednak znaczy, że sam fakt poznawania prawdy nie wystarcza, by usprawiedliwiać funkcjonowanie akademii.”

[tj. środowiska akademickiego w ogóle]

„[…] pomijając całkowicie społeczną i kulturową funkcję akademii […]”

[tj. kształcenia wyższego, badań naukowych]

————————————————————–

Zob. definicja ze Słownika języka polskiego PWN,
por. definicja z Oxford Dictionaries.

[Futurosioł nadesłała była dwa piękne i rozbudowane przekonania dziecięce, którym poświęcam specjalną edycję doksajów.]

Pani w pierwszej klasie uczyła nas różnych wspaniałych przysłów pogodowych typu „Kwiecień-plecień, bo przeplata trochę zimy trochę lata” czy „Idzie luty, kuj buty”. Opowiedziała nam przy okazji, że ludzie obserwowali pogodę przez wiele lat i na podstawie tych obserwacji stworzyli takie krótkie rymowane prawdy.

Moje wyobrażenie utrzymujące się dosyć długo przedstawiało naukowców w kitlach w jakimś startrekowatym IMGW, którzy mierzą i spisują temperatury i opady, formułują wnioski i przekazują kolejnej grupie naukowców w kitlach, która myśli i myśli, aż w końcu z mądrą miną produkuję wielkie dzieło: „W marcu jak w garncu”.

*

Oglądałam we wczesnej podstawówce „Gliniarza i prokuratora”. W jednym z odcinków prokurator chodził na szkolenia ze swoim buldogiem do znajomej trenerki. Była scena, że trenerka wraca do domu i otwiera drzwi. Atakuje ją ubrany szczelnie jak ninja facet, wpada z nią do domu, są jakieś 3 sekundy dziwnej kotłowaniny i scena się urwała. W następnej scenie trenerka stoi na szkoleniu w ciemnych okularach. Podchodzi do niej prokurator i coś mówi. Ona dramatycznie obraca się w jego kierunku, zdejmuje okulary, którymi maskowała limo i oświadcza „zostałam zgwałcona!”

Nie bardzo wiedziałam, co to gwałt, więc poszłam zapytać się mamy, która akurat porządkowała jakieś papiery w swoim pokoju. Weszłam, siadłam i jak gdyby nigdy nic, zapytałam, nawet nie wspominając nic o serialu. Matka zrobiła się nerwowa, atmosfera dziwna i ciężka, a ja nie wiedziałam czemu (bardzo późno pojęłam podstawowe informacje dotyczące seksu i w tamtym momencie wiedziałam tylko, jaka jest różnica miedzy mężczyzną i kobietą, ale już po co taka różnica jest, to nie wiedziałam). Matka mówiła coś bardzo skrępowana, ja z tego nic nie rozumiałam, bo ona zakładała, że wiem już coś, a ja nie wiedziałam nic, a w tej atmosferze żałowałam w ogóle swojego pytania.

I tak brnęłyśmy w to obie, ja chciałam już to jakoś uciąć, nic nie rozumiałam, a przede wszystkim nie rozumiałam jednej rzeczy: Co mi mama tutaj o siurkach coś mówi, skoro ona miała podbite oko?

Do rozmowy więcej nie wracałyśmy. Udałam, że zrozumiałam.

Amerykański naukowiec słowackiego pochodzenia Daniel Carleton Gajdusek odkrył w latach pięćdziesiątych chorobę kuru, wywoływaną przez priony, za co w 1976 uhonorowano go Nagrodą Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny.

Kuru to śmiertelna choroba układu nerwowego, na którą zapadali kanibale z afrykańskiego plemienia Fore. Była przekazywana w trakcie konsumpcji ciał i nacierania twarzy mózgiem zmarłego (priony przenikały wówczas przez spojówki).

Profesor Gajdusek w filmie dokumentalnym przyznał się do uprawiania seksu pedofilskiego z kilkuset papuaskimi chłopcami.

O kazirodztwie publicznie wyrażał się z uznaniem.

Po obronie ze strony środowisk naukowych i ugodzie z sądem w więzieniu spędził rok.

[nie, nie jestem pijany; źródła: BBC, LA Times, NY Times , Times HE]