Archives for posts with tag: nienawiść

– Kiedy wstaję przed świtem czuję się… Tak bardziej częścią społeczeństwa. Chyba wtedy odrobinę mniej źle myślę o bliźnich.

– Mi nie przeszkadza to nadal źle myśleć o bliźnich.

– Ja nie lubię o nich źle myśleć. Ale nie dają mi wyboru.

– Mi też nie.

– Więc staram się o nich za bardzo nie myśleć. Praca w tym pomaga. Albo kiedy człowiek się nastawi na to, że będzie średnio lub chujowo, a jest średnio lub niechujowo, to jest super!

– Ja się raczej niczego nie spodziewam, a i tak jestem notorycznie rozczarowany.

– Służy ci to, po urodzie sądząc…

– Jaaaaaki flirciarz!

– Ha! Jako realista powinienem dodać: cóż, kto wie, jakbyś wyglądał, gdybyś NIE BYŁ notorycznie rozczarowany ludźmi.

– Może mógłbym się skupić na zdrowej diecie, krosficie, joggingu, maseczkach!

– Nie sądzę, żeby pomogło – bo to raczej rzeczy, które – jeśli kompulsywnie – robią ludzie nienawidzący innych ludzi, z sobą samym na czele. W związku z tym również możemy to robić. Od nich jednak różni nas to, że my mamy tę świadomość, a tamci nie. I dlatego to oni wygrywają!

– To ja idę na jogę.

– Ale to może być +300 do mizantropii (ze szczególnym poczuciem wyższości) i –500 do męskości. Chyba że należysz do tego promila wyjątków.

– Ja żartuję z tą jogą, ale pomysł, że odbiera męskości jest kontrowersyjny.

– W wąskim sensie: jeśli dodaje takiego zadufania z powodu rzekomego uduchowienia i ogólnego CZI wystającego z ujścia kiszki stolcowej – to wtedy jest antymęskie, w ogóle antyseksualne. Chyba że ktoś jest „sapioseksualny”, jak to teraz modnie mówić, czyli sapie na widok ludzi mądrzejszych od siebie, to znaczy w zasadzie na widok większości ludzi.

 

– Widziałeś tę Azjatkę? Ma zdjęcie córki na komórce.

– To nic niezwykłego.

– Tak, ale ona ma to zdjęcie przyklejone do obudowy po tylnej stronie telefonu.

– Po prostu dalekowschodnia technika wzniosła tapetę na nowy poziom.

– Nie gadaj. Może ta jej córka nie żyje albo coś.

– Możliwe. Mieli gości i azjatycka surowa mama nie mogła się pochwalić superświadectwem córki, więc ją zabiła.

– I teraz żałuje?

– Nie, przyczepiła sobie, żeby pamiętać, co trzeba będzie zrobić z następną córką, jak nie będzie miała samych szóstek.

– Może. Ale co ona tak krąży wokół tych kwiatów?

– Jesteśmy w hali z roślinami azjatyckimi. Może porównuje z tym w swoim ogródku i zastanawia się, czy wobec faktu, że jej są mniej efektowne, już powinna popełnić samobójstwo, czy jeszcze trochę poczekać.

– Masz strasznie jednostronny ogląd. Ja sobie myślę, że to ważne, żeby trochę poznać ludzi. Wtedy zaraz się na nich inaczej patrzy. Nie dehumanizuje się ich. Nie nienawidzi z góry, za stereotypy i tak dalej.

– Tak, trochę poznać warto. Ale bardziej to już nie, bo wtedy dopiero ma się dobre powody, żeby ich nienawidzić!

– Ogoliłem się, upiąłem wysoko włosy i założyłem rurki. Brzuchaty pan w metrze nazwał mnie „nastoletnią ciotą“. Jest rodzaj mowy nienawiści, który człowiekowi po trzydziestce może sprawić szczerą radość.

– A u ciebie? Idziesz na paradę?

– Nie wybieram się na paradę.

– A co, nie lubisz gejów?

– Lubię. Ale wiesz, parada w Warszawie to nie wspólna zabawa, tylko manifestacja orientacji, a to chyba o to nie chodzi.

– Owszem, właśnie o to chodzi. We wszystkich paradach, które w czerwcu upamiętniają wydarzenia w Stonewall 1969, co do zasady o to chodzi. Zabawę masz w klubie, w sumie potencjalnie co dzień, miedzy innymi dzięki Stonewall właśnie…

– W owej paradzie powinna być ogólna zabawa nie tylko homo, ale i hetero, a u nas jest tak że idzie parada i młodzież wszechpolska, i kibole, i nie jest fajnie, a to nie jest idea takiego pochodu więc po co ryzykować. A poza tym myślę, że jestem tolerancyjnym gejem, ale bywa, że i ja przylałbym niektórym księżniczkom, więc nie dziwię się facetowi hetero. A taka parada w naszym kraju łączy się z agresja innych ludzi.

– Znakomicie, po co nam homofobiczni heterycy, skoro mamy gejów o takich poglądach jak ty. Jak, niedajboże, tobie kiedyś ktoś przyleje za pedalstwo, które skądinąd masz wypisane na czole, to ciekawe, czy wtedy coś do ciebie dotrze, czy jesteś impregnowany na jakąkolwiek refleksję.

– Nie, nie, nie, źle zrozumiałeś.

– Poczytaj sobie o Stonewall, serio, to porozmawiamy. Ja homofobów – także tych zinternalizowanych – nie mogę tolerować, bo oni nie tolerują mnie, i siebie, niejako z założenia, nawet jeśli o tym nie wiedzą, ale ich reedukacja to już nie moje zadanie.

– Każdy może być, kim chce i jaki chce, i ja tak myślę, i nie poruszajmy więcej tego tematu, bo się pokłócimy.

 

 

– Zaświeciły ci się jak złote monety te żydowskie oczka.

– Mowa nienawiści!

– I kto to mówi?! Ksenofobie ty.

– Ale ja o ludziach nigdy nie mówiłem nic ksenofobicznego…

– Myślisz, że to jakaś przemiana charakterologiczna? Że natrafili na siebie i nagle znienawidzili resztę świata, która nie dosięga ich zajebistości?

– Wygląda na to, że jak się poznali, to ich wartości nie tyle się nawet zsumowały, ile pomnożyły. Taka synergia. Chociaż teraz sobie pomyślałem, że iloczyn, owszem, daje większą wartość niż suma, lecz wyłącznie wtedy, gdy mnożone wartości nie są ułamkami… Ułamki korzystniej dodawać niż mnożyć.

– Myślałem, że zwariuję w tym Neapolu. Wszystko mnie irytowało.

– W Neapolu? Dlaczego?

– Oj, bo tam połowa ludzi coś sprzedaje, a druga to od nich kupuje i można oszaleć!

– Nie przesadzasz?

– Nie! Neapol to zło! Neapol jest jak…

– Łódź?

– Tak! Neapol Łodzią Italii!

– Jakoś tak jest, że kilka młodych kobiet po pewnym czasie znajomości ze mną stwierdziło, że są les.

– Może dzięki tobie zrozumiały, że nienawidzą mężczyzn.

I tez zaraz bede nienawidze ludzi za chwile

[sms od  Lotty von K. przedzierającej się przez podziemia centrum, pisownia oryginalna]