Archives for posts with tag: niewiedza

– Ha, właśnie się dowiedziałem, że Polska zakwalifikowała się do Euro. Kilka miesięcy po fakcie, mam refleks.

– A co to jest Euro?

– Okej, wygrałeś. To są mistrzostwa świata. Czy tam Europy.

– To się domyślam, ale w czym?

– W piłce.

– Aha. Myślałem, że w Miss Polonii albo Eurowizji.

– Chciałbym zmienić kierunek studiów.

– Na jaki?

– Filozofia.

– A czemu akurat filozofia?

– Bo ona udziela odpowiedzi na wszystkie pytania.

– Rozumiem… A co cię szczególnie w filozofii interesuje?

– Metafizyka.

– O, a czemu metafizyka?

– Nie wiem.

– A powiedzże no, wiesz, kto to jest McCartney?

– Wiem.

– Cholera, to niedobrze.

– Czemu?

– Bo miałem nadzieję, że cię spytam, a ty z rozbrajającą szczerością odpowiesz, że nie wiesz, a wtedy ja powiem, że cię za to uwielbiam.

– Na pocieszenie dodam, że wiem od niedawna.

– Od bardzo niedawna…?

– Dziś od rana, bo w biurze się dowiedziałem.

– Uff! Jednak cię uwielbiam. Jesteś żywym dowodem na to, że muzyka i kultura popularna nie wszystkim zlasowała mózgi. A kim on tam był dokładnie?

– Jak to?

– Kim on tam był w tym zespole?

– Nie wiem. Ich było czterech, znam ze zdjęć, to jeden musiał śpiewać, drugi grać na gitarze, trzeci na perkusji, a czwarty na… pianinie.

– O, ciekawe! A na czym konkretnie on grał?

– On… McCartney… Nie wiem. Może śpiewał?

– Oni wszyscy śpiewali, o ile się nie mylę, i poza perkusistą, grali na gitarach.

– No co ty! Jak nudno. Same gitary? Słabo.

 

– Popatrz, ten pan tam w kaszkiecie to też jest ktoś znany, ale nie wiem kto.

– Agata Christie o życiu po pięćdziesiątce:  „Jakże rozkoszowałam się ową drugą wiosną, która nastaje, kiedy człowiek kończy z życiem uczuciowym, z budowaniem związków, kiedy nagle – powiedzmy, po pięćdziesiątce – odkrywa zupełnie nowy świat, wypełniony myśleniem, studiami, lekturą. (…) Przez dłuższy czas życie osobiste pochłaniało całą energię, teraz znów można się rozejrzeć dookoła.”

– Czy ty nie masz wrażenia, że po trzydziestce już też tak jest? No, może nie z miłością, nie z życiem osobistym, ale z seksem.

– Seks? Seks? Jaki seks? Co to jest seks? Słyszałem kiedyś, że ludzie coś takiego uprawiają.

Skoro już o fonologiach, to taka anegdotka.

Nie miewał mrówk na studiach ambicji ocenowych, ale zależało mu na ocenach z dwóch przedmiotów, jego absolutnych koników, i to z fajnymi wykładowcami – chodzi o fonetykę opisową i fonologię angielską (patrz: poprzedni wpis) oraz fonetykę i fonologię francuską z bardzo sympatyczną prof. Alicją K. Poprawiałem czwórkę na piątkę. Profesorka zadała mi kilka pytań, ale widać, nie była pewna, czy ma mi tę piątkę ostatecznie dać (dysfrekwencja i dezynwoltura zamiast solidnego się przykładania ją turbowały). W końcu pyta:

 – Co pan wie o fonologii generatywno-transformacyjnej?

– Czytałem Trubieckiego, Chomsky’ego, Halle’a i Perlina i muszę przyznać, że niewiele zrozumiałem.

– Ja też. Ma pan piątkę.