Archives for posts with tag: obawa

– Czytam interesujący artykuł i zastanawiam się, jak pogodzić dwie rzeczy: postulat, że sztuka powinna bulwersować, z  postulatem, że ma nie obrażać.

– Mi jest dość trudno już z samym „sztuka ma”. Taki początek zwykle budzi moje obawy.

– Moje również. Zwykle potwierdzone w całej rozciągłości już w drugim zdaniu.

We wtorek, 22 września w Filharmonii Narodowej Marcin Masecki zagra 3 ostatnie sonaty fortepianowe Beethovena, interpretując je z zatyczkami w uszach i w specjalnych słuchawkach wygłuszających, przybliżając się tym samym do perspektywy niesłyszącego kompozytora.

[źródło]

*

Świat alkoholowych dźwięków jest zróżnicowany, lecz powtarzalny – jak słownik: towarzyskie obijanie się butelek w torbie, basowe, gdy pełne, znacznie wyższe po opróżnieniu otwieranie butelek i puszek: wychodzenie korka, pękanie metalowej nakrętki, pyknięcie kapsla, syk wydobywający się z puszek; gulgotanie butelek, a potem moszczenie się płynu w kuflach, szklanicach, kieliszkach […]

[Iwona Kurz, źródło]

*

Ruch sceniczny w Dybuku Mai Kleczewskiej – wykorzystanie sceny przez aktorów w tym spektaklu to emblemat reżyserki wypracowywany latami. Na szczęście tym razem Kleczewska udowodniła, że potrafi się skupić na tym, co na scenie potrafi.

[Przemysław Skrzydelski, źródło]

*

Nie jesteśmy dalecy od uniwersum Spinozy, o ile jest ono ufundowane na współistnieniu atrybutu myślenia i atrybutu rozciągłości. To wielce ciekawy wymiar dla ustanowienia jakości wyobrażeniowej niektórych etapów myśli filozoficznej.

[Jacques Lacan, Seminarium III. Psychozy, przeł. Jacek Waga]

*

Owa powyższa esencja jest najdokładniejszym odzwierciedleniem tej strony i tego kim jestem. Znajdziesz na niej wszelkie informacje związane z moją skromną osobą.

[Łukasz Milewski, źródło]

*

Andrzej Grabowski zapewnia jednak, że on tak łatwo na rozbierane sceny nie da się namówić. I dzieli się z czytelnikami swoją traumą, iż idąc do teatru obawia się, że jego koleżanki występujące akurat na scenie będą pokazywać mu swoje ciało.

[źródło]

*

Turniej Czterech Skoczni wygrał potomek infantylnego pięćdziesięciolatka, który w roli zabobonnego fetyszysty czulił się na oczach świata do zabawkowego prosięcia. Istnieje spora szansa, że entuzjastycznego tatusia, podczas letnich zawodów na igielicie, ujrzymy ze szczoteczką do zębów na sznurku w charakterze ukochanego, ezoterycznego Azorka. Stanowczo wybieram, godne spadkobierców duchowości śródziemnomorskiej, przeżegnanie się naszych górali w chwili ekstremalnej.

[…]Chciałoby się ujrzeć w TVP na własne oczy tych naszych enigmatycznych sędziów i działaczy. Powiedzmy, w ramach przerywnika od patologicznego miętoszenia, jak dotąd ponad osiem okrągłych dób, pijanych kierowców, którzy i tak bimbają sobie na ten cyrk pozorów.

[Anna Kozicka-Kołaczkowska, źródło]

*

Nawet jeśli wygra Pani ten proces i uzyska przeprosiny, jak Weronika Rosati, na ogólnopolskich łamach „Gazety Wyborczej”, to przecież historia teatru będzie wymieniać Pani przypadek jednym tchem z peerelowskimi aktami cenzury, z awanturami o „Śmierć porucznika” Mrożka i „Do piachu” Różewicza, ze zdjęciem z afisza „Kubusia P.” pod presją korporacji Disneya.

[Joanna Krakowska, źródło]

– Ale nie przez krzaczory, dobrze?

– Przecież popsikaliśmy się tym na komary. Na kleszcze też pewnie działa.

– Ja tam nie wiem. Nigdy się tym nie psikałem. I nigdy nie miałem kleszcza. Kto wie, może ten środek je do mnie przyciągnie?

– Moja mama, też lekarka, miała za sąsiadkę panią docent psychiatrii z Sobieskiego. Na zewnątrz klatki był domofon, ale od wewnątrz też nie było klamki, tylko taki okrągły uchwyt, i trzeba było nacisnąć guzik na ścianie spory kawałek od drzwi, żeby się odblokowało, i zdążyć otworzyć, dopóki brzęczy. Więc za każdym razem, kiedy pani docent chciała wyjść z klatki, pukała do mojej mamy i prosiła: „Pani doktor” – bo one sobie doktorowały, oczywiście – „Pani doktor naciśnie, to ja sobie wyjdę”. No i moja mama uprzejmie naciskała, a pani docent sobie wychodziła. W którymś momencie mama zaczęła mieć już mieć tego dosyć i nie bez złośliwości zapytała sąsiadkę, czy pomyślała, co będzie, jak kiedyś nie będzie jej, mojej mamy, w domu i nie będzie komu otworzyć, i jak wtedy się wydostanie z budynku. Na co usłyszała pełną zatroskania i lęku odpowiedź: „A wie pani doktor co, ja już od dawna się tego boję…”.

– Staram się nie jeść parówek, bo są one zrobione ze skór i spienionego tłuszczu. No chyba że w Ikei. Tam są robione z tłuszczu prawdziwego (podobno).

Sans frayeur dans ce bois seulle je suis venüe
J’y vois Tircis sans estre esmüe
ah, n’ay je rien a mesnager
qu’un jeune coeur insensible est a plaindre
je ne cherche point le danger
mais du moins je voudrois le craindre 
 

Bez trwogi weszłam samotnie do lasu
I nie poruszył mnie widok Tircisa.
Ach, czy nie mogę poradzić nic na to
Nieszczęsne młode i nieczułe serce?
Nie dążę wcale do niepezpieczeństwa;
Gdybym tak chociaż mogła się go bać.
 

[tł. mrówkodzik]