Archives for posts with tag: obrzydzenie

– Czemu nie lubisz Ampelmanna?

– Straszny jest, brrr, kojarzy mi się z Freddiem Krugerem.

– A mi z Dudową, jak się witała z biskupami.

——————————————

Arek zilustrował tę kwestię piękną grafiką:

fral

– Ta knajpa jest zbyt serio. Brakuje jej cudzysłowu.

– Powinni puszczać stare hity mix, a nie tylko stare hity.

*

– Potasem się uśmierca.

– Co?

– No tak, podaje się coś nasennego, na przykład etorfinę, a potem wstrzykuje chlorek potasu.

– Chyba chlorek kutasu.

*

– Nie patrz tak na mnie.

– To łamie moje serce?

*

– Ja ci nie powiem.

– Dlaczego nie?

– Bliska ciału koszula.

– Dejaniry chyba.

*

– Tu ktoś napluł. Nie brzydzisz się?

– Ale nie wiem, kto napluł.

– Aha, to nie wiadomo, czy zetrzeć, olać, czy zlizać?

– Jakiś czas temu zdałem sobie sprawę z tego, jak musi dla anglojęzycznego cudzoziemca wyglądać zapis nazwiska znanej projektantki polskiej Ewy Minge: Ew, a minge! Pomijając już to, że po łacinie minge znaczy „szczyj!”.

– No to pasuje.

Po pięciu godzinach spędzonych dobrowolnie na wycinaniu i wywlekaniu chaszczy spośród macew, odrapywaniu płotów i barierek z rdzy oraz  – niepozbawionym uroku – podduszaniu się w oparach farby – uczestnicy akcji Ochotniczego Hufca kierują się ku wyjściu z cmentarza.

Ich stroje są luźne, niedbałe, poznaczone plamami z farby, ziemi i rdzy. Idą z gołą głową albo w nakryciach głowy, którym daleko do kipy, kapelusza chasydzkiego czy tym bardziej sztrejmła.

Niosą duże plastikowe reklamówki wypełnione śmieciami: pustymi puszkami, zużytymi rękawiczkami ogrodowymi, brudnymi pędzlami. Chwytają promienie zachodzącego słońca. Oddychają krystalicznym powietrzem młodej wiosny, która pierwszym cieplejszym w tym roku muśnięciem swej gibkiej dłoni pobłogosławiła ten dzień oraz ich trud. Na ich pokraśniałych od wysiłku i rozmaitych idei licach maluje się zadowolenie z dobrze wykonanej pracy.

Z naprzeciwka nadchodzi główną aleją duża wycieczka względnie elegancko ubranych Żydów w różnym wieku. Ich przewodnik podchodzi do J.J., znawcy historii Żydów polskich, który wspiera działania Hufca, i pyta go scenicznym szeptem, nie kryjąc zaskoczenia i obrzydzenia:

– A to oni tu tak mogą…?