Archives for posts with tag: oko

– To na przykład też jest chyba Włoch.

– Skąd wiesz?

– Popatrz, jak gestykuluje.

– Aaa, to on te okulary ma po to, żeby sobie oczu nie wydłubać!

– Przecież 30 centymetrów to z daleka widać!

– No a może nie widać, co?

– Widać… i czuć!

– Ale jak czuć z odległości, to chyba nie do końca dobrze?

– To miała być synestezja!!!

– Aaaa… to ten nerw, który odkryli radzieccy naukowcy, co łączy oko z innymi częściami ciała…

– Z drugim okiem, jeśli wolno posłużyć się obleśnym eufemizmem…

 

 

 

– O, patrz, Sisleyowie!

– Nie wiedziałem, że Picasso ich narysował. I ze wyglądają u niego jak ludzie!

– No, wiedział, że Sisley się zna, to sportretował jego żonę z oczami tam, gdzie ona je ma. I bez eksponowania ujścia kiszki stolcowej jak w tym…

 

IMG_4701

 

 

– Jak byłem mały, to miałem leniwe oczko, i żeby mi lepiej widziało, matka zaklejała mi to lepsze i zmuszała to patrzenia tym gorszym. Włączała mi telewizję i mówiła, żebym oglądał. Ale ja tym gorszym okiem nie widziałem, więc podglądałem tym lepszym. I jak mnie przyłapała, to krzyczała i wyłączała telewizję, a ja płakałem. Miałem beznadziejne dzieciństwo.

– Wróciłem do ćwiczenia jogi.

– Jogi? Tak po azjatycku?

– Nie, nie, ja nie znoszę Chińczyków i wszystkich tych skośnych.

– Ja w sumie też.

– Naprawdę?

– Prawie naprawdę, a ty?

– Nie no, ja to tak z przymrużeniem oka.

Pogardzam ludźmi, którzy nieustannie zajmują się fotografowaniem i cały czas biegają wkoło z aparatami zawieszonymi na szyi. Nieustannie poszukują motywów i fotografują wszystko i wszystkich, nawet najbardziej bezsensowne rzeczy. Mają w głowie tylko to, żeby nieustanie przedstawiać samych siebie, zawsze w najbardziej odpychających sposób, czego jednak nie są świadomi.

[Thomas Bernhard, Wymazywanie, przeł. Sława Lisiecka]

[Futurosioł nadesłała była dwa piękne i rozbudowane przekonania dziecięce, którym poświęcam specjalną edycję doksajów.]

Pani w pierwszej klasie uczyła nas różnych wspaniałych przysłów pogodowych typu „Kwiecień-plecień, bo przeplata trochę zimy trochę lata” czy „Idzie luty, kuj buty”. Opowiedziała nam przy okazji, że ludzie obserwowali pogodę przez wiele lat i na podstawie tych obserwacji stworzyli takie krótkie rymowane prawdy.

Moje wyobrażenie utrzymujące się dosyć długo przedstawiało naukowców w kitlach w jakimś startrekowatym IMGW, którzy mierzą i spisują temperatury i opady, formułują wnioski i przekazują kolejnej grupie naukowców w kitlach, która myśli i myśli, aż w końcu z mądrą miną produkuję wielkie dzieło: „W marcu jak w garncu”.

*

Oglądałam we wczesnej podstawówce „Gliniarza i prokuratora”. W jednym z odcinków prokurator chodził na szkolenia ze swoim buldogiem do znajomej trenerki. Była scena, że trenerka wraca do domu i otwiera drzwi. Atakuje ją ubrany szczelnie jak ninja facet, wpada z nią do domu, są jakieś 3 sekundy dziwnej kotłowaniny i scena się urwała. W następnej scenie trenerka stoi na szkoleniu w ciemnych okularach. Podchodzi do niej prokurator i coś mówi. Ona dramatycznie obraca się w jego kierunku, zdejmuje okulary, którymi maskowała limo i oświadcza „zostałam zgwałcona!”

Nie bardzo wiedziałam, co to gwałt, więc poszłam zapytać się mamy, która akurat porządkowała jakieś papiery w swoim pokoju. Weszłam, siadłam i jak gdyby nigdy nic, zapytałam, nawet nie wspominając nic o serialu. Matka zrobiła się nerwowa, atmosfera dziwna i ciężka, a ja nie wiedziałam czemu (bardzo późno pojęłam podstawowe informacje dotyczące seksu i w tamtym momencie wiedziałam tylko, jaka jest różnica miedzy mężczyzną i kobietą, ale już po co taka różnica jest, to nie wiedziałam). Matka mówiła coś bardzo skrępowana, ja z tego nic nie rozumiałam, bo ona zakładała, że wiem już coś, a ja nie wiedziałam nic, a w tej atmosferze żałowałam w ogóle swojego pytania.

I tak brnęłyśmy w to obie, ja chciałam już to jakoś uciąć, nic nie rozumiałam, a przede wszystkim nie rozumiałam jednej rzeczy: Co mi mama tutaj o siurkach coś mówi, skoro ona miała podbite oko?

Do rozmowy więcej nie wracałyśmy. Udałam, że zrozumiałam.

– Może moglibyśmy skorzystać jakoś z naszych wad?

– Jakich?

– Wzroku, słuchu. Ty jesteś półślepy, a ja półgłuchy.

– No tak, to razem bylibyśmy jednym niepełnosprawnym, który miałby bilet za darmo, a drugi byłby sprawny…

– Więc wchodziłby za pół ceny jako opiekun!

– A którą stronę masz gorszą?

– Lewą.

– Ja też lewą. To jak byśmy stali do siebie?

– Boko-tyłem. Ja do twojego prawego oka swoim prawym uchem. A chodzilibyśmy bokiem, jak krab, żeby żadnego z nas nie dyskryminować.

 

 

Odkryłem coś przerażającego. Kto chce usłyszeć przesłanie Belzebuba, niech kliknie w ten LINK. W ukrytym pod nim filmiku zaszyfrowana jest wiadomość Szatana dla ks. dra hab. Dariusza Oki.

Telefon podawany Eltonowi Johnowi przez hiszpańską pokojówkę to „cuatro, cuatro, cuatro, ocho, ocho, ocho”, co w ustach tej homogenderowej transladacznicy brzmi: „oko, oko, oko”.

I teraz najstraszniejsze: ten numer to 444 888 – a średnia arytmetyczna z 444 i 888 wynosi… 666.

Trafiamy do ogrodu z roślinami leczniczymi i nie tylko. Widzę dużą kępę aksamitek; to jedne z nielicznych kwiatów, które o tej porze roku jeszcze kwitną. Rabbio zauważa moje zainteresowanie. Podchodzi i mówi:

– O, śmierdziuchy!

– Tak. Nie wiedziałem, że aksamitka się tak ładnie nazywa po francusku.

– A jak?

Œillet d’Inde*.

– Czyli też śmierdziuch?

—————————————————

* „Indyjskie oczko”.

Wybór fraz z wyszukiwarek, po których trafiano w ostatnich tygodniach na mrówkodzika (wytłuszczenia moje).

chasydzi gender zepsucie

serdecznie bliskoznaczne

pegging jak zachęcić

próchnica okrężna po łacinie

zgwałcił mnie inkub

orgie szatanskie dupczenie

harcerstwo a rozmowa o seksie

odmien przez przypadki oko na rosole

jak wygłosa seks hiszpański film

geje filmah jak lirza sobie dupy

porn czernina

limeryki swawolne

dlugosz przekleństwo

co to jest jama chlononco –trawionca

pająk jamnik

– Koc też wyjmę, będzie oprzonko pod plecy.

– Właśnie, jak ty nazwałeś poszewkę od swojej ulubionej mojej poduszki? Tę od „flaczka”?

– Wywłoczko.

– Oprzonko, wywłoczko, to co ty jeszcze tam masz?

– Chore oczko.

– Coś mnie tu boli w tym oku, jakaś gradówka, niedajboże.

– Ale przynajmniej nie masz tików nerwowych.

– Spójrzmy sobie prawdzie w oczy.

– Co tu masz za bliznę nad okiem?

– Kolega mi kiedyś wbił kijek od nart. Dwa centymetry niżej i by było.

– Nie było, oka, tak. A za co aż tak?

– Bo przezywałem jego siostrę.

– Jak przezywałeś?

-„Ula Cebula”.

– Uuu, i tak się wkurzył? U Mmm w podstawówce gorzej przezywali ludzi. Na przykład za jedną dziewczyną wołali: „Z przodu ściana, z tyłu ściana, Aśka* krzywe ma kolana”. A za inną jeszcze gorzej, niestety: „Hela Ropela*, pół kurwy, pół cwela”.

——————————————————————————-

*Imiona i nazwisko zmienione.

– I czar prysł.

– Byle nie w oko.

Po poniższych frazach trafiano przez wyszukiwarki na mrówkodzika w ostatnim czasie (wytłuszczam najładniejsze):

 

opowiadanie kazirodcze

kuszenie agaty

film o gościu który cierpi na dwubiegunówkę 2012

mojĄ maksymĄ w Życiu jest szczeroŚĆ i prawda:)brzydze siĘ kŁamstwem…(na wiadomosci bez fotek nie odpowiadam)

dziś przyśnił mi się dom nie realny dom

jak się robi świnkę na facebooku

anegdota o niewiedzy

casanova klasztor porno

a scally po polsku co znaczy

lumpiary i pijaczki porno filmiki

oko odbytnicze

po schodkach do kariery

kibel wiewiora

rysunki dla dzieci sum

– A ty co masz?

– Z czym?

– Z oczami, wady?

– Zalety!

– Wiesz jakie te foki są fajne? Podczas karmienia ustawiają się w rządku, dotykają nosami do takich znaczków na kiju i się cieszą.

– Kurwa, jak wizyta u okulisty.

– Idę do domu, poczytać. Bo już jedno oko mnie zaczyna boleć i nie zostało mi wiele czasu.