Archives for posts with tag: onomastyka

– Popatrz, jaka nazwa: III Wydział Rejestracji Stanu Cywilnego i Ksiąg Zabużańskich.

– I co jeszcze? Wydział Klechd, Dziadów….

-… I Baśni Cygańskich!

 

 

 

– Wiesz, że Richard Tucker to jest taka amerykańska Ada Sari albo Maria Fołtyn?

– Ale w sensie, że ma nazwisko jak przedwojenna girlsa z kabaretu, czy charczący głos?

– W sensie…

– Ja rozumiem, że „Tucker” to się kojarzy, ale…

– …W sensie nagrody!

– I jak się czujesz?

– Darmstadt.

– Że co?

– Jelitkowo.

– Czyli rozumiem, że problemy gastryczne jeszcze nie przeszły.

 

– Pamiętasz, jak się nazywało to fikcyjne księstwo z Dynastii?

– Baklawa?

– Baklawa! Nie, to chyba jednak była Mołdawia.

 – Aa, to Agata Christie sobie wymyśliła Hercosłowację ze stolicą w Ekareszcie, z królową Waragą i premierem hrabią Stylpticzem.

– I noszącego typowo polskie nazwisko polskiego asa wywiadu, majora Glydra*.

————————————————————————————-

* Patrz major Glydr w słowniczku.

– Wiesz, jak się tam idzie?

– Znając tutejsze zwyczaje nazewnicze, to gdzieś na via Piazza między Villa Palazzo a Castel Giardino jest jakiś Hotel Albergo, pod którym znajduje się Ristorante Trattoria…

– Zobacz, co to było „Erazma z Zakroczymia”, bo nazwa ulicy jest powalająca!

– Ulica Erazma Ciołka też jest dobra.

– Dopóki nie zaczynają nazywać ulic nazwami proszków do prania, jest dobrze, chociaż „ul. Kilowej Dosi z Promocji” brzmi interesująco.

– Co to znaczy robusti?

– Hm, robusto to „krzepki, pełny, zaspokajający” chyba… A czemu pytasz?

– A bo to nazwisko.

– Aaa, nazwisko! Myślałem, że na przykład określali tak jakichś malarzy, że tacy wyjątkowo udani, czy coś w tym rodzaju. Nazwiska nic w sensie leksykograficznym nie znaczą.

– Włoskie znaczą.

– No dobrze, to co znaczą?

– Taki, dajmy na to, Tintoretto.

– Dzwoneczek?

– Nie. To jest od farb…

– Racja! Tingere, tinto, farbiarz, a dokładniej farbiarek. To jego prawdziwe nazwisko, czy pseudonim?

– Pseudonim, naprawdę nazywał się Robusti.

– Aha!

– To znaczy to był pseudonim jego ojca…

– A jak miał w rzeczywistości na nazwisko? 

– Komin.

– A jak to jest po włosku?

– Comin, przez „c”! I nie wiem, co to znaczy. Raczej nie komin.

– Nie, komin to chyba camino, więc może kmin. Albo kmiot.

– Mam tu też nazwisko Schiavona. To coś z niewolnikiem?

– Tak, z niewolnicą, przyrostkiem zgrubiającym, czyli niewolucha, albo inna lesbijska niewolnica więźniarka.

– Jest też Bordona.

– To taka brzęcząca, bucząca, butch.

– A nie, to są dopełniacze, no trudno. Jest też Tycjan. Tiziano.

– Cycołak?