Archives for posts with tag: ornitologia

– Muszę sobie specjalnie czyścić, bo mam strasznie kręte przewody słuchowe.

– Mówisz, że masz ucho jak kaczka pizdę*?

 

———————————

* Zob. Pokrętny penis kaczora.

– Ja to chciałbym mieć kury… I kozę.

– Ale przecież kury wszędzie srą.

– No srą, normalne. Jak żrą, to i srą.

– Żreją.

 

 

– A co tu masz?

– Jemiołę.

– Skąd?

– Z drzewa, ścinali znowu.

– O, zdobyczna! Wyłudna! Mejn jidysze mistełe!

– Po angielsku to jest mistletoe?

– Tak. A po niemiecku… Mistel. Tak sobie teraz pomyślałem, że jeśliby potraktować to jako archaiczne zdrobnienie, to byłoby od słowa Mist.

– A co to jest?

– Gnój.

– No właśnie.

– No właśnie? Teraz już rozumiem aluzję!

Po tych frazach w ostatnich dwóch miesiącach trafiano przez wyszukiwarki na mrówkodzika:

ta powaga krwi wymaga

widok glonow z jezior

znaczenie slowa kumochy

jak potocznie kiedyś nazywano kelnera

ruchanie z przypadku

co prawda to prawda przecinek

cechuje osobe zachowujaca sie pretensjonalnie

co mi zrobisz jak mnie złapiesz leonardo dicaprio

czy wygladasz korzystnie to komplement

szlauf slang

synonim do martwa natura smieszny

erazma z zakroczymia dresy

edyta górniak orła cień

ostrokrzew gorejacy

ostre opowiadania bdsm poniżenie wulgarna rozmowy i dialogi

co znaczy dyskret u geja

Гейромео познань

gej z czernina

regresja poetyka

geje sex telefony teraz i już

widoczne znaki upojenia

regresja poetyka

co oznacza sofistykejtyd

ruchanie z przypadku

czynnosci ustrojowe

nitrogliceryna cytaty

cechuje osobe zachowujaca sie pretensjonalnie

– Jedna z moich ulubionych piosenkarek lat dziewięćdziesiątych-dwutysięcznych to Kasia Stankiewicz. Zwłaszcza jej późniejsza kariera solowa, takie płyty jak Extrapop czy Mimikra.

– Coś o niej słyszałem chyba…

– Ona śpiewała Widziałam orła cień, to był wielki hit, kojarzysz?

– A to nie Edyta Górniak śpiewała?

– Nie Edyta Górniak. Kasia Stankiewicz.

– Myślałem, że Górniak. Ona ma coś do ptactwa. Śpiewała o mewie przecież.

– Jakiej znowu mewie?!

– O mewie, no.

– Że w której niby piosence?

– Oj, To nie ja była mewą

– Kogut jako jeden z symboli narodowych Francji to chyba najszczersza rzecz, jaką Francuzi kiedykolwiek wymyślili.

– Dlaczego akurat najszczersza?

– Bo inne narody mają lwy, czasem skrzydlate, orły, czasem dwugłowe, byki, różne dumne zwierzęta, albo przynajmniej urocze, jak jaskółka, kiwi czy inny rajski ptak. A ci mają koguta. W sumie dość żałosne zwierzę, które głównie bezpotomnie gwałci kury, drepcze w łajnie i drze się głośniej, niż powinno, i nawet latać za bardzo nie umie.

– A widziałeś, że wśród narodowych zwierząt symbolicznych Wielkiej Brytanii jest… buldog?

– To po Churchillu.

– Ty, skoro ona ten tego z gołębiem, to chyba powinna była znieść jajo, nie?

– I wysiadywać w stajence!

– Ty popatrz, jaki tam siedzi ptaszek na drutach. Turkaweczka taka.

– Duży jest.  To gołąb.

– Nie, to nie gołąb. Jakiś większy.

– Większy? To pewnie kura.

– Tak, właśnie. A słowik naprawdę przesadza, i to od lat.

– Taki przywilej miłości.

– Zanieczyszczenie hałasem. W punkt.

– Ależ pięknie śpiewa ten słowik u was!

– Daj spokój, on przesadza.

– Co ty, gdybym miał takiego słowika na balkonie, tobym umierał z miłości, czy jak tam.

– Ale co wieczór?!

– No, jak co wieczór, tobym pewnie wreszcie umarł.

– Kruk krukowi oka… Jak to się mówiło?

– Kurwa kurwie łba…

– …Nie wykole!

– Coo? To wiewiórka wiewiórce łba nie urwie?

– Znajomi mają w kamienicy mieszkanie o sporej rozciągłości w pionie. Na samej górze mieszka chart, który już dawno temu nauczył się wślizgiwać do szuflady na dole komody, tylko tam chciał spać, więc nie ma rady, śpi w tej szufladzie, tam ma posłanie. Obok psa stoi klatka z papugą, która mu strasznie lubi dokuczać. Więc co jakiś czas udaje odgłos pukania do drzwi, pies wyskakuje z szuflady, jazgocząc, leci na dół, szczeka pod drzwiami, a tam nic. No to wraca do siebie na górę zdziwiony, wsuwa się do szuflady, zasypia, a papuga po chwili znowu do dzieła – tym razem udaje dzwonek do drzwi. Pies jak nie wystrzeli z szuflady, jak nie ruszy pędem pod drzwi – a tam znowu nic, nikogo nie ma, więc pokręci się trochę i wraca zaraz do siebie, i z powrotem układa się w szufladzie. Wtedy papuga złośliwie zaczyna skrzeczeć: „Na spaaacerrr! Na spaaacerrr!”, więc pies uradowany wylatuje z szuflady, machając ogonem radośnie, biegnie do pana, do pani, uszczęśliwiony, że idzie na dwór – a tu znowu rozczarowanie. Właściciele psa i ptaka mają tego dosyć, więc idą co jakiś czas do papugi i na nią krzyczą, to ona w odwecie wyrywa sobie pióra i wygląda szkaradnie.

– Ty, zobacz. Jak myślisz, co to za ptak wydzióbał tę dziuplę?

– Nie wiem.

– No ale powiedz.

– Nie wiem… Ryjówka dziuplówka ostrodzioba… gładkolica.