Archives for posts with tag: Penderecki

– I jak się udał koncert?

– Do dupy. Hélène Grimaud nabiła Brahmsowi limo. Grali, jakby nie mieli próby, nierówno, bez koncepcji brzmienia, ona nieczysto, wszystko podlane pedałem na 5 taktów, brzydkim dźwiękiem. Totalna chałtura z jej strony. Najgorsze wykonanie na żywo tego koncertu, jakie słyszałem.

– A zostałeś na drugą połowę?

– Tak, Penderecki nie jest mnie w stanie rozczarować, więc to był bezpieczny wybór. Najbardziej podobała mi się skoordynowana akcja jakiejś przytomnej młodzieży, która przed Te Deum biła brawo strojącej się orkiestrze, chcąc chyba wskazać na walory muzyki Mistrza.

– Co tam trzymasz? Nabrałeś wody w usta.

– Tak, ale połknąłem.

– W De natura sonoris II mistrz wykorzystał piłę. Użył jej też w Ubu Rexie.

– No to można powiedzieć, że odpiłowuje kupony. Lepiej by napisał coś na orkiestrę i naciąg twarzy. Puk, puk, puk, badabum, badabum. Taka naciągnięta twarz może dawać ciekawe efekty sonorystyczne.

– I tak w ramach planu nieprzedawkowywania koncertów przez pierwsze dwa tygodnie marca z kawałkiem zaliczyłem ich siedem. A przed nami jeszcze Festiwal Beethovenowski i Misteria Paschalia.

– E tam, Beethovenowski liczy się za połowę, dwa koncerty za jeden raz. Tak jak… Seks oralny!

– Heh, dobrze powiedziane. À propos, widziałem ją dziś z bliska. Naciąg jej siada.

– Mąż niedługo jej będzie musiał twarz korbą do kuszy naciągać.