Archives for posts with tag: penetracja

– Mamy makutrę?

– Trzy.

– Ale ten ucierak się nam przyda.

– Do seksu…?

– Do seksu nie, ale jakbyśmy szli na bal przebierańców, to można owinąć sreberkiem, pazłotkiem, i będzie berło…

 

One mnie traktują jak kobietę!

– Ja też cię traktuję jak kobietę… Chociaż nie, ja cię traktuję jak mężczyznę, bo cię rucham.

W swojej najnowszej powieści Mario Vargas Llosa pisze o pederaście i zdrajcy stanu, a zarazem obrońcy praw ludzkich […]

 A cytowane przez Llosę fragmenty [Black Diairies, dzienników Rogera Casementa] są drastyczne. Takie zapiski jak: „Ogromny, bardzo twardy, co najmniej 9 cali. Pocałunki, ugryzienia, penetracja, krzyczałem. Two pounds” czy „Bardzo piękny i ogromny (…) Wyłem” nie należą do rzadkości. Momentami zresztą wydaje się – i zwraca na to uwagę Llosa – że Casement przesadza i fantazje seksualne („Trzech kochanków jednej nocy, w tym dwóch marynarzy”) przedstawia jako swoje przeżycia.

 [Krzysztof Masłoń, „Uważam Rze” 37/2011]

——————————————————————-

Charakterystyczna ekscytacja i – tak częsty przy tego rodzaju wypowiedziach – swoisty przymus dość szczegółowego przytaczania tych „najdrastyczniejszych” fragmentów idą pod rękę z powątpiewaniem, że takie rzeczy w ogóle są możliwe. Niebywałe.  Autor recenzji nie wierzy w istnienie dwudziestodwucentymetrowych członków lub w to, że można mieć kilkoro kochanków w jedną noc. I to, w co powątpiewa, zarazem go oburza. Wooow.

——————————————————————-

Przypomina mi się stary dowcip o studentce medycyny zdającej egzamin z anatomii i fizjologii człowieka. Wylosowała budowę i funkcjonowanie męskich narządów płciowych i opisuje, dość monotonnym głosem, bez zająknięcia:

– … a twardość podczas wzwodu penis uzyskuje dzięki kości…

Na co profesor unosi brwi i stwierdza:

– Proszę pani… Za wiedzę należy się pani dwója. A tróję stawiam pani za niewinność. I na pocieszenie.

Niniejszym pomieszczam fragmenty książeczki, znalezionej w mieszkaniu, będącej niegdyś własnością dziadka obecnego właściciela.

Jest to minipowieść, czy może raczej nowela erotyczna, nieznanego mi autora nazwiskiem Philippe de Jonas pt. Wieczory generała, przeł. Marek Puszczewicz, wyd. Prolog, 1993. [Interpunkcja cytatów oryginalna.]

Książka jest dziwna. Krótka, nierówna, koncepcyjnie mało spójna. Przypomina skrzyżowanie motywów z Pornografii Gombrowicza, stylistyki Zdeptanego kwiatuszka Firbanka, dosadności Żywotów pań swowolnych Brantôme’a i konstrukcji taniego powieścidła pisanego bardziej ku pokrzepieniu lędźwi niż serc.

A pomieszam, gdyż kilka z tych fragmentów jest śmiesznych, a kilka wcale niegłupich. Najpierw śmieszne, potem te trafniejsze.

Cóż cię upoważnia, kobieto niskiej kondycji, o śmiesznej, prowincjonalnej fryzurze, do szperania w plisach spódnicy generalskiej córy! […] Zabieraj natychmiast język z tabernakulum, które bezcześcisz!

*

W kuchni, gdzie [dwunastoletni] chłopiec zanurzał swój rogalik w miodzie, za kredensem stał wściekły i rozgoryczony parobek, który szybko i ciężko sapał. Chłopiec ujrzał go dopiero, gdy ten skoczył na niego. Parobek stłumił jego krzyk twardą dłonią. Drugą ręką ściągnął majteczki i wysłał na zwiady dociekliwy paluch, po czym odwróciwszy dziecko, przyjął postawę stosowną, by dokonać na nim najstraszliwszego wymuszenia.

 

*

Wolę małżowinę niźli k… (w tym miejscu gra słów nieprzetłumaczalna na francuski, więc tym bardziej na polski).

[sic! – przypis tłumacza wpisany w tekst!]

I moje dwa ulubione fragmenty:

Któż bowiem może być bardziej skłonny do czułych ustępstw, niż dusza jeszcze drżąca po wielkich żalach?

*

 Sądząc po [jego] upodobaniu do poniżania mnie powinnam zgadnąć, iż pewnego dnia będzie szukał własnego upodlenia.