Archives for posts with tag: pociąg

– Co za facet z tego kelnera!

– To pokaż mu, na co cię stać.

– Taa, chyba klęczeć!

– Jak to jest z tego rodzaju produkcją artystyczną, że ludzie dają się na nią nabrać ?

– Bo nie słuchają, bo nie czytają. Są zachwyceni z góry. Zachwyt wypływa a priori z wnętrza odbiorcy albo zostaje mu narzucony przez tłum lub tak zwany autorytet. Odbiorca w głębi duszy czuje, że nie jest godny uniesienia; czuje się niepewnie wobec kontaktu z tym, co sprzedaje mu się jako wielką sztukę. Staje się więc głodny przynależności do tłumu, który się unosi i porywa go z sobą. Zachwyt następuje przed kontaktem z dziełem i jakość utworu, wykonania, przekładu, nie ma z nim wiele wspólnego. Jest sztuka, więc należy się zachwycić.

– Aha, to jak z tym, że kiedy się człowiek nawali, to poleci na byle kogo?

– Czemu ta kobieta dwa miejsca dalej tak głośno napieprza?

– Bo jest zatkana. Mówi potwornie przez nos, więc pewnie i uszy ma zapchane. Ale nie pociąga nosem, więc to nie katar, tylko jakaś patologia anatomiczna.

– Albo takie polipy, że mogłaby z nich ugotować zupę frutti di mare dla czterech osób.

– Ciekawe, dokąd jedzie. Może wysiądzie już w Poznaniu?

– To by wiele wyjaśniało. Jeśli poznaniaczka, to dlatego się nie leczy z tego zatkania, że po pierwsze nie wyda na lekarza, a po drugie, nie oddychając przez nos, może zaoszczędzić też powietrza!

– Wejdę se na internet, już jesteśmy w Polandzie, to mi będzie działał.

– W Polinie.

– Nie, Polin to znaczy coś w stylu dobre miejsce, a tu nie jest dobre miejsce, tylko dobra zmiana.

 

 

 

– Czemu ta pani w głośniku ma taki uśmiechnięty głos? Czy ona nie wie, że mówi o menu w wagonie restauracyjnym i karach za brak biletu?

– Ona chyba nie rozumie. Pewnie nie umie czytać i uczy się tych dźwięków na pamięć, jak melodii bez treści.

– To jest mięta z rumiankiem?

– Chyba tak.

– Czy herbata z  miętą?

– Nie wiem, może tak.

– To mięta z rumiankiem czy herbata z miętą?

– Kubek i tak jest po kawie, więc i tak czuć kawą!

– Szkoda, że nie mamy tej, no, kaczuszki.

– Czego?

– Oj, kubeczka. Zapomniałem tego słowa, więc użyłem innego, pierwszego lepszego na „k”.

– Cóż, mogłeś w sumie wybrać gorzej.

Bilet na pociąg – 37 zł

Półbagietka czosnkowa – 2,15 zł

Jedzący ją konduktor, który siada w naszym przedziale – bezcenny

– Niektóre przeboje-evergreeny jest trudno strawić, jeśli nie większość. Te rockowe, punk-rockowe i dyskotekowe kawałki z lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych, masakryczne polskie Dżemy, Lady Pank i inne De Mono, Krawczyki, Rynkowskie, brrr…

– Jedzie pociąg z dale-ka, aż rozjedzie człowie-ka.

– No, z evergreenami tak bywa. Ostatecznie rośliny wiecznie zielone często są najeżone igłami albo kolcami.

– Skąd tu tyle gejów nalazło?

– Oni tu przyjechali na wystawę kotów czy na mecz siatkówki?

– Na wystawę kibiców, którzy przyjechali na mecz siatkówki.

 

 

Bita cwelik szmata

[napis na murze przy wjeździe pociągiem do Krakowa, jakoś za nomen omen Batowicami]

– Aż tak ci się podoba? Dla mnie jest za mało męski jak na dresa, a za ostry jak na chłopca. Nie moje decorum.

– Jest idealny. Doskonały. Dochodziłbym z nim czternaście razy. Dwa razy po prostu, a pozostałych dwanaście widząc, jak bardzo tego nie chce.

Grzesiekk skarży się, że silny ból gardła nie pozwolił mu wypić zamówionego trunku:

Grzesiekk: Wziąłem brandy. Ale nie dałem rady wypić, za ostra…

Mrówkodzik: [robi minę pełną współczucia dla chorego kolegi]

Grzesiekk: …więc musiałem iść po wódkę.

*

Grzesiekk: Przeczytam, jak będę szedł do ciebie w pociągu.

Mrówkodzik: Słucham?

Grzesiekk: Jak będę jechał do ciebie tramwajem.