Archives for posts with tag: Polak

– Dotarło do mnie właśnie, jak drastynicznie, tragopitulicznie durne jest wymyślone przez Jacka Cygana – bo kogóż by innego! – sformułowanie „mój sokole gromowładny”. WTF?! Aż się człowiekowi chutor w burzanie otwiera.

– Oj tam, oj tam. A “Galileo, Galileo, Galilileo let me go! Let me go! Bismillah let me go! Scaramouche, Scaramouche will You let me fandango?” Czy jakoś podobnie. Głupie? Głupie. Genialne? Genialne. Nie mieszajmy „rejestrów”. Co, oczywiście, nie znaczy, że „Dumka” jest genialna. Ale Cygan ma na koncie kilka evergreenów.

– Moim zdaniem ten tekst Queenów jest świetny na wiele sposobów – głównie dlatego, że coś wnosi, burzy, pobudza estetycznie. Cygan zazwyczaj robi coś przeciwnego. Kołysze polskiego cebulaka w jego snach z pasztetowej i salcesonu. Evergreeny – może i tak, ale wiecznie zielone dlatego, że są z plastiku.

 

 

Poleciałem do Londynu, żeby dołączyć do Rabbia, który już tam był w celach wakacyjnych. Miałem znaleźć jakiś hotel dla nas w dzielnicy o dźwięcznej nazwie The Queen, ale miałem problem z dotarciem tam. Wynikał on z tego, że Anglicy wprowadzili ułatwienia licznym Polakom mieszkającym w Wielkiej Brytanii, którzy mają kłopoty z orientacją w terenie i kiepsko mówią po angielsku. Wymyślili mianowicie, że będzie dla nich specjalna infrastruktura autobusowa wyglądające jak warszawska z końca lat 90., a nazwy przystanków będą dostosowane do realiów popularnych polskich seriali, czyli będą brzmiały np. „Leśna Góra”, „Na Wspólnej”, „Rysio z Klanu” itp. Autobusy miały też numery opisane na trzy sposoby. Na przykład linia nr 2 była opisana „DWA/TWO/CAN”, żeby Polak nieumiejący za bardzo czytać skojarzył z prostym słowem, które zna, czyli CAN=PUSZKA.

Nie przemawiał do mnie ten system i nie wiedziałem,  jak się w nim nazywa dzielnica The Queen, więc szukałem długo i mozolnie normalnego, angielskiego przystanku dla Anglików. Kiedy wreszcie go znalazłem, okazało się, że Anglicy swoje autobusy oznaczają nie pojedynczymi numerami, tylko zakresem liczbowym, np. 145–216, zastępującym rozpiskę trasy, a na dodatek obok każdej linii umieszczają wielobarwną fotografię przypominającą zdjęcie fotonu wykonane przez fizyków kwantowych. Jej interpretacja zaś ma zasadnicze znaczenie dla właściwego wyboru konkretnego środka transportu.

Wreszcie na chybił trafił wsiadłem do któregoś autobusu  i jechałem nim przez okolice przypominające skraj Warszawy od strony Bliznego Łaszczyńskiego sprzed piętnastu lat, który przeszedł potem w coś jakby ponure przedmieścia Łodzi. Działo się to na przedwiośniu albo może późną bezlistną jesienią, zanim spadnie śnieg. Nie wiem, czy miałem szansę gdziekolwiek tak dojechać, bo się obudziłem.

kurtyna

 

 

 

 

 

 

[Słówka dnia ze słownika internetowego, tłumaczenie od góry:

wieniec, Polak, cześć/zbawienie, srom, grom, kurtyna]

– Dzisiaj napisałem do niego z pytanie, czy wziął filety.

– Filety?

– Filety na koncert.

– No, myślę, że można starym zwyczajem mafiosów podrzucić jakiemuś złemu dyrygentowi rybę w gazecie…

 

a

Wielki Polak [Henryk Sienkiewicz] z przyjemnością piastował małego Adzia na kolanach, do czasu aż ten zmoczył mu spodnie. 

[o pierwowzorze Tadzia ze Śmierci w Wenecji, tutaj]

*

[…] W Usher Hall zabrzmiały kolejno wszystkie cztery symfonie [Szymanowskiego]; każdej z symfonii towarzyszyło analogiczne dzieło Brahmsa.

[Dorota Szwarcman, Polityka nr 36 (2873)]

*

„Weź tego Janka, weź to białe, zabierz go, śmierdzi” – wyje demon, gdy egzorcysta ks. Marek Gutmajer przepędza go skarpetką Jana Pawła II. Ksiądz wyjaśnia, że to świętość demonowi śmierdzi. Podobno papieska skarpetka była skuteczna przy egzorcyzmach jeszcze przed beatyfikacją. Teraz stała się relikwią.

[Polityka nr 36 (2873)]

*

Witam serdecznie,

zauważyłem, że wielu z was przepłaca i kupuje drogie urządzenia
mobilne do lokalizacji. Po co Przepłacać, nie lepiej warto wejść na
[link] i mieć lokalizator za 92gr?

Pozdrawiam
Marcin

[email reklamowy, pisownia oryginalna]

– Miał to być Szwed. A to zwykłe Polaczysko, polskie imiona i nazwisko.