Archives for posts with tag: polonistyka

– Siedziałem jak zwykle w komisji rekrutacyjnej, szukaliśmy kogoś z wykształceniem polonistycznym do zajmowania się literaturą. Na rozmowę zaprosiliśmy aż dwadzieścia osób, same kobiety, więc zaproponowałem, żeby zamiast formy ustnej zastosować pisemną i poprosić je o odpowiedź na kilka pytań, które pozwolą na odsiew. Każda pisała na tym, co miała pod ręką – jedna w notesie, druga na butelce po wodzie mineralnej, trzecia na skarpetce, czwarta na torebce, piąta na okularach i tak dalej… Okazało się, że te ich odpowiedzi to są wiersze, spośród których mamy wyznaczyć nominacje do nagrody poetyckiej Silesius. Było to trudne, bo trzeba było wszystko przepisać a potem przeanalizowwać, więc uwijaliśmy się jak w ukropie. Kiedy wybraliśmy już pięć nazwisk, musiałem sprawdzić, jaki jest mail organizatora nagrody, pod który mamy przesłać nasze typy. Wszedłem na jego stronę internetową, na której przeczytałem, że nazwiska zostały już ogłoszone poprzedniego dnia, 22 maja albo czerwca. Przy nazwiskach nominowanych widniało zdjęcie komisji składającej się z pięciu-sześciu panów z posiwiałymi wąsami, takich w wieku na oko 60–70 lat, oraz cytat z wypowiedzi jednego z jurorów: „Nasze poeteczki, pisareczki, panieneczki, takie ładniutkie i takie mądre na dodatek. Na palcach takie można policzyć, daj palec, a weźmie całą rękę, paluszki lizać”.

 

 

– Okej, możemy się spotkać, ale czemu takim świtem?!

– Jakim znowu świtem?

– Czternasta to świt; no, może poranek. Nie pamiętam, kiedy spotkałem się z kimś towarzysko przed wieczorem.

– „Rano trzeba wstać, rano to jest tak gdzieś po pierwszej, bo później już nie”. Więc przykro mi, ale świt jest przed 14.

– A cóż to za ontologia. „Świt jest przed 14.” Gdybym miał wszystko jak wszyscy, to teraz rozmawialibyśmy o Rihannie i „Na Wspólnej”. Czyli nie rozmawiali wcale.

– Tyś się chyba jeszcze z Polskim Komitetem Normalizacyjnym nie przywitał.

– Mam luksus mienia go tam, gdzie polska norma nie dochodzi.

– Sobie rozmawiaj nawet o „Trudnych sprawach” czy o „Kardashiankach”, mnie za jedno, ale pewien fundament musi być. Żeby nie 1993, tobym ci tą polską normą naprostował kręgosłup.

– Chyba nie zrozumiałem…

– W 1993 Polskie Normy przestały mieć charakter obowiązującego prawa. Od tej pory ich nieprzestrzeganie nie ma konsekwencji karnych. Są dokumentami dobrowolnego stosowania, o ile prawo nie stanowi inaczej.

– Uff, ulżyło mi! Nie wsadzą mnie do kicia za niesłownikowe idiosynkrazje!

– Niestety, żaden słownik w tym kraju nigdy nie miał charakteru normy. To jeszcze smutniejsze niż rok 1993.

– Hm, język powinno się normować na zasadzie autorytetu bardziej niż prawa. Jak pomyślę, jakie ustawy językowe napisałyby nam Kłosińskie i Jadackie tego świata, to wolę mieć burdel. W ogóle bardziej nęcą mnie chyba burdele niż obozy.

– Co do burdelu i obozu to już chciałem powiedzieć, że ani w jednym, ani w drugim nie byłem, ale potem sobie przypomniałem, że mieszkam w Polsce i to jest trochę burdel, a trochę już obóz.

 

 

To jest bajka ludowa z okolic wsi czy może już miasta Kyjov w Czechach, cytowana w dziennikach Kolarza, tyle że nieco przeze mnie zmodyfikowana, przede wszystkim przez usunięcie interpunkcji […]

[Konrad Góra, źródło]

*

Artykuł, wychodząc od interpretacji wiersza CCCLXXI z Piosenki o zależnościach i uzależnieniach, przedstawia nowomedialną, wariacyjną strukturę poezji Tkaczyszyna-Dyckiego, w której każde słowo zamienić można z dowolnym innym słowem w obrębie językowego algorytmu. Równoznakowość (kod znakowy właściwy każdej formie) w ramach poezji Dyckiego konstytuuje hiperrzeczywistą przestrzeń toż-samego (odpowiadającego nowomedialnej reprezentacji numerycznej) jako zawsze Innego (jednorazowego, w konkretnym interfejsie i w konkretnych hipertekstowych przebiegach). Tak zarysowana wirtualna przestrzeń działa jako autoteliczna powierzchnia bez mocnych graNIC i różNIC, a zatem bez ontologicznych wykluczeń – utopia.

[Maja Staśko, źródło]

*

Macki – fenomen właściwy anime i mandze, w szczególności gatunkowi hentai.

[wikipedia, źródło]

*

Dlaczego pisarzowi nie wypada krytykować literatury, a krytykowi jej pisać? I co by się stało, gdyby podobne, niepisane zakazy na chwilę uchylić?

[źródło]

*

Artystyczny rozmach Marii Konopnickiej, mówiąc delikatnie, nie jest najmocniejszą stroną tej twórczości. Znaczna część tematów tej poezji – przynależy do przeszłości. Inspiracje, ambicje i wpływy mają skomplikowaną i interesującą strukturę, jednak trudno w tym pokładać wszelkie nadzieje. Czar nowości także w tym przypadku nie działa, większości czytelników wyda się – słusznie bądź nie – poetką wyczytaną do końca. Znaną tak dobrze, jak znane mogą być tylko dziecięce powracające koszmary. Listę powodów, dla których pomysł ponownego przeczytania tej poezji nie może się udać, bez problemu ciągnąć można w nieskończoność. Faktycznie znęcając się raczej nad nauczycielami i wpływowymi czytelnikami twórczości Konopnickiej aniżeli nad nią samą. A jednak. A jednak mimo wszystkich tych powodów, których słuszność w jakiejś części przyznać będzie musiał nawet największy admirator, wydanie tomu Złotniejący świat uważam za małą rewolucję.

[Ogla Szmidt, źródło]

*

Jechał krajową „8” i gubił ziemniaki

[kontakt24, źródło]

 

 

 

– Książek w formie elektronicznej przybywa – chęć kupowania papierowych nie maleje.

– Elektroniczne kupuj te fajne, papierowe te niezwykłe.

– Ojoj, to znaczy, że duża część literatury polskiej, z większością lektur na czele, nie ma jeszcze swojego nośnika?

– Bańko mówi, żeby nie odmieniać.

– Serio?

– Ale wiesz, on każe nie odmieniać swojego nazwiska.

*

– Po obiedzie przejdziemy się po molo.

– Po molu?

– Ja bym nie odmieniał.

– A chcesz z bańko?

Nikt nie wie, co to jest ta cała dzięcielina pała.

To jest taki ziół czerwony na polach.

*

Podśpiewuję przy matce coś barokowego po niemiecku.

Niee!

Co?

No… Lubię twoją śpiewność, ale…

Czemuś polski ma opinię języka tak bardzo spółgłoskowego…

Wojsk źdźbło kunszt wzdłużyło, a herszt brnie przez less zzuty niby miąższ chrzczący warstw pstrych zmierzch mglisty.