Archives for posts with tag: polski

– Nieźle śpiewa. A po jakiemu to?

– Po polsku.

– Ups, a ja już chciałem go pochwalić za ładny angielski…

 

Perfectus magnus et asinus gaudeamus sum
De mare vici nostra salve hoc referendum
Delirium tremens re actore duae futurae
Cogito ergo sum quo vadis tace nebulae

Et nec Hercules contra plures nobilissimus
Facere gratias tuas vulva culpa oremus
Errare est humanum sanctus verbum nobile
Tabula rasa morphinum perpetuum mobile

[sł. Ryszard Kula]

*

Największym osłem jesteś z osłów, więc zabawa wre,
Gdy raz dokonasz już wyboru, z morzem witaj się.
Choć drżysz, na przyszłość swą niepewną wciąż wejrzenie miej,
Myślisz, więc jesteś, krocz swą drogą, milcz i płyń wśród mgieł.

Gdy ludzi kupa, to nie zawsze warto wypiąć się.
W sromie i winie modłów zbożnych wielka siła jest,
Bo choć rzecz ludzka błądzić, święte słowo ma swą moc,
Więc z czystą kartą rusz, by grzechów znów popełnić sto!

[tłum. mrówkodzik]

Po lekturze artykułu Andrzeja Ledera przypomina się niniejszym apelująco, że polskie słowo AKADEMIA nie ma takiego samego zakresu znaczeniowego jak ACADEMIA po angielsku i nie oznacza „środowiska akademickiego”  w ogólności, „uniwersytetu jako takiego” ani „badań naukowych”, tylko konkretną instytucję naukowo-dydaktyczną lub zrzeszającą uczonych, a zatem niepoprawne są zdania typu:

„Kant mógł latami nie publikować i być pracownikiem akademii.”

[tj. działać w środowisku akademickim lub pracować na uczelni (Uniwersytecie w Królewcu)]

„To jednak znaczy, że sam fakt poznawania prawdy nie wystarcza, by usprawiedliwiać funkcjonowanie akademii.”

[tj. środowiska akademickiego w ogóle]

„[…] pomijając całkowicie społeczną i kulturową funkcję akademii […]”

[tj. kształcenia wyższego, badań naukowych]

————————————————————–

Zob. definicja ze Słownika języka polskiego PWN,
por. definicja z Oxford Dictionaries.

– Kiedyś uczestniczyłem we wstrząsającym i niezapomnianym wykonaniu tejże Pasji Janowej podczas festiwalu „Gaude Mater” w Częstochowie. Uznano, iż dzieło będzie niekomunikatywne tak zwyczajnie po niemiecku, więc ktoś wpadł na genialny pomysł, by recytatywy – recytować. Po polsku. Czynił to (skądinąd udatnie) świętej pamięci Bogusz Bilewski na tle brzdąkanych z cicha na keyboardzie elektrycznym akordów basso continuo przewidzianych przez Bacha. Ale stanowiące z tym treściowe continuum chóry – pozostały w oryginale. Zatem było na przykład: „…odpowiedzieli mu Żydzi: Wir haben ein Gesetz!…”. Ktoś mruknął w pauzie: „Aaa!… Bo ci Żydzi to byli Niemcy!”.

– Nie rozumiem, czemu w sztuce tłumaczonej z hebrajskiego na polski bohaterowie rzucają co jakiś czas mazel tov, szalom, a gdy się modlą, to też słowami Szema Israel Adonai Elohenu…. Co mają oznaczać te egzotyzacje? Po co to? No, chyba że w oryginale też używali obcych form i  podczas rozmowy wtrącali Alles gute, modlili się, np. Pater noster qui es in coelo… A witali, na przykład, swojskim Heil.

– Dzięki twojej ostatniej działalności zainteresowałem się jidyszyzmami. Wiesz, że tego w polszczyźnie jest od cholery?

– Domyślam się, ale nie umiem żadnego wymienić.

– To w większości zapożyczenia leksykalne, typu „bajgiel”, „rejwach” albo „belfer”. Są też charakterystyczne składniowe, mylenie biernika z dopełniaczem w dopełnieniu i tak dalej. Jak w dowcipie o żydowskim pedofilu, który mówi: „Chłopczyku, chcesz kupić cukierek?” Ale i tak najlepsze są w angielskim. To nagłosowe powtórzenie schm- jest właśnie z jidysz!

– Na przykład?

– Na przykład moody – schmoody, albo marathon – schmarathon, Boston – Schmoston.

– Po polsku też tak można! Wrocław – Szmocław, Kraków – Szmaków…

– Warszawa – Szmarszawa? Hm…

– Ale! Katowice – Szmatowice!

– Ha! I Kielce – Szmelce!

– Jakiś nieznajomy z Wiednia poprosił mnie na Internecie, bym napisał mu po polsku jeden dialogów z Podwójnego życia Weroniki, bo za nim chodzi i nie daje spokoju. On oglądał po angielsku i wie, o czym mówią, ale chciałby zobaczyć, jak to wygląda po polsku. Kurczę… to w sumie miłe. Poczułem się Polakiem bardziej niż podczas wyborów.

– Dużo pije?

– Bardzo.

– To alkoholizm w stylu słowiańskim czy anglosaskim?

– A jaka jest różnica?

– Anglosaski to codziennie trochę, a słowiański – co jakiś czas dużo.

– A, to oba.

– Jak to?

– Codziennie trochę, a co jakiś czas dużo.

– Zwykle jak się kończy na -e, to jest rodzaj żeński, ale można się przejechać.

– Po polsku tak samo, kiedy na -a.

– No tak. Wróżbita, idiota, astronauta – nie są rodzaju żeńskiego.

– Sodomita też nie.

– Fakt, sodomita w szczególności nie jest rodzaju żeńskiego. 

Czemuś polski ma opinię języka tak bardzo spółgłoskowego…

Wojsk źdźbło kunszt wzdłużyło, a herszt brnie przez less zzuty niby miąższ chrzczący warstw pstrych zmierzch mglisty.