Archives for posts with tag: potrzeba

– Bo to tak jak z prawdziwymi paszportami. Albo dostają je ci, którzy ich nie potrzebują, bo są uprzywilejowanymi obywatelami świata, albo ci, co nie potrzebują, bo emigrują, kupując bilet tylko w jedną stronę; albo też ci, których wypuszczać nie należy, bo przynoszą tylko wstyd. Tudzież jak paszporty polskie, które niby są międzynarodowe, ale jak co do czego to potrzebna jeszcze jest wiza.

– To mógłby być dobry wstęp do fajnej zabawy…

– Czasem bywa.

– Oby jak najczęściej!

– Nie, „najczęściej” to za często o jeden albo nawet dwa stopnie.

– Ja jednak za długo grałem na prawdziwych instrumentach, żeby teraz mieć takie coś podłączone do komputera tylko. Muszę mieć coś instrumentopodobnego przynajmniej. Takie instrumentalne dildo.

– Tysiąc pięćset dolarów kosztuje.

– Że co?

– Instrumentalne dildo z katalogu.

– Jak to? W katalogu Rolanda najtańsze zaczynają się od…

– Z Azji zamawiasz, takie do metra siedemdziesiąt.

 

– Ta płacząca ikonka wygląda raczej (zwłaszcza na miniaturce), jakby się śliniła na smutno.

– „Ślinić się na smutno” – bardzo przydatne określenie! Choćby na gorączkę sobotniej nocy. A dokładniej jej ostatni etap, nad ranem, w klubie, gdy nadchodzi last minute i ogólna wyprzedaż.

 

 

-…I opowiadał mi o takim chłopaku, który wszedł w relację z jakimś profesorem bardziej taką mentor-uczeń, o ile dobrze pamiętam. Profesor umarł i zostawił testament, na którego odczytanie została zaproszona miejscowa profesura oraz rzeczony młodzieniec. I wyobraź sobie, że wszystko – w tym liczącą dziesięć tysięcy tomów bibliotekę – otrzymał chłopak, a jaśnie panowie profesorowie obeszli się smakiem. Skubaniec kazał ich zaprosić tylko po to, żeby się dowiedzieli, że nic nie dostaną!

– Miał poczucie humoru.

– A kto po nas odziedziczy nasze bezcenne zbiory, jak umrzemy leciwie?

– No nie wiem.

– Myślisz, że znajdziemy sobie chłopca na starość?

– A na co mi chłopiec na starość! Bardziej by się przydał profesor na młodość.

– Wiesz, trudno mi to wyjaśnić…

– Ja nie krętek blady, ja nie wnikam.

*

– A po co ci dietetyczka?!

– Żeby widziała, skubana, ile wydaję na alkohol.

*

– No i czemuśmy wcale nie mieli nic ze sobą?

– Teraz już za późno. Teraz już cię lubię.

*

– Dzwoniła i pyta, jakie nowe plotki. A ja jej na to: „Odkąd ciebie nie ma, to żadne”.

– Co ciekawe, ani u nas, ani w Niemczech nie regulują modyfikacji nazwiska w zależności od płci żadne przepisy. Opiera się to wyłącznie na normach językowych.

– Ha! To jestem zdziwiony. Czyli Anna Komorowska ma prawo sobie zrobić dowód na Anna Komorowski? I Anna Grodzki też!

– Nie, bo jej język zabrania. Ale jeśli Polka wyjdzie za mąż za Polaka za granicą, to już może.

– Aha, czyli te normy językowe mają charakter formalny.

– No właśnie nie wiadomo, jak to z nimi jest, tzn. czy mają czy nie mają.

– Czyli „ratunek” dla Grodzkiej to wyjść za zagraniczną lesbijkę, która odziedziczyła po rodzicach lub poprzednim mężu męskobrzmiące nazwisko słowiańskie.

– W sumie tak… Ale Grodzka jest lesbijką?

– Tak! Była heteroseksualnym mężczyzną, a została homoseksualną kobietą!

– A to zboczucha.

– A widzisz! Niektórzy to sobie lubią utrudnić. Czyli w sumie zamieniła kulturowo najlepszy los na taki mocno średniejszy. To w sumie bohaterskie dość.

– Pewnie tak miała od początku. Tylko że tego jej lesbijstwa to nikt nie zauważył nawet.

– No właśnie, szczwana lisica.

– To tak jak prawosławny pedał. Kogo obchodzi, że prawosławny?

– No właśnie. Bo jak czarny, to już co innego. Albo Żyd. To wtedy nie wiadomo, co gorsze.

– Ja myślę, że jeśli czarny pedał, to mało kogo obchodzi, że pedał…

– Ale taki Legierski… Chociaż on półczarny. To i to pedalstwo tak jakoś bardziej znać.

– Ej, a pożyczyłbyś mi…

– Nie mam.

– Ale przecież widzę, że masz, bo płacisz.

– Płacę zbliżeniowo.

– Ty się masturbowałeś kiedykolwiek po trawie? Nie? Ja tak, to jest świetne. Ale seks po zjaraniu owszem, denny. Raz z taką jedną robiłyśmy sobie fiki miki i nagle się zrobiło okropnie, bo mi się schiza włączyła, że ona jest glonojadem, że ja pierdolę. Musiałam przerwać. Wmówiłam jej potem, że nie mogę, bo  nie chcę, żeby miała rano wyrzuty sumienia, bo to był jej pierwszy raz.

– Oj, będę jutro niewyspany.

– Oj. Ja ciągle jestem: ktoś się tłucze po nocy, choć nie wzywa pomocy.

– Ja się tłukę i upadlam czasem, widać trzeba. Jadę, jadę. Do domu dojeżdżam. Pić mi się chce i spać, i rozmawiać też, co gorsza, o wzniosłych tematach…

– You have been drinking!

– Oj, no właśnie nie… Na trzeźwo, jak widać, jest nawet gorzej.

– Mój bagaż jest opóźniony, przyleci innym lotem.

– Ojoj, mam nadzieję, że nie masz tam niczego potrzebnego…

– Nie, nie mam tam zupełnie niczego potrzebnego.

1. Niech wasza mowa będzie tak – nie; nie – nie.

Nie znasz? -nie oceniaj!
Znasz? – szanuj!
Mów wprost – nie za plecami..
Plotki… Tylko z zazdrości – Żałosne i słabe
Lubisz? – OK to lub szczerze!
Ufasz Ciesze się… myślę, że warto!
Masz mnie gdzieś? Nie martw się ja ciebie też!

2. hommage à Whitman

kim jestem?

Mam ogromną potrzebę nawiązywania swobodnych, niekonwencjonalnych kontaktów z ludźmi, a często przenika je buntowniczość pragnąca wyjść poza społeczne normy i zwyczaje. Jest to cudowna przygoda z archetypem buntownika.

3. Pater noster

Szczupły syn szuka swojego owłosionego, muskularnego ojca.

4. oral et labora

Po zabiegu – zależnie od rodzaju masażu – poczujesz rozluźnienie, będziesz pełen energii, zapomnisz o dokuczających wcześniej bólach, odzyskasz kondycję i dobry nastrój.

5. oburącz

W moim wolnym czasie najchętniej wykorzystuję ów dzień. Obiema ręko­ma obej­muję go. Przyj­muję ochoczo, co niesie ze sobą: światło, po­wiet­rze i życie, je­go uśmiech, płacz, i cały cud te­go dnia.

6. zemści się na tobie brak

Jak nie odpisuje to:
– jestem zajęty (nie musisz pisać „tysięcy” wiadomości),
– po prostu nie chce mi się,
– nie jestem zainteresowany (Tobą, znajomością albo głupią treścią wiadomością ),
– nie widzę Cię – nie piszę,

Zanim do mnie napiszesz, zapoznaj się z treścią zamieszczoną na profilu. Pomoże to we wzajemnej, bezproblemowej komunikacji. Brak odpowiedzi z mojej strony nie wynika z chamskiej natury, a jedynie z braku pomysłu na jej treść.

7. uran zubożony

Moja uraniczna natura mi mówi: WSZYSTKO JEST DOZWOLONE, NAJWAżNIEJSZE BYś BYł SZCZęśLIWYM CZłOWIEKIEM, ALE NIE KOSZTEM DRUGIEJ OSOBY.

8. potrzeba ścisłości

Jeżeli używasz sformułowań typu „fotka pały”, „jebanko”, „a czy p”, itp. – nie dogadamy się.
Jestem tu głównie z ciekawości, nie mam na nic ciśnienia.

Gwoli ścisłości – opis w rubryce seks znaczy, że jestem ogólnie uległy, ale nie zabawiam się analnie, jeśli już to raz na jakiś czas jako aktywny. Czytajcie ze zrozumieniem, panowie.

 

Semper ipsa!

Ipse!

– Nie, ipsa.

Res? Ja nie jestem semper ipse.

– Ja już nie wiem, kim ty jesteś.

– Nigdy nie czułem potrzeby zadawania sobie tego pytania.Bardziej interesuje mnie, jak jestem.

‘Why don’t you ask me what I know if that’s that important?’ He dared her. ‘Go on, ask me.’

‘Maybe I will.’

‘Why not now?’

‘Because…’ She grinned in defeat. ‘Because I don’t want to know.’ Her hand went to her lap. Black Pat made his ear tall in protest.

Esther had a question. ‘So wait, if neither of us finds it funny, why do you make jokes?’

His eyebrow buds hitched, the connoisseur. ‘Because we need the laugs.’

[Rebecca Hunt Mr Chartwell]

– Dobry wieczór. Są jeszcze bilety na dzisiaj?

– W której strefie?

– Na parterze jakieś?

– Są. Nie, jeden jest, XII rząd. Pan  potrzebuje jedną osobę?

– O tak, potrzebuję. Ale… To znaczy tak, jeden dla jednej osoby dzisiaj wystarczy. To i tak nadmiar.

– Szukałem nut na allegro.

– Jakich?

– Wagner-Werke. Bo mi brakuje.

– Dużo ci brakuje?

– Mam jeden tom. Brakuje mi… Kilkunastu.