Archives for posts with tag: powód

– Widziałeś? Całowaliśmy się!

– Chuchnij!

– Nie zgadzam się z Bernhardem na poziomie zasadniczym, bo on nie znosi malarstwa. Przychodził do Kunsthistorisches, żeby siedzieć przed portretem Tycjana i szukać wad.

– To i tak nieźle, bo ja prędzej szukałbym powodu, żeby w ogóle na niego patrzeć.

– A ty z kiedy jesteś?

– Z września.

– To wiele wyjaśnia.

– A jeszcze więcej zaciemnia. Jak dobry makijaż.

– Wyjaśnia. Wyjaśnią tą ciemność.

– 30 to jednak nie jest nowe 20. Starzeję się i ogólnie konformizuję. Przestawiłem w Wordzie interlinię z 1,15 na 1,5. Pora umierać.

– Ja zrobiłem odwrotnie, ale dowodzi to tego samego, ponieważ dopiero niedawno zauważyłem, że można ustawić 1,15. Grube tysiące stron wklepanych w Wordzie, a tu zdziwko, dziadu. Tak, 30 to nie jest nowe 20.

–  Albowiem wydaje mi się, że za naszych czasów interlinii 1,15 jeszcze nie było. Było tylko 1 i 1,5 do wyboru. 1,15 wprowadzono w jakiejś późniejszej aktualizacji.

– O której z pewnością uczą w gimnazjum…

– Czemu się zagłodziłem? Nie wiem. Może byłem smutny, może coś. Może miałem wstręt do apetytu.

– Po co ci aż trzy?

– Bo była promocja „kup trzy”.

– I tyle? „Kup trzy”?

– Tak.

– Nie powinieneś był tego robić.

– Nie ja jestem temu winny.

– A to dlaczego?

– Bo mam lepsze argumenty.

– Czemu jesteś taki smutny?

– Mam powody być smutnym. Jak również brak powodów.

– Ale czemu ty mówisz prawdę?

– Mniej więcej z tego samego powodu, dla którego oni kłamią.

– Mniej więcej?

– Mniej.

Mrówkodzik skończył dziś dwa lata.

Zmieniał się przez ten – zaskakująco dynamiczny – czas razem ze mną, no, powiedzmy, że dreptał za moim świńskim truchtem, przechodzącym czasami w sprint, który kończył się zadyszką. Będąc z tyłu, sygnalizował to i owo z właściwym sobie niedostatkiem wyrafinowania. Przede wszystkim podkreślił boleśnie, że właśnie i tylko tutaj da się popoprawiać przeszłość, naprawić literówki, cofnąć grube błędy, wywalić całe fragmenty, opóźnić jedne wpisy, antydatować drugie. Z tagowania bieżącej przyszłości i sortowania przyrastającej przeszłości nie płynie jednak tyle pewnego, sytego spokoju kronikarza, na ile bym liczył.

A to dlatego, że dostęp do tego katalogu jest poniekąd jak wypatrywana przez pacjenta diagnoza – po jej wygłoszeniu następuje przeważnie wielkie nic, od czysto frazeologicznego po jak najbardziej dosłowne. Na początku jest może radość albo smutek, euforia albo zniechęcenie, ulga lub zatrwożenie (te dwa ostatnie, paradoksalnie, ściśle współpracują), ale to chwila, a dalej? Dalej mamy do czynienia z jedną z wielu odmian niczego: nic się nie zmienia albo naprawdę wszystko  się zmienia, chociaż nic się nie zmieniło, albo nic się nie zmienia, chociaż tyle się zmieniło, względnie: wszystko się diametralnie pod każdym względem zmienia, ale wtedy to już że ho. To się odnosi do tu i teraz oraz niedaleko i wkrótce.

W szerszym sensie nic jest i tak zawsze na horyzoncie, który przecież kiedyś przestaje oddalać się wraz z ruchem obserwatora naprzód. Wtedy pewnie coraz dokładniej widać detale tego, co się ma przed sobą, i całokształt tego, co się ma za plecami, o ile można się w ogóle odwrócić. Tak czy inaczej ta świadomość nie jest, przypuszczam, specjalną niespodzianką, i niewiele niby zmienia, ale znowu: niewiele zmieniając, wiele zmienia i tak dalej. O ile dalej… Oczywiście, nie przesadzajmy, mrówkodzik jest o wiele za ruchliwy jak na kamień nagrobny, co nie znaczy, że nie kuśtyka niekiedy mementem, pokwikując epitafiami, choć przecież często bryka skocznie i – zachowując wszelkie (czy aby?) proporcje – z fantazją.

Na żywym dziku nie da się podzielić skóry, z czego wypływa tyleż otucha, co zwątpienie. Nie dziwne, że te także są nierozłączne, skoro są dwustronnym żądłem tego samego błędu.  Są zabawkami Oczekiwania, które wyrastało w rodzinie patologicznej. Jedną siostrą Oczekiwania jest bowiem Nadzieja, drugą – Obawa. Obie po przejściach z systemem edukacyjnym, na koncie z wyrokami za poważniejsze przestępstwa. Za ojca mają Brak (nie był notowany), ale są z różnych matek: Nadzieję wykarmiła Ułuda (puszczała się i handlowała prochami), a Obawę – Wątpliwość (myślała, że jest cnotliwa, ale to jej nikt nie chciał, żyła więc z szantażu); możliwe, że obie były, jak zwykle, pod wpływem i stąd niezrównoważenie potomstwa. O matce Oczekiwania wiadomo niewiele. Niektórzy twierdzą nawet, że było podrzutkiem do okna życia i nie poznamy jego prawdziwych rodziców, wiadomo nam za to o surowym, acz niezbyt konsekwentnym wychowaniu, jakie otrzymało w rodzinie, która je przyjęła i, co ważniejsze, którą ono uznało za własną.

Jak do tego doszło? Co się wtedy działo? Co będzie z nim dalej? Na razie daruję sobie odpowiedź, chociaż daruję sobie to nie jest chyba, nomen omen, najszczęśliwsze sformułowanie.

Podsłuchiwałem randkę dwóch kolesi w pubie. Byli umiarkowanie nietrzeźwi. Oto co zanotowałem.

*

– Czemu ust nie otwierałeś?

– Co?

– Musi być jakiś powód, że ust nie otwierałeś.

*

– Dlatego się jeszcze do ciebie nie dobieram, bo postanowiłem się zmienić.

*

– Nie porównuj mnie do jakiegoś Adama, którego nie znam.

 

Dlaczego uprawiam prostytucję?

  • chcę szybko zarobić
  • nie mam środków do życia i innego sposobu zarobienia na utrzymanie
  • koleżanka mnie w to wprowadziła i już się przyzwyczaiłam
  • pochodzę z rodziny patologicznej i byłam jako dziecko molestowana
  • mam do spłacenia długi i dlatego chcę w ten sposób je oddać
  • mam chore dziecko i chcę w ten sposób zarobić na operację
  • mam na utrzymaniu 2 dzieci i nie mam męża, bo od nas odszedł
  • nie mam szacunku do siebie i dlatego to robię
  • miałam kilku chłopaków i z nimi współżyłam a ostatni chłopak mnie zostawił i z rozpaczy
  • lubię to robić za pieniądze
  • lubię to robić bez pieniędzy
  • nie mam jak zarobić na studia i dlatego „sponsor” mnie utrzymuje i opłaca mieszkanie

[ankieta pochodzi z www.grzechy.com i wydaje się zrobiona serio; wytłuszczenia pochodzą od mrówkodzika]

Ja muszę iść spać, padam już. Mogę iść do siebie, niedaleko mam przecież. Albo spać u ciebie.

–  Nie, u mnie nie.

Dlaczego?

Bo nie masz piżamki.