Archives for posts with tag: powstanie

– Ten nasz orzeł biały jest jak jakaś taka niewielka ozdobna kurka; regularnie w Warszawie są wystawy drobiu, a na nie takie różne dziwadełka hodowcy przywożą, całymi klatkami! – przeurocze niektóre.

– Też obstawiam drób hodowlany! Na takich skrzydłach daleko nie poleci.

–  Nie rozumiesz … Te skrzydła były specjalnie krępowane, żeby nie urosły. Wrodzy ojczyźnie i bez boga w sercu ludzie je krępowali, żeby zniszczyć orła, a ten mimo wszystko bohatersko podrywa się do lotu. Taka jest moja analiza ikonograficzna tego powstańczego cuda.

– To bardzo ciekawe, jak krępowanie skrzydeł wpływa na perystaltykę – ten kurak ewidentnie cierpi na zatwardzenie!

– Już Krzywousty miał coś podobnego. Jest teoria („teoria migracji”) głosząca, że Słowianie wywodzą się od australijskich Aborygenów. Przypłynąwszy na tratwach do ujścia Odry i Wisły przywieźli ze sobą swoje totemy rodowe, w tym totemy wyobrażające strusia emu i nielota kiwi. Zwolennicy tej teorii dzielą się na dwa odłamy. Jedni twierdzą, że orzeł Krzywoustego powstał jako wynik kontaminacji orła ze strusiem inni optują raczej za kontaminacją orła z kiwi. Z kolei wedle „teorii autochtonicznej” jest to jednak swojski drób domowy. Na to mógłby wskazywać fakt, że temu zwierzęciu wystaje z kupra coś, co mogłoby być rożnem. To sugeruje kaczkę, kurę, ostatecznie swojską polską gęś domową.

 

 

 

Zasmucająco regularnie publikuję tu wyimki z opisów profilowych facetów znalezionych na gejowskich portalach randkowych – służy temu sekcja imponderabilia demonstranda. Dziś – dla urozmaicenia – będzie wiązka nie opisów, ale reklam, napotkanych na jednym z takich portali. Trzeba przyznać, że mieli tam szczególnie pojęcie o marketingu. Do dzieła.

Zaczniemy łagodnie i patriotycznie:

powstanko

Potem czas na przełamywanie stereotypów dotyczących gejowskich rozrywek:

fódbol

W klimacie ciąg dalszy, żeby nie było, że geje to jakieś baby:

piwsko

Potem coś gorącego:

makro zabawki

Dalej robi się dziwnie (zwłaszcza ten niezbędnik higieniczny…):

tornister

Aż następuje wielki finał:

lactovaginal

Właściciele portalu poszli chyba po rozum do głowy, bo od dłuższego czasu wisi tam tylko jedna reklama. Znowu walka ze stereotypami – i to jaka!

proktis

– „Śpij, dzieciątko, śpij, bo złapię za kij, pójdziesz tam, gdzie rośnie pieprz, bowiem buźkę masz jak wieprz…”  Nucę.

– To brzmi jak taka piosenka powstańcza, ale nie pamiętam tytułu…  wchodzi mi Rabbio we frazę.

– Szkoda, że mi przerwałeś, bo pewnie nie usłyszałeś końca.

– Usłyszałem! „Śpij, dzieciątko, śpij, bo jak nie to coś tam…”

– Widzisz, nie słuchałeś, tylko przerwałeś i zniszczyłeś mi puentę.

– Nieprawda!

– Prawda. Ale pamiętaj, kto komu przerywa, ten temu też przerywa…  mówię, starając się brzmieć groźnie i sentencjonalnie.

– Ojojojoj, ojojojoj!  wyzłośliwia się.

– Wygląda na to, że właśnie osiągnąłeś szczyt elokwencji i ja cię z tego dna podnosić nie będę.

Jakaś pani pyta znajomego w Muzeum Powstania Warszawskiego:

– Dzień dobry. Czy słyszał pan o akcji „Żonkil”?

– Nie, ale słyszałem o akcji „Hiacynt”.

[Wiersz, który mnie przed laty wzruszył, na tablicy niedaleko skrzyżowania Grójeckiej z Bitwy Warszawskiej]

 

Ja jestem zła ulica. Nie przystępuj do mnie,
Najeźdźco, który niesiesz śmierć samolotową!…
Swojego bronię miasta twardo i niezłomnie…
Do walki jestem zawsze skorą i gotową…

Ja jestem zła ulica!… Stawiam barykady
I pluję armatami, karabinem walę.
Nie przerażą mnie twoich bomb tonowych grady
I czołgi twe jaszczurcze chwytam wciąż zuchwale.

Ja jestem zła ulica!… Lecz swe kocham dzieci,
Których mi co dzień więcej na łonie umiera,
Gdy kamienic granica przy tym jasno świeci.

Ja jestem zła ulica!… Lecz choć głód doskwiera,
Nie wpuszczę cię do miasta, gwałcicielu krwawy!
———————————————————–
Ja, pani Opaczewska, bronię dziś Warszawy!

 

[Jan Janeczek (1898-1944) Żołnierz Armii Krajowej]