Z ojcem zawieźliśmy młodszą (lecz większą) z suk na planową operację. Operować ma dwóch miłych i znanych nam już z kompetencji weterynarzy, internista i chirurg. Chirurg – brodaty, niedźwiedziowaty, jowialny. Internista – nieco młodszy, nie wyróżniający się, sympatyczny.

Suka dostała medetomidynę w ramach premedykacji i czekaliśmy, aż spokojnie odpłynie. Zmuloną i podsypiającą dźwigamy ją na stół operacyjny, ale wtedy ona się lekko rozbudza i nie bardzo chce się położyć na boku, tylko trwa w jakimś takim wypiętym niedosiadzie.

Internista: Kochana, może wygodniej by ci było w pozycji horyzontalnej?

Chirurg: Do mnie mówisz, Alek?