Archives for posts with tag: proboszcz

– A cóż to!

– A takie dwa wierszyki z wielce uduchowionego czasopisma „Apostolskie ścieżki”.

– Odijo! Cud róży. Mój ty proboszczu światła purpurowy.

– Prawda. Jak to czytaliśmy ze zgrozą w głosie i tupolewem w sercu w pracy, to od razu wiedziałem, że muszę ci to wysłać.

apost

 

Ksiądz, nowy proboszcz, przyszedł do kolędzie. Pchani jakąś perwersyjną ciekawością postanowili go przyjąć.

– Zapraszamy, księże proboszczu. Mogę wziąć płaszcz?

– Nie będę się rozbierał, bo będzie mi zimno.

W domu gorąco tak, że psy leżą pokotem, a koty chłodzą się na tarasie.

– Rozumiem. Ksiądz spocznie, tu, przy kominku. Napije się ksiądz kawy, herbaty?

– Herbaty, ale żeby nie była za gorąca.

– Nie za gorąca…?

– Bo ja za gorącej nie lubię. Mogła pani wcześniej zaparzyć, toby przestygła.

Gospodyni, w lekkim szoku, udała się zatem do kuchni i zrobiła mu herbaty, którą następnie poprzelewała z kubeczka w kubeczek, tak jak robiła swojemu synowi, gdy miał dziesięć lat.

– Proszę bardzo. Ksiądz lubi ciepło, to może i słodycze? Ciasta?

Ksiądz leciutko się czerwieni:

– Nie mogę, bo zaraz musiałbym umyć zęby.

Gospodarze nieco zdziwieni patrzą po sobie. Ksiądz wyjaśniającym gestem wyjmuje górną sztuczną szczękę i pokazuje, po czym wkłada z powrotem.

– Tak, oczywiście…

Rozmowa się z wiadomych plus widocznych względów nie klei, ale schodzi na szczęście na tematy kulinarne. Gospodyni, pchana wrodzoną szczodrością, proponuje, wychodząc nieco przed szereg:

– Może ksiądz proboszcz dałby się kiedyś zaprosić na obiad?

– Niedziela. Mszę mam o szesnastej, to trzeba by po mnie podjechać.

– Myślę, że nie byłoby problemu…

– A co państwo podają?

– Robimy dobrą kaczkę…

– Ale w winie?

– Nie, raczej na chrupiąco, z majerankiem i z…

– Moja ciotka robi doskonałą w winie. Bo ludzie to nie potrafią zrobić kaczki. Za sucha.