Archives for posts with tag: przejęzyczenie

– Ha, będziemy mieli słodziutką fioletową łazienkę wypełnioną dziełami sztuki!

– Jak… Pochwa Leni Riefehstahl!

– A nie jak Leni Rusis?

– Zdrowia, szczęścia, pojemności…

– Pojemności! Jak pięknie! A wieczorem dużo gości?

– Tak. A wiesz, że ten huragan, który nas wczoraj pchał i posuwał, to nazwali Juda? Na cześć Judy Tadeusza!

– A to co jest?…

– To jest pokrowiec od papierosa.

– Co?!

– No, jak się nazywa ten papieros, którym się chronisz przed deszczem.

– Parasol!

– A, parasol.

– Jak się nazywał ten film? „Ucz, módl się i pracuj”?

– „Jedz, módl się i kochaj”.

– A, zrobiłem protestancką wersję.

– Mógłbyś mi opowiadać. Ja lubię słuchać…

– A ja nie lubię opowiadać.

– No w sumie tak, ty nie robisz jakichś dziwacznych rzeczy w łóżku, to co tu dużo opowiadać.

– Właśnie, „obciągaliśmy się i ruchaliśmy sobie.”

– Wybacz… plącze mi się klawiatura. Troskę popijam. Troszkę.

– Możemy zwiedzić dom tego, no,  jak on się nazywał?

– Jakos na „r”.

– Reichsführer?

– Reisefieber?

– Reichsführer Reisefieber, tak.

– A nie Kierkegarden…?

– Rockox!

– Powinno się to promować, bo to świetne dzieło, warto, choćby i cynicznie, posługując się tematem Holocaustu… Ortodoksyjni Żydzi się chyba nie mają za co obrazić?

– No właśnie, tam nie ma Żydów na scenie, to się nie ma o co obrze… Obrażać.

– Sypiałem kiedyś z jednym typem za seks.

– Za seks?!

– Weź mnie nie łup za słowa.

– Widzisz, uczucia plus Salome, i od razu zaczyna się wiosna!

– Chyba ciemna podłość i jaskinia uczuć.

 

 

– Nie znam jego filmów.

– A bo ty to na pewno ambitniejsze kino. Pewnie Bergmana.

– Bergmana? Hm…

– No, Ingrida Bergmana.

– Ingrida? Ach, tego reżysera z cipą!

– Bardzo ciekawe, co mówię.

– „Co mówię”?

– Co mówisz?

– „Co mówisz”.

– No mówię.

– „Kiedy kruka ujrzałam wśród liści z drugim, który podobnej był płci.”

 

 

 

Znajomi się rozstali na jakiś czas, po czym zestali z powrotem. Jeden wypytuje drugiego o jego poczynania w międzyczasie:

– Spałeś z Radkiem?

– Oj, raz mi się zdarzyło…

– Chciałem powiedzieć „z Darkiem”… Coo?! Spałeś z Radkiem?!

– To może być życzenie milczeniowe. Tfu, myślenie życzeniowe.

– Drga mi powieka. Magnez wezmę.

– To przez kawę, wypłukuje magnez.

– No, kawa i stres wypłukują alkohol.

– Alkohol?

– Alkohol wypłukuje magnez.

– Powiedziałeś, że stres wypłukuje alkohol.

– No to trzeba uzupełniać.

– Heeej?

– Co?

– Przeszkadzam?

– Co: przeszkadzasz?

*

– Bo ci wpuści spierdol!

– „Wpuści spierdol”, hehe.

– Czemu tak dziwnie mówisz?

*

– Niech im ziemia… wynagrodzi.

*

– O, masz czapeczkę! Trzy punkty do plus!

Lata temu w Kanadzie. Zima, mróz, śnieg po kolana. Ojcu mrówkodzika padł akumulator, nie może odpalić silnika. Stoi więc gdzieś na poboczu zestresowany i zatrzymuje kolejne samochody, pytając:

– Excuse me, can you help me? I need some booze.

Kierowcy na dźwięk tych słów zamykają szybę i odjeżdżają bez słowa. O co chodzi? Dopiero któryś z kolei zatrzymany przygląda się przez chwilę i mówi z namysłem:

– You mean you need some boost?

– Boże mój, czemuś mnie opóźnił!

 

I wish that you’d leave in the same city with me… And then it’d be a different story. Babe, I already miss your sad face!