Archives for posts with tag: przerażenie

– A za co ty byś się przebrał na Hallowe’en, jakbyś był dzieckiem?

– Za nic.  Dzieci to dość bezkrytyczne i szokująco wierne, choć wybiórcze, zwierciadła dorosłych. Są wystarczająco przerażające same z siebie.

 

 

– Czemu nie lubisz Ampelmanna?

– Straszny jest, brrr, kojarzy mi się z Freddiem Krugerem.

– A mi z Dudową, jak się witała z biskupami.

——————————————

Arek zilustrował tę kwestię piękną grafiką:

fral

– Śniło mi się, że miałem zastąpić odtwórcę roli tytułowej w operze Hernani (sic) Verdiego, w partii barytonowej zresztą (sic, sic), w której dominują bardzo długie wartości rytmiczne o niewielkiej rozpiętości skali. Takie całonutowe buczenia. Miało to być w Teatrze Wielkim–Operze narodowej, rzecz jasna, ale o bardzo ciekawie ukształtowanej widowni: sala przypominała jeden ze starych europejskich teatrów z wieloma piętrami ciasno upakowanych lóż, i to na planie pełnego koła, tak że miejsca dla publiczności były też nad niewielkim oknem scenicznym. I jak to bywa u mnie w tego typu snach, okazuje się, że jest dzień premiery, a ja nic nie umiem. Ale myślę sobie: eee, to jest tylko jedno dłuższe wejście w I akcie, recytatyw w II i znowu aria w III, to dam radę. Ale przecież nie mam nut, a na domiar złego nie wiem za bardzo, co w nich jest! I chodzę po teatrze, szukam partytury, ale znajduję tylko pojedyncze kartki z głosami orkiestrowymi albo bezużytecznymi częściowymi wyciągami fortepianowymi. Jednocześnie trwają już ostatnie przymiarki przed spektaklem, masa ludzi na scenie mierzy kostiumy, technicy ustawiają światła na dość niskich statywach jak w telewizji. Do mnie zaś dociera, że nie tylko nie znam partii, ba, nie wiem nawet, w jakim jest języku, lecz także nie mam pojęcia o choreografii ani koncepcji realizacyjnej przedstawienia, a tak naprawdę to w sumie nie umiem śpiewać. Ogarnia mnie rosnące przerażenie, ale w ostatniej chwili pojawia się Wehwalt i mówi, że on tę partię ma obcykaną, to za mnie zaśpiewa.