Archives for posts with tag: przestrzeń

–  W życiu 99% czasu przepracowałem w domu i jestem od tego trochę uzależniony. Łatwo się rozpraszam. Chyba że jadę. W kawiarni, lub innej przestrzeni publicznej, bywa czasem nieźle, w bibliotekach jest za cicho – każdy hałas się wybija. No, ale są słuchawki.

– Słuchawki są niezbędnym atrybutem pracy w miejscach publicznych. Głupie rozmowy przy kawusi mnie deprymują, a tak to mam wrażenie, że mowa jest o czymś istotnym.

 

 

 

Podobno Dalida po którejś kolejnej próbie samobójczej, leżąc w szpitalu i przyjmując rozliczne bukiety i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia, wystosowała do fanów rozpaczliwy apel: „Błagam, nie przysyłajcie kwiatów, przysyłajcie wazony!

Rozmawiamy przedwczoraj z Rabbiem na wyprzedaży w którymś z wydawnictw. Chodzimy powoli wśród półek, już pustoszejących, ale wciąż dźwigających sporo literatury. Jestem trochę niedospany, więc rzucam mało błyskotliwą i raczej oczywistą obserwację:

– Ty, popatrz, ile oni tu mają książek!

Na co Rabbio wzdycha teatralnie:

– Ech, książki książkami, ale te regały!

– Nasz żółw, oczywiście, nie siedziałby w żadnym terrarium, tylko chodził wolno po mieszkaniu.

– No jasne! A czy żółwie to brudzą?

– Niespecjalnie. To znaczy, wiadomo, wypróżniają się, ale one mają prosty przewód pokarmowy. Załatwiają się najczęściej jakoś przy lub tuż po jedzeniu, więc można zaraz sprzątnąć.

– Czyli będzie brudno tylko przy misce.

– Przy misce?! Wyobrażasz sobie żółwia jedzącego z miski? Psiej może!

– Oj tam, z miseczki małej, z talerzyka.

– Z podłogi po prostu.

– A co taki żółw właściwie je?

– No właśnie, co…?

– Nie wiem… Roszponkę, ziemniaczka gotowanego, rybę na parze…

– Aleś wymyślił! Solę w mleku, wiesz, i ragoût z królika na dokładkę. Je głównie zieleninę, tartą jarzynę, czasem trochę twarogu, jajko na twardo. Truskawkę.

– Truskawkę!

– To się nie ma co śmiać. Po konsumpcji truskawek żółw wygląda, jakby go coś próbowało zabić albo jakby on coś zabił. Ma głowę i pół skorupy oblepione czerwonymi skrzepami.

– To trzeba myć. A co taki żółw lubi robić?

– Kąpiele też. Ale głównie to wspinać się i zagrzebywać. Na przykład w tkaninach.

– Wspinać? Ojoj, a co, jak wespnie się wysoko i spadnie?

– A na co miałby się wspiąć?

– Nie wiem, na kredens?

– A, no jasne. Na kredens.

– Nie no, przecież one są wytrzymałe. Nic sobie nie zrobi.

– Na pudełko wlezie co najwyżej, na siatkę z zakupami, na przedłużacz się wdrapie.

– Ale taki żółw nie niszczy za bardzo, nie? Nie przegryza kabli? Nie żre butów?

– No, teoretycznie może nasikać do butów.

– To gdzie będziemy je trzymać?

– Może w szafce?

– Och, wspaniale! Masz jakąś szafkę na buty, o której nie wiem?

 

 

Josif Brodski

BEZ LATARNI

Gdy w nocy wyjrzysz przez okno – od razu
wiesz, jak daleko może być do wiosny;
zwykłym sylwetkom narzutowych głazów
nie będzie bliżej do rosnącej sosny.

Z niedostrzegalnym uśmiechem spryciarza
przeciągasz nitkę przez zęby w skupieniu,
ażeby palce (albo mięśnie twarzy)
łatwiej przekonać o swoim istnieniu.

A serce w piersi skacze i szaleje
z obawy przed tym ponurym milczeniem
przestrzeni, która przed tobą czernieje
tak jak ciągnące się za tobą cienie.

[przeł. Stanisław Barańczak]

Powiedział półżartem, pod nosem, w przestrzeń, nie bezpośrednio do mnie, że to jest złe. Po części odruchowo zapytałem dlaczego, ale wiedziałem doskonale, czyli z najpełniejszym możliwym poczuciem niedoskonałości, że ma rację. Pewnie dla niego złe z innych niż dla mnie powodów, ale tak czy inaczej złe. Zapytany o znaczenie swoich słów, odpowiedział nieco zbyt pospiesznie, że nie miał nic złego na myśli, i że to dobre. Mówił to najpewniej szczerze, ale nie mówił prawdy, bo prawda leżała poza naszymi intencjami; nie od nich rdzeń tej konkretnej prawdy zależał, zależy.