Archives for posts with tag: przyjemność

– …ce do domu.

– Powiedziałeś: „ja chcę do domu”, czy „nie chcę do domu”?

– W sumie mogą być oba.

– Obaj?

– Nie, jeden wystarczysz.

– Powiem szczerze, że zaplusował tym u mnie.

– Hm, jak się dobrze zastanowić, to „zaplusował u mnie” to nie brzmi najlepiej…

 

 

– Najpierw się zrobiło, a refleksja przyszła dopiero później. I nie chce sobie pójść.

– Tak… Refleksja to taki przeklęty mechanizm, który jeśli nie uratuje cię przed czymś nieprzyjemnym, to gwarantuje ci, że to coś zostanie z tobą na dłużej.

– Niektórzy bardzo przeżywają swoją trzydziestkę. Ja ten kryzys zaliczyłem jakoś przed nią, a teraz mam luz. A nawet więcej: po raz pierwszy czuję się na swoim miejscu. Dużo ciekawej pracy i współpracy, publikacje, podróże itepe. Ty chyba zresztą podobnie?

– No, ja też jakoś bardzo nie przeżywam utraty młodości. Zdrowia. Chęci do życia, przyjemności, wolnego czasu…

 

– Jak chodziłem do przedszkola, to miałem dwóch kumpli i zawsze jakieś intrygi robiliśmy w tym przedszkolu. A to coś podpalaliśmy, a to wybijaliśmy czy topiliśmy. Ale raz w łazience koleżanka pokazywała nam autentycznie za ciastka, które zostały z obiadu. Chyba za wcześnie było dla mnie, taka trauma u mnie powstała chyba po tym. Bo w sumie cipka cipką, ale jaka jest z tego przyjemność, że wkładasz? We wlot do baku paliwa też wkładasz i zawsze jest to smutne przeżycie. Nikt nie odjechał ze stacji paliwa szczęśliwszy, niż kiedy tam przyjeżdżał.

 

 

 

Poeta musi bawić się językiem, wykorzystywać go w całości jako tworzywo, ceniąc jego środki stylistyczne, a zwłaszcza wieloznaczność. Stąd w kilku moich utworach niespodziewane myślniki, półpauzy, odwrócone nawiasy, czasem złamane wersy. Czyni je to wiele bogatszymi.

[Jacek Brzostowski, źródło]

*

Przyjemność po mojej stronie. Tak jak ostatnio już wspominałam bardzo tęsknię za Polską i Polakami. Obecnie nie mam również zbyt dużego kontaktu z językiem polskim. Komunikuję sie w środowisku muzycznym głównie w języku włoskim oraz angielskim , niestety w języku ojczystym bardzo rzadko.

Właśnie zakończyłam moje koncerty w magicznej, przepięknej i niezwykle antycznej wyspie Sardegni. Jestem oczarowana tym zakątkiem świata, ciepłem publiczności oraz pięknem natury, najpiękniejsze morze jakie miałam przyjemność podziwiać,

A nagroda o której wspomniałeś jest bardzo prestiżowym wyróżnieniem. Otrzymałam ta prestiżową nagrodę wraz z pierwszym altowiolista Teatro alla Scala za osiągnięcia wokalne

[Dominika Zamara, źródło]

*

The baby girl name Euryanthe comes from the Unknown word which means, „.”

[źródło]

*

[…] była to Basia Kopeć, a chodzio jej o usta Iana Bostridge’a w czasie wykonywania „Paroles tissées” Lutosławskiego, gdzie na początku drugiej części zamiast jardin zaśpiewał matin („gałązki poranka”, całkiem gustowna metafora) i byłem pewnie jedyną osobą na sali, która to zauważyła. Istotnie, wokalistom często się zdarza otwierać usta jakoś tak krzywo, na skos (robił tak zwłaszcza Hiolski) i jest w tym coś przeraźliwego, jak gdyby strasznie cierpieli i chcieli dać temu wyraz, lecz zamiast spodziewanego krzyku z ich ust dobywa się przysłowiowe „wysokie ce”. Skrzyżowanie tych dwóch sytuacji (coś jest i jednocześnie tego nie ma; chcę coś powiedzieć, a mówię całkiem co innego) musiało mi się wydać dobrym wstępem do rozważań natury osobistej, którym oddałem się w dalszej części wiersza.

[Adam Wiedemann, źródło]

*

Pegging może być przyjemny dla obojga partnerów.

[wikipedia]

– Kto nie jadł muffinek?

– Ja nie jadłem.

– To jedzcie te muffinki, nie spotkaliśmy się tu dla przyjemności.

– Co się dzieje po zatruciu arszenikiem?

– Różne rzeczy, zaraz ci przeczytam. O, mam. Bóle brzucha, nudności, wymioty, biegunka, bóle głowy, wylewy do mózgu, utrata przyjemności, wstrząs i śmierć.

– Utrata przyjemności!

– Oboże, znowu bredzę. A nie, jednak mam rację, bo piszą, że w leczeniu takich zatruć stosuje się… BAL*!

————————————————————–

* Jak się potem okazało, BAL to skrót ot British anti-Lewisite, dimerkaprol, antidotum na luizyt.

– No to co robimy? [kaszle]

– Nawet chciało mi się gdzieś wyjść, a teraz już nie wiem; co za dzień.

– Pytasz mnie? [kaszle] Mi się średnio chce, ale jeśli tobie tak, to mogę się dostosować.

– Możemy połączyć średnio przyjemne z dość pożytecznym.

– Nie będzie mi wolno mówić, żebym nie kaszlał, tak…?

– Nie. Miałem na myśli pójść do całodobowej apteki na placu Zbawiciela po thiocodin, a potem ewentualnie wstąpić na drinka.

– Wiesz, że ostatnio zaczynam mieć coraz większą frajdę, że komuś zadaję przyjemność.

– Spadło mi libido, nie myślę tyle o seksie i mogę zająć się czymś przyjemniejszym.

– A co on mi zrobi?

– Dużo rzeczy, najchętniej to, na co nie masz ochoty.

– Niech pomyślę, na co ja mógłbym nie mieć ochoty…

– Typowa alergia: kręci mnie, kręci i płaczę.

– Z czymś mi się to kojarzy.

– Nie zabija się pająka.

– Ja nie zabijam.

– To zła wróżba.

– Bywają różne wróżby. Jak we francuskim powiedzeniu o spotykaniu pająka: matin – chagrin, midi – plaisir, soir – espoir: rano pająk wróży smutek, w południe – przyjemność, a wieczorem – nadzieję.

– Tak czy siak przegrywasz.

– Z głupimi to nie ma sensu.

– Że się zakochują?

– Nie, że z im się podobało, ale płakali, i nie mogą tego w sobie pogodzić.

– Nie są wstanie zdekonstruować przyjemności?

– Prędzej rusztowanie na budowie. A i to pewnie nie.

– Oho, czuję, że będę miał dziś z nim fantazje seksualne.

– Dobrze ci tak!

Mrówkodzik: A ty miałeś z nim przyjemność?

Żubr: Miałem z nim częściową przyjemność. No bo wiesz, jak to jest grupowo. Z każdym ma się tylko częściową przyjemność. 

Sprawdzałem w słowniku niemiecko-polskim online, czy słowo Genuß jest rodzaju męskiego czy nijakiego. Słownik nie poinformował mnie wprawdzie o rodzaju tego słowa, za to podał ładną wiązankę jego definicji:

Genuß – zażycie, spożycie; uciecha, przyjemność, rozkosz; korzystanie

————————————————

UZUPEŁNIENIE: Z innego słownika dowiedziałem się, że po niemiecku „zażycie, spożycie; uciecha, przyjemność, rozkosz; korzystanie jest rodzaju męskiego. Hehe.

Bo podobno Murzyni mają nieprzyjemny zapach.

Myślę, że Murzyni pachną raz lepiej, raz gorzej, zresztą tak jak ludzie.