Archives for posts with tag: pulmonologia

– Dawno temu, jak byłem we Francji, kupiłem sobie magdalenkę. Wiesz, żeby się poczuć jak Proust.

– I co?

– I nic. A nawet gorzej. To niebezpieczne jeść magdalenkę z herbatą.

– Tak! Te drobinki!

– Już widzę, jak się tym krztuszę.

– Ja też! Może to tak naprawdę na to chorował Proust, a nie na astmę.

– Byłoby to jakieś wyjaśnienie dla niedotlenionego tempa jego prozy.

 

– To na zdjęciu to Gentiana?

– To chyba jest goryczka Kocha.

–  … Lubi, szanuje, nie chce nie, dba…

– Prątkuje?

– To nawet lepiej! Wysoka temperatura sprawa, że kocha jeszcze bardziej!

 

 

– Rany, czy ten kotożerca naprzeciwko musi się tak dusić? Wrócimy z tej wycieczki z zapaleniem płuc.

– Przynajmniej nie będzie lekooporne, bo w dziurze, z której pochodzi, nie znają pewnie antybiotyków.

– Swoją drogą, to czy on ci nie wygląda trochę na prawą stronę? MW? ONR? NOP?

– Chyba POChP.

– No to co robimy? [kaszle]

– Nawet chciało mi się gdzieś wyjść, a teraz już nie wiem; co za dzień.

– Pytasz mnie? [kaszle] Mi się średnio chce, ale jeśli tobie tak, to mogę się dostosować.

– Możemy połączyć średnio przyjemne z dość pożytecznym.

– Nie będzie mi wolno mówić, żebym nie kaszlał, tak…?

– Nie. Miałem na myśli pójść do całodobowej apteki na placu Zbawiciela po thiocodin, a potem ewentualnie wstąpić na drinka.

Te wspaniałe bąbelki w tych pulsujących limfocytach

Przy pomocy specjalnej kamery mikroskopowej zobaczymy, jakie straszne spustoszenie w organizmie żywym wywołuje dymek z papierosa. Komentarz naukowy: profesor Elektrokapuściocha.

 Nikotyna zżera nowiutkie cytotchawki monopłucne Kirchmeyera.

Płynąc, zżera w transie jadopogazowym nowiuteńką ściankę milocytu Westing-Hosa.

Zaalarmowane hemocytoblasty usiłują odpędzić agresora, wydalając czerwony odczyn pelikulozy górskiej.

Na próżno. Polimaź nikotynorakoliptobełku mortwicuje nowiusieńkie fotocytonity płucne.

To straszne. Stara samica pogazowa atakuje. Fitomikrodendryty pulsują agonalnie. Ajajaj.

Znowu samica. Cytoostatnie biopodrygi. Granulat leptospiru, żałosna resztka dawnej prestoplastki.

Biedny organizm. Migotki-bulgotki monogenetyczne, neutralni obserwatorzy dramatu, również padają ofiarą papierochów złośliwych.

Nie pomoże nawet reakcja biospulpatyczna z ciałkiem Jacksona włącznie.

A oto ciałko Jacksona. Nawet pęcherzyki cytoplazmoidalne także poliptoparują.

Następuje obrzydliwy wycisk chloronitrodendoka z owłośni biopulptonu – to ostatnie stadium degrenegreflinu.

Drży ze strachu biedaczyna limfoblast doktora Poziomki. Widok z oddali. Niewinny leukomocznik poprawczaka zamienia się w zwyrodniałą formę taranu nikotynowego i wali jak szalony. No tak. Taranuje.

Nikotyniawki złośliwie atakują osmocznię marmonitu.

Na zewnątrz: ciężar, gniecenie, tępy ból, drgawki, wymioty, biegunka. Oszalała fizjologiczna papka; wynaturzenie wora omoczniowego.

Coraz mniej zdrowych pretlenowców. A poprawczaki tytoniują metodycznie z pruską dokładnością, żuwaczkują i bąbelkują.

Wisteria monocytogenna w rozpaczy. Spustoszenie w środku nowiutkiej, mało używanej mózgogrdyczki Marmoniego.

Przepalone płucniaki. Przepalony opłucniak. Przepalona płucniawka. Przepalony płucak. Przepalone najpiękniejsze lata młodego życia.

[film autorstwa niezrównanego Juliana Antonisza]

[transkrypcja ze słuchu dokonana przez mrówkodzika; transkryptor czeka na poprawki i sugestie, bo 1) jest przygłuchy, 2) materia jest nielekka audytywnie]