Archives for posts with tag: queer

– A czym tak ładnie pachniesz?

Eau de mrówkodzik, czyli Patchouli 24, Le Labo.

– A nie znam. Co to za zapach?

– A taki, ma nuty dymu, brzozy, skóry…

– Czyjej skóry?

– Skóry skórzanej, w sensie: cuir.

– Queer? A, to już wiadomo, czyja to skóra!

– Nie wiem, co to wszystko ma oznaczać. To połączenie muzyki, wystroju, nie rozumiem.

– Są takie dwa kilkuliterowe słowa, które mogą podsunąć ci interpretację.

– Chuj i dupa?

– Queer i camp.

– Moim zdaniem najlepiej w ogóle im na tę krytykę nie odpowiadać, bo wchodząc z nimi w dialog, pokażecie, że ich zdanie i metoda w ogóle się liczą.

– Dokładnie to samo dzisiaj powiedziałem.

– No właśnie. Było tak z jakimś uznanym filozofem, który wszedł w polemikę z innym młodym, Fichte nie Fichte, nie pamiętam, i w rezultacie…

– O rany, popatrz, ja cały czas stoję z otwartym rozporkiem!

– Gdybym wiedział, tobym nie pierdolił o żadnym Fichtem.

[dwa ładne sympotica doniesione przez M.M.]

 

– Byłeś na meczu ?

– Na pewno nie. A o jaki mecz chodzi ?

– Też nie wiem.

– Jak to?

– Bo widziałem jakiegoś kibica na mieście.

*

– Ale nasze życie jest płytkie.

– Moje jest bardzo głębokie. Sięga aż do dna.

– Taaa, bo nie masz migdałków.

Stoję na przystanku z Vrublinim, który wachluje się tęczowym wachlarzem. Patrzę z lekką (heteronormatywnie opresyjną) naganą. Przechodzi kobieta.

– Popatrz, ta pani też ma wachlarz i się wachluje.

– Ale ona ma cipkę.

– Cipką się przecież nie powachluję!

– W domu siedzi, z Grażyną.

– Jaką Grażyną?

– Oj, z Grażyną.

– Nie kojarzę. Jak ma na imię ta Grażyna?

– No, Krystyna!

– Ach, bo ja jestem diamentem i tylko trzeba mnie dojrzeć wśród szkiełek.

– Jako ten diament zabłyśniesz !

– Och, tak! Cullinan II!

– No, o, miałem to właśnie na myśli.

– Chociaż ja siebie raczej widziałem zawsze w rubinach lub szmaragdach…

– No czasami nie widzimy się we właściwym świetle.

Mrówkodzik: Rozmawialiśmy potem o tym trochę i doszliśmy do wniosku, że to się mieści w stylistyce operowej. W teatrze raczej nie krzyczy się brawo; W operze – tak. W teatrze się nie buczy; w operze – prędzej.

Agathé: Już rozumiem. To pewnie dlatego opera jest tak popularna wśród pedalstwa i wszelkiego autoramentu drama queens… a może na operach się buczy, bo chodzi tam pedalstwo?

 

– Kamieniczki stoją na biurku i kurzą się niemożliwie. Ulica stoi w szafie. Ludziki leżą w pudełku.

[Agathé o wykonanej przez siebie z lego Paradzie równości, której obejrzenie gorąco polecam]