Archives for posts with tag: Rabbio

– A wiesz, skąd pochodzi nazwa Poczdamu?

– Nie wiem. Skąd?

– Chodzi o poselstwo dam do Fryderyka II, czyli poczet dam. Stąd Poczdam.

– Naprawdę?

– Nie.

– Ej, popatrz. Fajne ma włosy pod pachami.

– Ta ma fajną dupę. Bo to, co mógłbyś wziąć za cycki, to dupa. Cycki są po bokach.

– Gdzie?

– No, tu.

– A, to te, co wyglądają jak oczy…

– Skoro dziś jest Dzień Jedności Niemiec, to może by się wreszcie zjednoczyć z jakimś atrakcyjnym Niemcem…?

– Hm… Zjednoczenie to jest jak jeden Niemiec z drugim. Jak Niemiec z Polakiem, to jest pojednanie.

– Mówią o niej, że nimfomanka.

– To pojęcie względne. O ilu zaczyna się nimfomanka?

– Od kilku?

– W tygodniu…?

– Nie, w ciągu koncertu. Dla dzieci.

 

– Co to? „Mówię tak” – Kozi Drak?

– To nie ta piosenka…

– Aaa! To jest „Szklanka wody na pustyni, gdy przestaniesz brać”!

 

 

– Ja kiedyś dostałam gratis w aptece* gigantyczne majciochy z poliestru. Przynajmniej damskie były.

– Może one były jakies specjalne, że ortopedyczne albo przeciwzakrzepowe, czy przeciwjakieśtam, tylko ty ich nie doceniłaś?

– Chyba antykoncepcyjne były. Taki poliestrowy pas cnoty.

– Niesamowicie uprzejmy ten kelner!

– Tak. A słyszałeś akcent?

– Coś jakby… Z Ukrainy?

– Tak. Kolejny miły Ukrainiec.

– Ech. Niedługo wszyscy najmilsi Polacy będą z Ukrainy.

– Ty, może nie wyrzucać tego pudełka po spieniaczu…

– A co z nim zrobisz?

– Nooo… Postawię na podłodze w rogu.

– Obok nieczynnej maszyny do szycia?

 – Tak! Koło pudełka po czajniku… Będzie taki kącik kawowy!

 

– Ojej, co to za dźwięk? Wprowadzili w pociągach komunikaty po hebrajsku?

– Nie, to tylko rzęzi zepsuty głośnik…

– O, zobacz, obok dużych flamingów są małe! Takie jeszcze niewybarwione.

– Taaa, niewybarwione. Małe, czarne, z krótkimi nogami i małym szpiczastym dziobem. Na dodatek innego gatunku.

– Czekam na ogłoszenie, że szukają nowego Viollet-le-Duca. Będę aplikował – mam fajne pomysły! Zobaczycie będzie jeszcze ciekawiej i oryginalniej!

–  Szkoda, że nie mogą zatrudnić Corbusiera. Zaprojektowałby im betonowy klocek pod wezwaniem św. Modulora na słupach z płaskim dachem, który by przeciekał, a ludzie powyżej 183 cm wzrostu nie mieściliby się w środku. Taka maszyna do modlenia.

 

– Partytura Billy’ego Budda jest jakaś taka dziurawa. Jak firanka i to jeszcze pogryziona przez mole.

– Ale to firanka od oficjalnego dostawcy jej królewskiej mości nader miłościwie mu panującej Elżbiety „Hajlowałam za młodu” II.

– Więc może to pozostałe corgi mu pogryzły nuty?

– A wiesz, że on to dziergał przez półtora roku?

– Z czego pewnie rok zajęło mu przebrnięcie przez opowiadanie Melville’a…

– Byłem kiedyś na sztuce po portugalsku.

– Dlaczego?!

– Bo znajomy Portugalczyk mnie zabrał.

– A wiedział, że nie mówisz po portugalsku?

– Wiedział.

– Najwyraźniej chciał ci przez to powiedzieć, że nie na rozmowach z tobą mu zależy…

– Ta pani jest klimatologiem, analizuje te, ekstrema pogodowe. Fale upałów, polewy, susze…

– Polewy? Znaczy się: ulewy czy powodzie?

– Jak poleje, to powódź.

– A jak się powodzi, to polej!

 

– Ty pamiętałeś że pierwsza żona Bacha też była z domu Bach?

– Kompletnie mi wyleciało.

– Byli małżeństwem przez trzynaście lat. Urodziła mu siedmioro dzieci.

– Jezusmaria!

– E tam jezusmaria. Wychodzi jedno na dwa lata. A mogło przecież być dwa na rok!

– A ty wiesz, że moja babcia, to była trochę taka szamanka.

– Jak to?!

– No, na przykład jak kogoś ugryzła żmija, to ona go ratowała.

– Serio? Skąd to umiała? Wysysała jad? Przykładała zioła?

– Gdzie tam. Zaciskała pasek na nodze i wzywała pogotowie.

– W wikipedii czytam, iż Herbert Zbigniew „słynął z formalnego perfekcjonizmu, czego dowodem, że każdy wiersz i każda proza poetycka ma po kilka lub kilkanaście wersji”.

– Że co?  Co to za bzdurna logika?

– I jaki perfekcjonizm formalny? Treściowy, jeśli już, ale formalny?

– Co to, wdowa Herbertowa pisała…? Po pijaku…? Nogą…?!

 

 

 

– Co się tak szczerzysz?

– Bo popatrz, jaki uroczy. Ma włosy jak szczoteczka!

– Szczoteczka do czego?

– Do zębów przecież, dlatego się szczerzę!

– Proszę nie zdejmować butów, nie trzeba!

– Lepiej zdejmę, bo jest naprawdę straszne błoto na dworze.

– No dobrze. A czego się pan napije? Kawy? Herbaty?

– Herbatę poproszę.

– W filiżance czy może być w kubku?

– Może być w kubku, i tak już zdjąłem buty.

– Fajnie, że dali jej tę galę do poprowadzenia.

– Fajnie. Przecież Torbicka nie może być wszędzie!

– Chociaż chciałaby i się stara.

– Kwestia organizacji. Może w niektórych miastach sylwester odbywał się w połowie stycznia, bo dopiero wtedy Grażyna Torbicka miała wolny termin?