Archives for posts with tag: Rabbio

– Ja chcę kolorowankę!

– Skąd ja ci wezmę kolorowankę?

– Stewardessa dała tamtej dziewczynce.

– No, bo kolorowanki są dla dzieci.

– Ale ja chcę!

– Nie mędź. Masz, pobaw się torebką na rzygi.

 

– To miło, że oddał nam swój bilet na pociąg.

– Tak, odwdzięczymy się i podarujemy mu tę książkę jak wyjdzie. Powinna mu się podobać, taka historia gospodarcza świata.

– Na pewno! On kiedyś mi pożyczył świetną książkę o historii bankowości.

– Dawno?

– Dawno, z 10 lat temu, i nie wiem nawet, czy mu oddałem…

– O, to jak znajdziesz, to też będzie mu można dać w prezencie!

 

– A ci co tak tamują przejście?

– Z dzieciami są, to im wolno.

– Ale co oni z nim robią tyle czasu?!

– Może liczą bachory.

– Ale oni ich mają dwoje!

– No, ale potrafią liczyć tylko do jednego. Wyróżniają dwie opcje: jezd albo ni mo.

– Pierwszy polski komputer binarny zasilany energio z kartofla.

– Drugi akt „Damy kameliowej” za nami, teraz przerwa i jeszcze jeden. Pierwszy był trochę nudny, ale drugi bardzo fajny. Mam nadzieję, że w trzecim akcie będą umierać w podskokach.

– W książce pojawia się sformułowanie desiderio dell’immortalità. Zastanawiałem się, jak to przetłumaczyć.

– „Pragnienie nieśmiertelności”.

– Jasne, ale mamy tu zbieg „nie–nie–nie”. Brzmi mało przekonująco.

– To „marzenie o nieśmiertelności”?

– Lepiej, ale tu z kolei jest „nie–o–nie”. Zupełnie jakby te współbrzmienia chciały nam coś powiedzieć o meritum sprawy…

 

– Słucham?

– Nic, przepraszam, mówiłem do siebie.

– A co takiego?

Cecità morale.

– Kto to? Jakaś tancerka w stylu Carmen Mirandy?

Cecità morale to ślepota moralna. Ale byłeś blisko.

 

 

– Czy ty właśnie strzeliłeś obcasami i zahajlowałeś?

– Tak.

– Ale czemu, do licha?!

– Kiedy widzę ludzi w uniformach bardzo głośno mówiących po niemiecku, to nie mogę się powstrzymać…

 

– Brrrr, widziałeś jakie ten wyłysiały dziad przed nami ma włosy w nosie? Jak tak można?!

– Może hoduje na przeszczep…

– Ja nie pamiętam swojego pierwszego razu. Zatarł mi się.

– Było nie żałować żelu!

– Głodny jestem. Opowiedz mi przynajmniej, co jadłeś w owym prawie prestiżowym lokalu.

– Hummus z grillowanymi warzywami i zupę z dyni.

– Obosz, od tego chodzenia na marsze aborcyjne zostałeś ekofemoweganką! A dostałeś do tego zen gotowany na parze i blanszowane chi?

– Przestań, mają tam też w karcie schabowego z ziemniakami.

– Chyba po to, żeby wiedzieć, że jak ktoś go zamówi, to trzeba go wyprosić.

 

 

– Chyba mam zapalenie wsierdzia.

– Co ty tam znowu bajdurzysz?

– No, bo mam taką małą kropeczkę krwi pod paznokciem, a to może być objaw bakteryjnego zapalenia wsierdzia. Jak u Mahlera.

– Hm, skoro tak, to pisz jak najszybciej „IX symfonię”, z pominięciem ośmiu poprzednich.

– Aaa, ktoś tu chce zostać po mojej śmierci lejdi-wdową.

– No raczej! Nawet zmienię imię na Camilla.

– Wiesz, Lady Camilla to się kiepsko kojarzy w sferach arystokratycznych.

– Niby czemu? Lady Camilla Panufnik jest prawdziwą personą!

– Rzecz w tym, że z Camillą zdradzał swoją świętą żonę brytyjski następca tronu. A król Szwecji wywołał skandal romansem z podobną do seks-lalki piosenkarką zwaną La Camilla. To prawie jak Lady Camilla.

– No to co! Zostanę Camillą, a książęta będą mi dawać swoje klejnoty.

– W to nie wątpię. To może od razu zmień sobie imię na Pippa? Brzmi wymownie. Poza tym po łacinie to jest jakieś ropuszysko.

– I do fajki pasuje jak ulał!

– Powiedz ty mi, jakiej płci jest ta młoda osoba przy sąsiednim stoliku?

– Nie mam pojęcia.

– Oni chyba mówią po szwedzku.

– Aaa, o znaczy, że ta osoba nie ma płci i nie będzie miała, dopóki nie stanie się pełnoletnia i nie zdecyduje.

– Stój, czerwone.

– Ile jeszcze będzie czerwone?

– Skąd mam wiedzieć. Spieszy ci się?

– Idziemy, piesi zadecydowali, że będzie zielone. To się nazywa demokracja.

– Nie, to się nazywa bydło. Ale skoro do niego dołączyliśmy, to niech będzie, że demokracja.

– Wiedziałeś, że gmach ABW jest na Rakowieckiej?

– Co za wymowna lokalizacja. Z Aleją Szucha też nie gorzej. Ministerstwo Edukacji w dawnym gmachu Gestapo. To może jeszcze założymy więzienie w Oświęcimiu?

– Nie można założyć.

– Też tak uważam!

– Nie można, bo tam już jest więzienie.

 

– Oto katedra w Orvieto.

– Gotyk? Ten styl, co go nie było we Włoszech?

– Był, był, tyle że na północy i trochę w centrum.

– To gdzie to Orvieto?

– Orvieto jest w Umbrii.

– A nie w Skumbrii?

– Nie! Skumbria jest w tomacie.

– Słyszałeś, że Le Baroque zmieniło nazwę?

– Nie! Co one tam znowu wymyśliły?

– Teraz nazywają się Bearzone Le Baroque.

– Ciekawe czemu…

– Może po to, żeby klienci z arteriosklerozą skojarzyli, że to miejsce dla nich.

– Aha, żeby przypadkiem nie poszły to tego… Jak to się nazywało…?

– Wiem, to takie dla nastolatków… No…

– Przylansowanych w cekinach tańczących na stole twinków… Mam to na końcu języka…

– Ja też… Glamour Party Boy Love?

– Boys Boudoir!

– A, no toć właśnie mówię.

 

– No i co zjadłeś?

– Nic nie zjadłem.

– No, przyznaj się, co zjadłeś.

– Mówię, że nic nie jadłem.

– Jak to nic nie jadłeś?! To zjedz coś!

 

 

– A to jest sala imienia Carla Marii Webera.

– Nie żadna sala, tylko zwykła jadłodajnia dla Niemców, niemogących wytrzymać dwugodzinnego koncertu bez jedzenia.

– Ciekawe, czy Weber przypuszczał, że uczczą jego pamięć, nazywając jego imieniem stołówkę…

 

 

 

– Wiesz, że hotele mają czasem specjalny cennik na czyszczenie pościeli z kału?

– No co ty! To spytajmy, ile u nas kosztuje czyszczenie po durchlagu.

– Po czym?

– Powiemy, że miałem w pokoju durchlag i trzeba wyczyścić.

 

 

– Dziwny ten pan. Wygląda na bezdomnego. Ale co by robił na wyprzedaży plakatów…?

– Bezdomni mają tu takie zasiłki, że przychodzą na wyprzedaż plakatów do antykwariatu po pięć euro za sztukę, żeby wyłożyć sobie nimi karton.