Archives for posts with tag: Rabbio

– Oto katedra w Orvieto.

– Gotyk? Ten styl, co go nie było we Włoszech?

– Był, był, tyle że na północy i trochę w centrum.

– To gdzie to Orvieto?

– Orvieto jest w Umbrii.

– A nie w Skumbrii?

– Nie! Skumbria jest w tomacie.

– Słyszałeś, że Le Baroque zmieniło nazwę?

– Nie! Co one tam znowu wymyśliły?

– Teraz nazywają się Bearzone Le Baroque.

– Ciekawe czemu…

– Może po to, żeby klienci z arteriosklerozą skojarzyli, że to miejsce dla nich.

– Aha, żeby przypadkiem nie poszły to tego… Jak to się nazywało…?

– Wiem, to takie dla nastolatków… No…

– Przylansowanych w cekinach tańczących na stole twinków… Mam to na końcu języka…

– Ja też… Glamour Party Boy Love?

– Boys Boudoir!

– A, no toć właśnie mówię.

 

– No i co zjadłeś?

– Nic nie zjadłem.

– No, przyznaj się, co zjadłeś.

– Mówię, że nic nie jadłem.

– Jak to nic nie jadłeś?! To zjedz coś!

 

 

– A to jest sala imienia Carla Marii Webera.

– Nie żadna sala, tylko zwykła jadłodajnia dla Niemców, niemogących wytrzymać dwugodzinnego koncertu bez jedzenia.

– Ciekawe, czy Weber przypuszczał, że uczczą jego pamięć, nazywając jego imieniem stołówkę…

 

 

 

– Wiesz, że hotele mają czasem specjalny cennik na czyszczenie pościeli z kału?

– No co ty! To spytajmy, ile u nas kosztuje czyszczenie po durchlagu.

– Po czym?

– Powiemy, że miałem w pokoju durchlag i trzeba wyczyścić.

 

 

– Dziwny ten pan. Wygląda na bezdomnego. Ale co by robił na wyprzedaży plakatów…?

– Bezdomni mają tu takie zasiłki, że przychodzą na wyprzedaż plakatów do antykwariatu po pięć euro za sztukę, żeby wyłożyć sobie nimi karton.

 

 

– A co to za drzewko?

– Wierzba przecież płacząca.

– A czemu ona płacze na żółto?

– Bo ma zapalenie spojówek. A gdyby na zielono, toby cię nie zdziwiło?

– Bo to taki naturalny kolor.

– Dla łez?!

– Dla drzewka.

 

– To „n. Ch.” to jest „po Chrystusie”? W sensie: „nacht Christo”?

– „Nach”, chociaż w sumie z tym „Nacht” to się wiele nie pomyliłeś.

 

– Jest adwent. Może wreszcie powinniśmy wreszcie odwiedzić stajenkę?

– Masz na myśli Scheune?

– No, na Boże Narodzenie pewnie tam wystawiają szopkę.

– Tam wystawiają codziennie. I nie tylko ją…

 

 

– To byłby niezły klub może, gdyby nie jego menadżer. Menadżerka. Menadżer.

– A kto nim jest?

– Jak to kto, największa gwiazda warszawskiej socjologii, samozwańcza miss NGOsów, obnosząca się ze swoją słabością do bardzo młodych chłopców.

– Aaa, wieczny twink!

– Obecnie raczej śwink*.

– Faktycznie, teraz w tych swoich makijażach i peruce wygląda jak pani Teresa, która krzyczy „Mielone raz!”

—————————————————

* Śwink – zob. słowniczek mrówkodzika.

– Czego tam nakupowałeś?

– Pasty, meridol, te wybielające, w promocji były, to wziąłem dwie.

– Weź ty, lepiej zacznij rejestrować rzeczy, które kupujesz.

– Jak to?

– Bo tydzień temu też były w promocji i wziąłeś trzy. Teraz mamy pięć. Szósta otwarta.

– Oj przestań. Zużyje się. Przecież myjemy zęby codziennie… Nawet czasem dwa razy…

– No, to ja wracam do redakcji, a ty idź się połóż.

– Nie, nie, nie. Nie „idź się połóż”, tylko będę przygotowywał prelekcję na jutro.

– I co, może będziesz to robić na stojąco?

– No nie.

– No nie, bo się położysz, prawda?

– Aaa, no jasne, że się położę, ale nie po to, żeby leżeć!

– To co, może pójdziemy na jakieś tańce, hulanki, swawole?

– Nieee, wolę posiedzieć w domu, poleżeć, poczytać…

– Wiesz co, nie muszę z tobą chyba być przez następnych 30 lat.

– Jak to! Czemu?

– Bo już wiem, jak to jest się z tobą zestarzeć.

 

 

 

– On łyknie te bzdury? A co, jak mnie zapyta, o co w tym chodzi?

– Powiedz mu, że w tekście następuje metatekstualizacja, podmiot przenicowuje się  w przedmiot, a na czoło wysuwa się paradygmat autoteliczny. A autor metaforycznie umarł, więc tekst jest własnością interpretatora, czyli na pytającym spoczywa ciężar obliczenia pierwiastka z minus jednego.

– I on to wtedy zrozumie?

– Nie zrozumie, ale słyszał wszystkie te frazesy odmienione tysiąc razy, więc poczuje się znajomo i to uśpi jego czujność.

 

 

– Niedługo środowiska radykalnie równościowe dopną swego i nie będzie wolno powiedzieć, że jest się gejem. Bo jakim prawem odrzuca się kobiety?

– Nie będzie też wolno powiedzieć, że się jest heterykiem. Bo jakim prawem redukuje się je do obiektów seksualnych?

– I siebie samego też!

– Męska masturbacja najstraszliwszym gwałtem na kobietach!

 

 

– Tu kokoszka dziobała.

– Co?

– No, daj rączkę.

– Proszę.

– O, masz.

– Co ty mi dałeś? Paprocha?

– Kury przecież żro piach. Taki paproch to dla nich jak eklerka!

 

 

– Nam też się zdarzało przeczytać pointę z ostatniego zdania w leadzie artykułu…
– Orgazmy są super, ale seks nie może składać się z samych orgazmów, tak jak opera nie może składać się z samych arii, a aria z samych kulminacji.
– Zamiast „między ustami a brzegiem pucharu” robi się permanentnie umoczona morda, która już niczego nie czuje.

– Nalej mi jeszcze!

– A znasz słowo na p…?

– Na p…?

– Prrr….

– Jak do konia?

– Duponia. Słowo na pro…?

– Wiem! Prosiaczko! Nalej mi prosiaczko!

 

 

– Nie dość, że te meble mają obleśną nazwę, to jeszcze ta pseudoelegancka reklama. A w niej tandetna dżezowa wersja „Arii na strunie G” w aranżacji na fortepian i kontrabas.

– To nie jest to.

– To co?

– A nie „Concierto de Aranjuez”?

– Prawie. To druga część z „Koncertu klawesynowego f-moll” Bacha. Ale byłeś blisko.

– Cecilia Bartoli to nie tylko mistrzyni fotoszopa. To jest koloratura!

– I to dramatyczna.

– Masz na myśli klasyfikację barokową?

– Nie, chodzi nie o to,  że robi takie miny.