Archives for posts with tag: radość

 – Zauważyłem, że po rosyjsku „nieśmiałość” (робость) i „radość” (радость) różnią się bardzo nieznacznie. Tylko zaokrągleniem warg. Dwukrotnym. A właściwie jednym dłuższym, wspólnym.

Помнишь сердец стук,
И смелость глаз,
И робость рук?

И всё сбылось, и не сбылось,
Венком сомнений и надежд
Переплелось

– Drugi akt „Damy kameliowej” za nami, teraz przerwa i jeszcze jeden. Pierwszy był trochę nudny, ale drugi bardzo fajny. Mam nadzieję, że w trzecim akcie będą umierać w podskokach.

– Wiesz, że – IT’S OFFICIAL! – jesteśmy starymi dziadami? Od pół godziny gadamy o chorobach!

– Przynajmniej nie jesteśmy pradziadami, bo przedtem przez pół godziny gadaliśmy o perwersyjnym seksie, i to takim, który faktycznie uprawiamy…

 

 

 

– Przechwalała się, że założyła na siebie to, co dekadę temu, bo wciąż mieści się w ten sam ciuch.

– No, to gratuluję trzymania formy! I współczuję braku kasy na nowe ubranie.

– I co, radość?

– Dość.

– Widziałeś, że Boni napisał coś podróżniczego w internecie, i wspominał o Obrazach Londynu Karpińskiego?

– No co ty! Boni w Londynie! A to tam są jakieś krzaki?

– Zważywszy tę ich tradycję parków publicznych, to pewnie tak.

– No nie wiem. Myślałem, że tylko trawka i drzewa…

– W każdym razie na pewno jest tam jakiś polski dresiarz, który się ucieszył na jego widok!

– Starość nie radość.

– Śmierć nie wesele.

– Chyba że z tobą.

– Słyszałeś, co powiedział rzecznik Hosera? Że homoseksualizm skutecznie da się leczyć metodami stosowanymi w leczeniu traumy.

– No, to jasne. W leczeniu traumy, między innymi zespołu stresu pourazowego, stosuje się w paru krajach eksperymentalnie metylenodioksymetamfetaminę, szerzej znaną jako ecstasy. Myślę, że wielu gejów wdrożyło już tę terapię.

– I w takich sytuacjach ukrywam smutek, co mi czasami średnio wychodzi. Radość łatwiej ukryć niż smutek, bo radość daje siłę, a smutek ją odbiera.

– Tra la, la, la!

– Co ty taki wesoły jesteś?

– Ja bardzo lubię swoje urodziny.

– Wiesz co, ja też je lubię, jesteś wtedy dla mnie taki miły.

– Ha, bo ja jestem miły dla siebie!

W tym roku 25 sierpnia wypadł dla mnie 26-go. Poszliśmy późnym wieczorem na koncert Nelsona Freire, którego przybycie na występ niemal do ostatniej chwili nie było pewne z powodu poważnych kłopotów pianisty ze zdrowiem. Po Brahmsie, Prokofiewie i Chopinie zagrał na bis chorał z kantaty 147 w transkrypcji Myry Hess.

Wpisując „Freire bleibet” do wyszukiwarki, nie liczyłem za bardzo na to, że znajdę to wykonanie. Ale się udało.

– Ja myślałem, że padnę, jak ostatnio byliśmy na Rigoletcie. Rigoletto wynosi worek, rzekomo z trupem rywala, zawierający jednak jego umierającą córkę, czyli Kurzak, i cieszy się nad nim, nieświadomy, śpiewając: „Oh, gioia!„. Publiczność siedzi napięta i wzruszona tym tragicznym finałem, a my obaj dusimy się ze śmiechu.

 – Z radością poznam cię bliżej.

– Ale ja przy bliższym poznaniu tracę.

– Złudzenia?

– Męska rzecz, a cieszy.

[znajoma o swoim mężu, który co tydzień oddaje się drobnym naprawom samochodu]

 – Nie pokażę ci chłopaka, który chce się ze mną spotkać.

– Pokaż.

– Nie.

– No pokaż.

– Ale ja nie wiem, czy ja się z nim spotkam.

– Pokaż.

*

– Ale on ma trzynaście lat!

– Osiemnaście…

– Ale wygląda na trzynaście lat!

– Mam kryzys wieku średniego! Mam kryzys! Wieku średniego!

*

– On pisze dobrą polszczyzną. Ma maturę. Albo będzie miał.

– Niech najpierw skończy gimnazjum.

– Spierdalaj.

– Nie zapomnij mu potem podciąć żył i wypić tej życiodajnej krwi.


 

– Co będziesz świętować?

– Pierwsze wystąpienie na Pudelku.

– To powód do radości?

– To powód do imprezy!