Archives for posts with tag: rak

– Hej! I jak tam rozmowa kwalifikacyjna?

– Całkiem spoko. Może zostanę korposzczurem na kilka miesięcy. To jak wygrać z rakiem.

 

 

– No przyznaj, nieźle cię wymęczyła przez te lata.

– Dobrze chociaż, że nie jest już chociaż moją szefową.

– Ale czy tobie potrzebna ta praca?

– Trochę potrzebna, mam tam jeszcze parę rzeczy pożytecznych do domknięcia.

– No rozumiem.

– Ale ostatnio zadzwoniła i z obłędem w głosie mówi, że musimy się spotkać, bo ona coś bardzo ważnego musi mi powiedzieć.

– Może chce ci powiedzieć, że chce cię zwolnić!

– Może.

– To powinieneś jej postawić szampana i ostrygi!

– Nie wiem, może chce mi powiedzieć, że ma raka.

– Oj?

– Raka nadziei!

 

 

– Zagrajmy w karteczki na czole.

– O nie! Nie gram w to. Ostatnio jak graliśmy i miałem do odgadnięcia Jarocką, to ona zaraz potem umarła.

– Ona już długo umierała, bo miała raka.

– Myśmy też długo grali…

 – Pobolewa mnie lewe jądro. Ale to chyba nie rak, bo rak nie boli.

– Ale to żaden problem, można uciąć i zrobić sobie protezę.

– Nie waż mi się tak mówić!

– No tak, to jest niefajne. Ale to nie jest najgorsze, co może cię spotkać.

– Pocieszyłeś mnie.

Sylwia Gruchała w zaawansowanej ciąży!

[pudelek.pl]

*

Po tym, kogo głoszą uzdrowiciele, można rozpoznać, czy działają z mocy Boga, czy innych sił. Bo jak mówi ks. Rafał Kowalski, szef wrocławskiego „Gościa Niedzielnego”, dla swoich celów szatan też może kogoś uzdrowić.

[ks. Rafał Kowalski]

*

Oddajcie Mu raka, oddajcie Mu strach, nieprzebaczenie, złość, przekleństwa, pozamałżeński seks, depresję, nadciśnienie, oddajcie Mu wszystko, to co złe.

[ks. J. B. Bashobora]

*

Tego dnia Maria Knapik-Sztramko była zdenerwowana. Już od kilku godzin wszystko wskazywało na to, że jej drugi koncert w Carnegie Hall w Nowym Jorku – najsłynniejszej sali koncertowej świata – będzie klapą. Jadąc metrem znalazła mały pieniążek, ale niestety odwrócony reszką do góry. To nie był dobry znak. Podniosła go, przekręciła orzełkiem do góry i włożyła w nuty. Gdy zjawiła się w Carnegie Hall i porosiła o klucz do garderoby, dostała, ale do oznaczonej literą C, nie A, jak poprzednim razem, gdy śpiewała Beethovena i odniosła sukces. To znowu nie był dobry znak. Kiedy wypakowywała torbę, okazało się, że woda mineralna, którą zawsze przy sobie nosi przewróciła się i zalała nuty. Ciężkie, sklejone zamoczone nie nadawały się do użytku. Kolejny zły znak.

[tutaj]

*

I wciąż uwielbia umierać na scenie. Mówi: „Można umrzeć, a potem wstać i zebrać znakomite oklaski”.

[Aleksandra Kurzak tutaj]

*

Radwańska na drodze do chwały. Przeskoczyła chiński mur

[tvn24]

*

…najlepiej jeździ się powoli […] wiem, jak kruchy jest człowiek […] dostanie się w machinę prokuratora […] nie wiem, jaką karę poniesie w kodeksie karnym przewidzianą, nie chciałbym, żeby poniósł jakąkolwiek karę…

[Włodzimierz Zientarski w tvn24 o wypadku podczas wyścigu w Poznaniu]

*

Pewnie do dziś byliby [Paktofonika] znani tylko wąskiej grupie fanów zespołu, gdyby nie młody scenarzysta Maciej Pisuk, który w 2008 roku wydał książkę „Paktofonika – Przewodnik Krytyki Politycznej”.

[Natalia Lesz]

– Ty, jak się nazywał sklep tej twojej znajomej? „Wiatraki na niebie”? „Jaskinia przemocy”?

– „Las rąk”!

Wiewiór robi poranny przegląd internetu. Zagajam:

– Co tam w wielkim świecie?

– Raki.

– O, ale że ktoś ma raka, czy takie zwierzątka?

– Ktoś ma raka…

– Ooo…

– …Takie zwierzątko.

[Dwa fragmenty z powieści Johna Lanchestera Capital (Faber and Faber, 2012). Ogólnie nie wiem, co sądzić o tej książce. To znaczy, że naprawdę nie wiem. ]

‘I’ve got cancer,’ Petunia had said, with a sensation that she had bumped into something. People talked about the floor opening up beneath you, or the ground falling from beneath your feet, and things like that, but it wasn’t how Petunia felt; she felt as if she had walked into something invisible. Something which had always been there but which she hadn’t been able, and still wasn’t able, to see.

‘Not strictly,’ the doctor said. […] ‘Brain tumour is not a form of cancer. But you do have a tumour and I am sorry to say there is evidence that it is growing.’

Evidence – a heavy word.

*

The punchline was that she was now dying. Petunia’s story was an example of life’s capacity to go on being one thing, to be it more that it was possible to imagine, and then to be more of the same, only more intensely so. It was unbearable. And like so many unbearable things, it had to be borne. 

Koleś o wyglądzie i sposobie bycia dresa. Koło trzydziestki. ADHD albo kokaina, amfetamina, na pierwszy rzut oka. Twarz trochę wyrokowca, kiedyś mógł być ładny. Nie znam go. Podchodzi, staje nieco za blisko mnie, i mówi niemal jednym ciągiem:

– Popatrz na tamtego, fajny ten koleś, ten czarny, zajebisty. Myślałem, że może z nim, ale… Moja żona miała raka. Przyszła do mnie do szpitala. Bo wypadłem z czwartego piętra. A na sali leżał ze mną taki jeden i do niej mówi, ją pociesza: nie martw się, ja wypadłem z siódmego… Muszę iść. Zostawiłem bluzę z turkusowym obszyciem.