– A u ciebie? Idziesz na paradę?

– Nie wybieram się na paradę.

– A co, nie lubisz gejów?

– Lubię. Ale wiesz, parada w Warszawie to nie wspólna zabawa, tylko manifestacja orientacji, a to chyba o to nie chodzi.

– Owszem, właśnie o to chodzi. We wszystkich paradach, które w czerwcu upamiętniają wydarzenia w Stonewall 1969, co do zasady o to chodzi. Zabawę masz w klubie, w sumie potencjalnie co dzień, miedzy innymi dzięki Stonewall właśnie…

– W owej paradzie powinna być ogólna zabawa nie tylko homo, ale i hetero, a u nas jest tak że idzie parada i młodzież wszechpolska, i kibole, i nie jest fajnie, a to nie jest idea takiego pochodu więc po co ryzykować. A poza tym myślę, że jestem tolerancyjnym gejem, ale bywa, że i ja przylałbym niektórym księżniczkom, więc nie dziwię się facetowi hetero. A taka parada w naszym kraju łączy się z agresja innych ludzi.

– Znakomicie, po co nam homofobiczni heterycy, skoro mamy gejów o takich poglądach jak ty. Jak, niedajboże, tobie kiedyś ktoś przyleje za pedalstwo, które skądinąd masz wypisane na czole, to ciekawe, czy wtedy coś do ciebie dotrze, czy jesteś impregnowany na jakąkolwiek refleksję.

– Nie, nie, nie, źle zrozumiałeś.

– Poczytaj sobie o Stonewall, serio, to porozmawiamy. Ja homofobów – także tych zinternalizowanych – nie mogę tolerować, bo oni nie tolerują mnie, i siebie, niejako z założenia, nawet jeśli o tym nie wiedzą, ale ich reedukacja to już nie moje zadanie.

– Każdy może być, kim chce i jaki chce, i ja tak myślę, i nie poruszajmy więcej tego tematu, bo się pokłócimy.