Archives for posts with tag: rosyjski

– Pracowałem na turnusie z dziećmi rosyjskojęzycznymi.

– A ty mówisz po rosyjsku?

– Nie. Ale to bez znaczenia, bo one w ogóle nie mówią.

– A jaki to kierunek? Zespół Retta? Autyzm?  Surdo?

– Nie, z Kazachstanu.

 

 

 

Спускалась ночная прохлада,
Природа в затишье дремала.
В аллее заглохшего сада
Я друга к себе поджидала.

Мы долго бродили по саду,
Смеялись, болтали, шутили.
И нам навевало отраду,
Когда мы друг друга любили.

Деревья от бури дрожали,
С рассветом заря занималась.
Мы холодно руки пожали
И молча навеки расстались.

– Teraz dużo czasu spędzam na fotografowaniu.

– I to klasycznymi metodami, że ci się chce… A skąd masz aparat?

– Znalazłem na strychu! Długo nie mogłem się w internecie dowiedzieć, co to za marka, bo tam było napisane po rosyjsku. I jedyne, co udało mi się odczytać, to „Psi 3D”.

 

 

– Skoro mamy gotować, to włączę muzyczki.
– Tylko nie żadną niemiecką operę ekspresjonistyczną, bo nam się sosy w rondlach zwarzą.
– Nie. Zapuszczę swoją ulubioną operę Donizettiego.
– Niech zgadnę… Sir Gian Francesco w Etiopii lub coś równie niszowego?
Annę Bolenę.
– Jak wesoło śpiewają! Czy ktoś umiera?
– Nie, to finał pierwszego aktu.
– Nikt nie umiera? Co to za opera!
– Nie teraz. Później.
– A kto?
– Zgadnij.
– A na co?
– Zgadnij!
– Na pewno była ciężko chora, na gruźlicę?
– Na zdradzicę. Fikcyjną.

– Po jakiemu oni rozmawiają?

– Po portugalsku chyba.

– Nie, chyba niemożliwe. Nic nie rozumiem. Może to arabski?

– Albo turecki.

– Bo na Rosjan nie wyglądają.

– Nie, wsłuchaj się. Mówią po włosku, po neapolitańsku.

– Obosz, biedny Wezuwiusz, słusznie się starał, ale sam, bidulek, nie dał rady.

– Ostatnio odkryłem Otella po radziecku.

– Co ty powiesz! A gdzie?

– U siebie na półce!

***

Имя твое — птица в руке,
Имя твое — льдинка на языке.
Одно-единственное движенье губ.
Имя твое — пять букв.
Мячик, пойманный на лету,
Серебряный бубенец во рту.

Камень, кинутый в тихий пруд,
Всхлипнет так, как тебя зовут.
В легком щелканье ночных копыт
Громкое имя твое гремит.
И назовет его нам в висок
Звонко щелкающий курок.

Имя твое — ах, нельзя! —
Имя твое — поцелуй в глаза,
В нежную стужу недвижных век.
Имя твое — поцелуй в снег.
Ключевой, ледяной, голубой глоток…
С именем твоим — сон глубок.

[Marina Cwietajewa]

 

Исполнение желаний

Mне звезда упала на ладошку,
Я ее спрасил – откуда ты?
Дайте мне передохнуть немножкo,
Я с такой летела высоты!

А потом добавила, сверкая,
Словно колокольчик прозвенел:
-Не смотрите, что невелика я,
Я умею делать много дел.

Стоит только вам сейчас припомнить,
Что для вас важней всево на свете,
Я могу желание исполнить,
Я все время занимаюсь этим!

Знаю я что мне необходимо,
Мне ненадо долго вспоминать.
Я хочу любить ибыть любимым,
И хочу чтоб неболела мать.

Чтоб на на нашей горестной планете
Только звезды падали с небес
Были все доверчивы как дети
И любили дождь цветы и лес.

Чтобы дружба не была обузой,
Чтобы верность в тягость не была,
Чтобы старость  не тяжолым  грузом,
Мудростю бы на серце лягла.

Чтобы у костра пропахнув дымом
Мог я ету песню напевать.
А еще хочу я быть любимым
И хочу чтоб не болела мать…

Говорил я долго и напрасно,
Долго очень долго говорил
Не ответил мне звезда погасла
Было унее немного сил.

———————————————————————

Bardzo dobre polskie tłumaczenie i znośne wykonanie można znaleźć tutaj.

Szostakowicz, Symfonia XIII Babi Jar, cz. 1.

 

Mój ulubiony fragment, pod spodem przekład filologiczny mrówk:

 

Мне кажется –

я – это Анна Франк,

прозрачная,

как веточка в апреле.

И я люблю.

И мне не надо фраз.

Мне надо,

чтоб друг в друга мы смотрели.

Как мало можно видеть,

обонять!

Нельзя нам листьев

и нельзя нам неба.

Но можно очень много –

это нежно

друг друга в темной комнате обнять.

 

Zdaje mi się, że jestem Anną Frank,

przeźroczystą jak pęd w kwietniu.

I kocham. I nie potrzebuję słów.

Musimy tylko patrzeć na siebie.

Jak mało można widzieć, nosem czuć!

Nie wolno nam mieć liści ani nieba.

Lecz można bardzo wiele mieć, to znaczy czule

Nawzajem objąć się w ciemnym pokoju.

 

[sł. J. Jewtuszenko, całość tekstu tutaj]

Ale z Polaków, którzy słusznie uwielbiają Mistrza i Małgorzatę, nikt się nie dowie, jak nazywał się faktycznie ich autor. Bo na jego wydawanych po polsku książkach i na plakatach spektaklów (a nawet w skandalicznym, pełnym osłupiającego niechlujstwa, tendencyjności, luk, przeinaczeń, fałszów i niekompetencji Słowniku pisarzy rosyjskich Wiedzy Powszechnej) widnieje tylko zmyślone nazwisko: Bułhakow. Skąd się coś takiego wzięło?

Wymyślili to nazwisko po prostu jego tłumacze: Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski. Zresztą spytałem ich kiedyś: co im strzeliło do głowy? Osłupiałem, gdy okazało się, że jedynym, lecz nieodpartym argumentem na rzecz samowolnego przekręcenia nazwiska Bułgakowa jest fakt, iż w Polsce istnieje nazwisko BUŁHAK. Więc… nazwisko pisarza też trzeba koniecznie „przetłumaczyć”. Rzekomo na polskie. Choć w „Bułhaku” tez nie ma krzty polszczyzny. Wydaje się raczej białoruskie i bodajże spokrewnione z nie używanym już rosyjskim czy ogólniej ruskim wyrazem „bułga” – „rozróbka”.

Lubiłem ich oboje i byli to dobrzy tłumacze. Ale nie uznam przecież, nawet jeśli mój przyjaciel sobie coś głupio ubrda, że nieodpowiedzialna brednia jest mądra i słuszna. Bo z kolei ktoś wymyśli, że nazwisko Tołstoj i Gorki „przetłumaczyć” wypada na „Tłusty” i „Gorzki”, następnie Czechow  na „Czechowicz”, Puszkin na „Armatniak” i Babel na „Bąbel”, czy zgoła, nie daj Boże, na „Bubel”.

[z felietonu Roberta Stillera Zemsta na Rosjanach; wytłuszczenia – mrówkodzik]

Oglądałem jakiś amerykański film katastroficzny. Amerykanie zaś oglądali w nim rosyjskie wiadomości w TV. Nadawano z Nowosybirska. Pojawia się na ekranie mapa z rosyjskimi napisami, a pośrodku tajemnicze miasto… Новосйойpск. Dla kogoś, kto ni w ząb nie zna rosyjskiego faktycznie wygląda optycznie podobnie do Новосибиpск. Ptaszek nad „й” można wziąć za „и” z ozdobnikiem na górze, podobnie „б” wygląda trochę jak „õ”, też ozdobione tyldą niemającą większego znaczenia. Ale aż nie chce się wierzyć, że w filmie o gigantycznym budżecie nie znalazło się 50 dolarów na konsultacje czegoś takiego. Chociaż pewnie rzecz w tym, by wiedzieć, że coś wymaga konsultacji… Wiedzieć, że się nie wie. Jak ten filozof, no, yy… Platan.