Archives for posts with tag: rym

– Dzisiaj sobota, imieniny…

– …Kota?

– Nie! Imieniny kokainy!

– Wszystko jedno. Ważne, żeby się rymowało.

 

 

-Ta dzisiejsza młodzież. Mało któremu młodemu człowiekowi się cokolwiek chce.

– Może i słusznie. Znasz to powiedzenie: all work and no play makes Jack a dull boy.

– Ja ostatnio częściej obserwuję all play and no work makes Jack a dull jerk.

– Nie wszystko złoto, co się święci.

– Nie wszystko mirra, co się wędzi.

– A na kadzidle się oszczędzi.

– Ode mnie jakoś ostatnio wszyscy są młodsi, niestety.

– Niestety, niestety, lecz są i zalety.

– Zalety – może, z zalotami gorzej.

 

 

ma jawa, mój sen

 

i rymarze

 

 

– Ona nie wie, że ty wiesz, ani tego, że ty też.

– A, bo wy tam w korpo macie open space?

Open space?! Raczej crowded place!

– Co tak wąchasz? Śmierdzi coś?

– Z dupy śmierdzi, jak ktoś pierdzi.

– Znakomita recenzja tej jego nowej książki.

– E tam, on jest bardziej kunsztowny.

– Ale! Zobacz, jest 4+4, rymuje się, co byś jeszcze chciał?

– Żeby nie śmierdziało.

– Tam jest Saturn naprzeciwko.

– Chyba nie ma.

– Chyba jest.

– Chyba kłamiesz.

– Chyba nie.

– Koc też wyjmę, będzie oprzonko pod plecy.

– Właśnie, jak ty nazwałeś poszewkę od swojej ulubionej mojej poduszki? Tę od „flaczka”?

– Wywłoczko.

– Oprzonko, wywłoczko, to co ty jeszcze tam masz?

– Chore oczko.

– Z zimy gwałtownie robi się lato, tak gwałtownie, że drzewa nie nadążają kwitnąć, a potem się znowu ochładza szybko i pada deszcz z gradem (i tornadem).

– Twój kwiatek już troszkę się, chociaż może jeszcze nie.

– Siła w kupie!

– A kiła w dupie.

*

– Szkoda, że musiała iść. W sumie dobrze, że poszła.

*

– Bo widzisz, jeśli zejdzie się z nim na jakiś temat… Ale z nim się nie da zejść na jakiś temat.

*

– Patrz, zdeptałem szkła i nikomu się krzywda nie stała.

*

– Co za tłok.

– A poprzednio? To dopiero było. Tak ciągnęli na schodach, że zlali się z fototapetą.

– Co ta śliwka jakaś taka?

– Może pestka wyszła z niej i przebywa samotnie gdzieś.

Powiedziałam, że do ciebie przyjdę, kłamałam. Powiedziałam, że za ciebie wyjdę, nie wyjdę. Wracaj do roboty i napisz do mnie smsa, bo nie mam już siły rymować. Ence pence, w której ręce? Nie wiem. Obie mam związane.

 

 

– Mamy grudzień, już niedługo czar Wigilii nas zachwyci. Święta są jak niechciana ciąża. Niby nie chcesz, a i tak karpia zeżresz. 

 

W katedrze na Krecie w czerwonej rokiecie

Grał klerykowi prepozyt na flecie.

A że flet krótki,

To słabe nutki

Niknęły w nawie, a potem w klozecie.

*

Na wyspie Cyprze grał raz na cytrze

Archimandryta Dymitry w mitrze.

Że miękki jest filc tej mitry,

Archimandryta Dymitry

Co rusz dłoń mokrą chytrze w mitrę wytrze.

*

Raz w mieście Trieście na czeleście

Grał mnich odziany w szaty niewieście.

Gdy to zoczył na mszy opat,

W uniesienie takie popadł,

Iż rzekł do wiernych: „Bierzcie i grzeszcie!”

[patrz też tutaj]

Raz w samej archikolegiacie w Tumie

Grał organista w kobiecym kostiumie.

Proboszcz mdlał i wzbraniał:

„Nie do wytrzymania!

Z transwestytą pracować nie umiem!”

*

W mieście Turynie na spinettinie

Raz archidiakon grał w pelerynie.

A że z ministrantami

Lubił ćwiczyć parami,

Grali wszystko, co się nawinie.

*

Tuż przy Pigalle na wirginale

W zdobnym infułat grał pektorale.

A że złożył był śluby,

To – choć obok cheruby –

Najbardziej gorzkie z gorzkich grał żale.

*

Na fisharmonii raz w mieście Anjou

Grał prałat w kapie barwy oranżu.

By wzmóc chorały,

Deptał pedały,

Niczego wcale nie chcąc w rewanżu.

– To dobrze, że miast w zasp paść chwast, w łóżka pielesz spieszysz spać.

 

– Jak się nazywał ten wiatr taki, co wieje w Wenecji?

– Sirocco.

–  No właśnie.  Sirocco. Ni w chuja, ni w okko.