Archives for posts with tag: ściema

– A wiesz, skąd pochodzi nazwa Poczdamu?

– Nie wiem. Skąd?

– Chodzi o poselstwo dam do Fryderyka II, czyli poczet dam. Stąd Poczdam.

– Naprawdę?

– Nie.

– Polski zachłyst współczesną poezją amerykańską jest jak szał na coca-colę za Gierka.

– Ale jest różnica: coca-cola spowszedniała i stała się tym, czym jest, czyli zwykłym napojem. A polscy epigoni poetów amerykańskich wciąż czczą poetycką Hamerykę.

– No. Stawiają na barze szklankę rozgazowanej coca-coli i myślą, że to święty Graal i wszyscy się upoją.

 – I to działa. Kwestia marketingu. Gdyby mieli silniejszą głowę i  mniej smaku, byliby wymarzonymi twórcami reklam.

– Wielkie nazwisko, autorytet, wybitny autor, latami tak sądziłem. A tu błąd na błędzie, i całość się nie trzyma kupy.

– Cóż, i Homer skiśnie.

 

– On już kompletnie już oszalał na stare lata. Smutne. Bo to inteligentny, utalentowany i w sumie bardzo sympatyczny człowiek.

– Nie widzę w tym śladu szaleństwa. Przeciwnie – to bardzo rozsądne podejście: najmują mnie – nic nie robię – płacą mi i mnie fetują. To ideał pragmatyki!

– A co to za symbol to XB?

– Takie prawosławne XD.

– Przestań, on jest po Ikapie! On ma kompetencje interdyscyplinarne i certyfikat z postmodernizmu! Zna się z definicji na wszystkim!

–  IKP-owiec jest zazwyczaj jak człowiek, który mówi: nie umiem za dobrze pływać, ale w liceum byłem trzeci w klasie z biegania, no i  lubię pojechać rowerem na piknik pod miasto, więc będę specjalistą od triatlonu.

 

 

– „Republicans are the dumbest group of voters in the country. They believe anything on Fox News. I could lie and they’d still eat it up. I bet my numbers would be terrific.”

– Fałszywka.

– Bardzo możliwe, ja się nabieram na wszystko.

– Ja też się nabrałem. Wynika z tego, że bylibyśmy idealnymi wyborcami republikanów! Gdyby to nie była fałszywka…

 

 

– Co ona powiedziała?

– Że w dziewięć tygodni będą z nich lady.

– Ta, chyba w dziewięć miesięcy będą z nich baby.

– As Slavoj Žižek says, „love is what makes sex more than masturbation. If there is no love even if you are really with a partner you masturbate with a partner”.

– Whereas ultimate love is when you masturbate with Slavoj Žižek.

– Barbara Wysocka wykonywała już partię (półwokalną) w Gurre-Lieder, teraz gra Chopina bez fortepianu. Wkrótce pewnie zacznie wystawiać się w galeriach jako obraz i pokazywać w kinach – jako film. Pozostaje mieć nadzieję, że zlepiła sobie pióra w skrzydłach wytrzymałym woskiem.

– Czytam książkę napisaną przez córkę Shirley MacLaine. Ależ ona była pierdolnięta, Shirley, nie córka. Na przykład wierzyła, że ojcem jej córki jest kosmonauta, który jest na tajnej misji w kosmosie i tylko czasem przylatuje z gwiazd, a na Ziemi opiekuje się córką jego klon. Bo to tak tajny projekt rządowy, że zrobili klona, żeby się nikt nie skapnął. A tak naprawdę to mąż ją tak zrobił w bambuko i ciągnął od niej kasę, którą niby jako klon wysyłał do NASA na wsparcie programu lotów kosmicznych, w których brał udział jego oryginał. Grubą kasę!!! Co miesiąc!!! Za to kiedyś powiedziała córce, że wyprawia przyjęcie dla kilkunastu osób, i dała jej dziesięć dolarów, żeby zrobiła zakupy i coś przygotowała. A gdy ta powiedziała że dziesięć dolców nie starczy nawet na przystawkę dla jednej osoby, to na nią nawrzeszczała, że ciągnie od niej kasę.

Myślałem sobie o krążącej ostatnio petycji przeciw wykorzystywaniu danych osobowych przez fejsbuka. Składała się z jednego zdania. Stwierdziłem, że to niepoważne i równie skuteczne, co ustawianie sobie flagi ukraińskiej jako zdjęcie profilowe w geście naiwnie pojętej „solidarności”. I skojarzył mi się (mutatis mutandis) niezły tekst średniej piosenki Afrokolektywu na temat kawiarnianej rewolucji (podaję we fragmentach, pełen tekst tutaj).

 

[…]
Spójrz no – wokół konsumpcyjny system,
Walcz, tu masz prawo, tu masz przebojów listę:
Davos, Kijów, Tybet, Irak, nuda.
śpiewam, idę, marsz lewą, śpiewam Pablo Neruda.
Odrzuć mieszczańskie ego. Witaj w nowej erze.
Układam swoje credo litera po literze,
Choć to na ugorze orka kijem, hasła wznoszę,
Garcia Lorca nie żyje, a ja owszem, proszę.
[…]
Jeśli ktoś mnie nazwie zwykłym sukinsynem
Z zachwytu się rozpłynę i wsiąknę w wykładzinę
Korporacji, gdzie siedzę do godziny szesnastej
A po szesnastej czas na rozrywki własne.
[…]

Oddajesz sporo bojom z Babilonem,
kiedy popijając Marlboro colą pod Auchanem
w znoszonej bluzie Ramones made in Taiwan
obmyślasz zamach na McDrive’a.
To czysta frajda – kiedy nic się nie klei,
Wybić komuś szybę w imię wyższej idei.
Czy to nie imponujący akt?
Dla mnie to raczej żenujący fakt,
Jak to, że w koszulce ‚Zjadaj bogatych’
Jedziesz na manifestację mercem taty,
Poza tym trochę mnie śmieszy, kiedy na murze
Piszesz ‚100% wegan’ w skórze.
Tudzież to, że twój rastafarianizm
To dredy wykonane na zniżkę mamy
Przez rozchwytywanych stylistów Provosta.
Rewolucja nigdy nie była taka prosta.

– Z narodzeniem się idei l’art pour l’art jest jak z odkryciem promieniotwórczości. W założeniu cenne, potrzebne, istotne. W skutkach zaś fatalne, bo wyzwoliło przemoc i głupotę na nieznaną przedtem skalę.

Zdejmując koszulkę, zrobiłem sobie zaszmacenie na głowie, coś między kubańską tancerką a murzyńską gospodynią domową.

– Myślisz, że mogę iść w tym zawoju na miasto podpisywać papiery?

– Wyglądasz ślicznie!

– Powiem „Pani redaktor kochana, przepraszam, że ja taka spóźniona, ale co za dzień, ja właśnie wracam z… Medytacji. Tai chi. Tajpej. Taj… wan. No dobra, jadłam zupkę chińską.”

– W De natura sonoris II mistrz wykorzystał piłę. Użył jej też w Ubu Rexie.

– No to można powiedzieć, że odpiłowuje kupony. Lepiej by napisał coś na orkiestrę i naciąg twarzy. Puk, puk, puk, badabum, badabum. Taka naciągnięta twarz może dawać ciekawe efekty sonorystyczne.

A Ty, o Boże! / And You, O God,

O Nieśmiertelny! / the eternal, crowned by light

O wieńcem blasków owity! / sit on your throne, amidst the stars

Na niedostępnym tronie  / a crown of gold around your head.

Siedzisz pomiędzy gwiazdami / The cross shines at your feet.

I głową na złocistym spocząwszy Trójkącie, / Radiant, you contemplate the passing of

Krzyż trójramienny mając u swych nóg, / countries.

Proch gwiazd w klepsydrze przesypujesz złotej / Lord, have mercy upon us.

Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!

[Jan Kasprowicz / przeł. John Comber ]

– Ten koncert był wstrętny, ale dzięki niemu zobaczyłem, że nie tylko zagranicznicy przyjeżdżają do Polski chałturzyć, ale działa to także w drugą stronę. Nie podniosło mnie to jednak na duchu, ani tym bardziej na uchu.

– Z rozgryzaniem i rozumieniem Derridy jest jak z wsadzaniem sobie w dupę, dajmy na to, tostera: pewnie da się to zrobić, są też ludzie, którym taki myk może zaimponować. Przy zastosowaniu PR-u popartego odpowiednio skuteczną przemocą symboliczną może nawet dojść do seryjnej produkcji dild w kształcie tosterów, a w pewnych środowiskach  e l a s t y c z n e  podejście do tego rodzaju utensyliów może stać się sinekwanonem. Bo, kurcze, cesarz to ma klawe szaty.

– Wiesz, kiedy zrozumiałem, że nic z tego nigdy nie będzie? Kiedy na dwóch kolejnych spotkaniach, w odległości pół roku, powiedział, że nie pamięta, jak mam na imię.

– Niemożliwe. Nie wierzę, żeby nie pamiętał.

– Nie wiem. To chyba możliwe, że będąc zakochanym, można zapomnieć imienia?

– Nie można. To znaczy ja to owszem, mógłbym być zakochany i zapomnieć imienia, ale nie on.

——————————————————————–

Ilustracja muzyczna w temacie imienia, coś ta Dama pikowa za mną chodzi: