Archives for posts with tag: skrzypce

– I tak ci się podobał Dyl Sowizdrzał w tym wykonaniu?

– Ogólnie ładny. Ale jak usłyszałem solówkę naszej koncertmistrzyni, to już wiem, skąd jest powiedzenie „dylu, dylu na badylu”.

– To nieźle brzmi, kawał dobrej symfoniki.

– Trochę jak jakiś Schubert.

– Albo raczej Weber.

– Mi się to, wiesz, z czym kojarzy? Z uwerturą do jakiejś opery. Posłuchaj – rytmy punktowane, te przebiegi w górę, nawet harmonika, uwertura w stylu francuskim albo francusko-angielskim.

– No, to mówię, że Weber.

– Rany boskie. Jeśli ja mam polubić Webera, to równie dobrze mogę potem umrzeć. Chociaż nie, to już może lepiej przedtem umrzeć.

 

Z tym umieraniem trafiliśmy niechcący w samo sedno. Koncert skrzypcowy Schumanna nie został publicznie wykonany przez ponad osiemdziesiąt lat od jego napisania, ponieważ skrzypek Joseph Joachim, któremu był dedykowany, schował go bezpiecznie i nakazał w testamencie, by nie publikowano go ani nie grano przed upływem stu lat od śmierci kompozytora (1854).  Uczynił tak, ponieważ wkrótce po napisaniu tego utworu Schumann usiłował się zabić, popadł w obłęd i niebawem umarł; Joachim był więc przekonany, że nad dziełem ciąży fatum.

Koncert został jednak wykonany przed upływem stu lat (zamieszczony wyżej link odsyła do pierwszego istniejącego nagrania; Georg Kulenkampff był również prawykonawcą koncertu w 1937), gdyż… podczas seansu spirytystycznego spadkobierczyniom ukazały się  duchy, najpierw Schumanna, a następnie Joachima, i poinstruowały je, że najwyższy czas udostępnić utwór publiczności.

Znakomicie wykonuje ten koncert również Uto Ughi pod Sawallischem, jest też ładny Kremer pod Harnoncourtem. Warto zauważyć, że finał tego koncertu to udatny polonez:

 

 

Otóż najlepiej tak jak ja wczoraj pójść na trzech kompozytorów, z których jednego nie znam, a za pozostałymi dwoma nie szaleję i to na utwory, w których instrumentami solowymi są flet i skrzypce – instrumenty najgłębiej mi obojętne. Dzięki temu byłem pozbawiony oczekiwań, czyli rozczarowanie nie wchodziło w grę, a wszystko, co było niezłe, odebrałem jako dobre.

A nawet udało mi się nieco wzruszyć IV koncertem skrzypcowym Schnittkego, którego, przyznaję nie bez zakłopotania, słuchałem po raz pierwszy w życiu. Poza tym jest coś poruszającego w słuchaniu koncertu w wykonaniu skrzypka, dla którego został napisany. Nie wiem, czy to nie jest za łatwe wzruszenie, ale cóż, może każdy ma taki pop na jaki zasłużył.