Archives for posts with tag: Ślepowron

– Trzeba się czym zająć w moim wieku. Szczególnie, że ostatnio poznałem fajnego faceta, który po miesiącu stwierdził, że nie mamy perspektyw, więc aby o nim nie myśleć, zajmuję się tym i owym.

– W każdym wieku warto, jasne. Jak z lokatami bankowymi – im wcześniej założysz, tym więcej zyskasz. O ile dobrze wybierzesz bank…

– On to najwyraźniej naprawdę gra na tym flecie, nosem, krycie zgadza się dla G-dur.

– Bo granie nosem jest wydajne! W sensie, masz dwie dziurki w nosie, a zatem możesz grać na dwóch fletach naraz! Ba! Niektórzy nawet na trzech naraz potrafią, bo z ustami masz aż trzy otwory!

– Ten rachunek otworów brzmi niepokojąco. Nie idźmy w tym kierunku.

– To się nazywało chyba Hunted hoes.

– Że co? H u n t e d   h o e s ?

Haunted house!

– Co to znaczy riefen die beiden? „Zawołały złowrogo”?

– Nie „złowrogo”, tylko „obie”.

– Aha. Po niemiecku to co drugie słowo brzmi złowrogo.

– No i jakie tu mamy hobby?

Pilzesuchen*.

– Kojarzysz, co to znaczy?

– Yyy, futrzane pieluchy?

———————————————————

* Niem. „zbieranie grzybów”, Pelz – futro, Pilz grzyb.

– A to co jest?…

– To jest pokrowiec od papierosa.

– Co?!

– No, jak się nazywa ten papieros, którym się chronisz przed deszczem.

– Parasol!

– A, parasol.

– Czemu się zagłodziłem? Nie wiem. Może byłem smutny, może coś. Może miałem wstręt do apetytu.

– Twarz mam do dupy, dosłownie i w przenośni.

*

– Ile płacę za te drinki?

– Pięćdziesiąt pięć.

– Za tyle to mógłbym mszę za ojca zamówić!

*

– Kulki analne, chcesz?

– Nie, ja tylko mówię dużo o nich.

*

– Nie dali ci serwetek?

– Dali, ale najpierw zlizuję większe kawałki.

*

– Poproszę trzy wściekłe psy, takie nie zmieszane.

– Wiesz, że ostatnio zaczynam mieć coraz większą frajdę, że komuś zadaję przyjemność.

– A co tu masz takie? Przypalał cię ktoś papierosem?

– Niech pomyślę… Nie, pokąsał mnie komar i się drapałem.

– P o k ą s a ł   cię komar? Brzmi to, jakbyś powiedział „zakłółam się tarnem”.

– Coś mnie tu boli w tym oku, jakaś gradówka, niedajboże.

– Ale przynajmniej nie masz tików nerwowych.

– Spadło mi libido, nie myślę tyle o seksie i mogę zająć się czymś przyjemniejszym.

Matka znajomego ubolewa nad jego niedawnym coming outem:

 – Synu, ja już wolałabym nawet, żebyś… ożenił się z Japonką!

– Bo w głowie są jakieś takie stawy…

– Nie stawy, tylko szwy.

– Ale to po angielsku nazywa się joint.

– Może i tak, joint to w końcu też staw.

– Jak piszesz małe „b”?

– Tu popatrz.

– Z brzuszkiem. Mnie już uczono bez brzuszka.

– Mnie też już bez, ale piszę z brzuszkiem, bo, do cholery, „b” ma mieć brzuszek, a nie jakąś jamę chłonąco-trawiącą!

– A ty, czy kiedykolwiek byłeś przedmiotem stalkingu?

– Nie. Zresztą nawet jakbym był, tobym tego nie zauważył.

– Już mi o tym opowiadałeś, chyba ze dwa razy.

– Ach tak, wiem, że powtarzam wciąż tę samą historię do znudzenia…

– Nie martw się, ja się przyzwyczaiłem do rozmawiania z ludźmi po osiemdziesiątce.