Archives for posts with tag: słowniczek

– Ja świtu się trochę boję, bo wiem, że najlepsze się zaraz skończy…

– Nazywam to syndromem słowika-skowronka. Znajomy powiedział, że to cherofobia – strach przed radością. Ale to chyba raczej przyrodzona nostalgia za rzeczami utraconymi w przyszłości.

– W sumie wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. A organizm też musi odpocząć.

– Odpocząć od miłości?! Jasne, wszystko się kończy. Ale zwykle nie naraz. Rzecz w tym, co trwa dalej, kiedy coś innego dobiega konca. Jak się nie ma kotwic, to się bardziej przeżywa tę ulotność. Ja przynajmniej tak miałem.

– Hmm, akurat tu nie miałem na myśli miłości. Ja już dawno jej nie zaznałem.

– Ja miałem na myśli miłość w szerokim sensie. Także bardziej przyziemnym. W i różnym zakresie czasowym. Także in spe.

 

———————————————————-

* Tytuł wpisu – zob. hasło in spem w słowniczku. A także utracone korzyści potencjalne oraz syndrom słowika-skowronka.

 

– Czy nasi sąsiedzi pochodzą z kraju Goudą płynącego?

– Znaczy się z kraju graaaaaag*?

– Goudą Tencer!

 

————————————-

* por. chrachać w słowniczku .

Od dzisiaj wiadomo wreszcie, jak ma na imię Ordynatowa Podtworecka, przyjaciółka Flakcydy i Elefantyny, poszukiwaczka wiedzy i wrażeń, biblistka, sufrażystka, autorka egzegez, katechez i aposjopez, ceniona biografka, monografka i hagiografka (patrz: klątwa stróżki i Wilkomira ze Strużyc w słowniczku), grająca w wolnych chwilach na teorbanie, spinettinie i suzafonie, uprawiająca krokiet, kanastę i strączkowe, omdlewająca z miłości i odwodnienia po rautach i balach do samego rana…

A wiadomo to z rozmowy z Adamem D., który powitał ją na facebooku słowami:

– A jednak jesteś, Albertynko!

A zatem znamy już całe jej nazwisko:

Albertyna Raflezja Kosma ordynatowa Podtworecka, de domo Pruszkowska, primo voto de Raifort, secundo voto Dzikowska.