Archives for posts with tag: smętne

– Ej, co ty tam bierzesz?

– A wiesz, nie wiem, wszystko mi jedno.

– DAJ MI TEGO, CHCĘ!!!

– Takie malutkie przecudium z muzeum księdza Makulskiego (autentyk) – jego łóżko. Sic, łóżko pedofila. Z laleczką. Na przynętę. I z serwetkami. Jedna na otarcie ust, druga – łez.

– Powinni wypreparować jego penisa i również umieścić w tym muzeum. Doskonale się będzie komponować. Spójność tematyczna gwarantowana.

– Myślę, iż powinien czuwać nad tym ks. Stanisław P., pedofil wyróżniony za swoje czyny przez biskupa Skworca urzędem PENITENCJARZA (spowiednika od najcięższych grzechów) w parafii w Krynicy Zdroju. Dzięki temu z eksponatu wypływałby nieustannie strumień błogosławieństw.

– A nad łóżkiem powinien wisieć pozew diecezji tarnowskiej przeciwko ks. Isakowiczowi-Zalewskiemu oprawiony w ramki. Ale już nie będę podpowiadał bo jeszcze zaproponują mi pracę kustosza tego przybytku.

– Ktoś powiedział, że żywi zamykają oczy martwym, a martwi otwierają oczy żywym.

– W Polsce odwrotnie: żywi na siłę otwierają oczy martwym i wpatrują się w nie jak głupi, a ci martwi zamykają żywym oczy na rzeczywistość.

– I to się nazywa gra w „oczko mu się odlepiło”.

– Chyba odjaniepawliło…

 

Что происходит на свете? – А просто хуйня. –
Просто хуйня, полагаете вы? – Полагаю…
Я ведь и сам, как умею, хуйнёю страдаю;
Эта хуйня просто поработила меня.

Что же за всем этим будет? – А будет пиздец. –
Будет пиздец, вы считаете? – Да, я считаю.
Я ведь давно эту жизнь пиздецом называю.
Брошу карьеру и нахуй уеду в Елец.

Что же теперь с нами будет? – Опять поебень. –
Вновь поебень, полагаете? – Да, полагаю.
Сквозь поебень я свой жизненый путь пролагаю.
Трудно бывает, но я в этом смысле кремень.

Что же со всем этим делать? – А нахуй послать. –
Нахуй послать, вы уверены? – Да, блядь, уверен. –
Чем подтвердите что план ваш действительно верен?
Аай… Что ж вы пристали то, женщина, ëб вашу мать.

Нет, я надеюсь на лучшее в новом году.
Здесь так прекрасно среди новогоднего бала… –
Слушай ты, что то изрядно меня заебала,
Не обижайся, но шла бы ты, девка, в пизду.

Можно вопрос, вы танцуете? – Нет, я пою.
Pазве не видите, мы не подходим друг другу.
Кончился вальс, так уж дайте, сударыня, руку.
Да не свою, идиотка, мою, блядь, мою.

Ля-ляляля ляляля ляляля ля-ля…

Кончился вальс, так уж дайте, сударыня, руку.
Да не свою, идиотка, мою, блядь, мою.

– Gdyby depresja była lodami, to o jakim smaku?

– Bez smaku. Teoretycznie brzmi to jak coś obojętnego, niegroźnego, ale spróbuj dzień w dzień zjadać większą ilość czegoś, co nie ma smaku czy zapachu albo jest mdłe. Wtedy zaczyna się cierpienie.

– Jak tam?

– Smutno trochę.

– Dlaczego smutno?

– A nie wiem. Taki wynik odczuć mam.

– Wynik odczuć. Czyli takie wypadkowe samopoczucie?

– Wypadkowe to dobre określenie. Po wypadku.

 

 

– Czujesz te lipy? Pachną jak szalone.

– Przy ich zapachu wstyd mi moich perfum.

 

Dolina, dolina, kamenný chodníček,
kde je naša verná láska, švarný šuhajíček?

Šuhajova láska, a moja sloboda,
naše verné milovanie ako v koši voda.

[tekst ludowy]

*

Dolina, dolina, dróżka z kamykami;
gdzie jest nasza wierna miłość, piękny ukochany?

Kiedy on mnie kocha, znaczy: jestem wolna;
A uczucie nasze wierne – to jak w koszu woda.

[tłum. mrówkodzik]

 

 

 

 

Булат Окуджава – Песенка o моей жизни

А как первая любовь – она сердце жжет.
А вторая любовь – она к первой льнет.
А как третья любовь – ключ дрожит в замке,
Ключ дрожит в замке, чемодан в руке.

А как первая война – да ничья вина.
А вторая война – чья-нибудь вина.
А как третья война – лишь моя вина,
А моя вина — она всем видна.

А как первый обман – да на заре туман.
А второй обман – закачался пьян.
А как третий обман – он ночи черней,
Он ночи черней, он войны страшней.

 

Bułat Okudżawa – Piosenka o moim życiu

Pierwsza miłość to – krew, co w sercu wre,
Druga miłość wprost do tej pierwszej lgnie,
Trzecia miłość to klucz, co w zamku drży,
I walizka w dłoń, i trzaśnięcie drzwi.

Pierwsza wojna to strony dwie bez win,
Druga wojna to wina jednej z nich,
Trzecia wojna – dziś winien jestem ja,
Winien jestem ja, każdy prawdę zna.

Pierwsze kłamstwo jest jak poranne mgły,
Drugie kłamstwo jest jak pijany wid,
Trzecie kłamstwo jest czarniejsze niż noc,
Straszniejsze niż noc i niż wojny mrok.

[tłum. mrówkodzik]

 

Una vecchia bretone
Con un cappello e un ombrello di carta di riso e canna di bambù
Capitani coraggiosi
Furbi contrabbandieri macedoni
Gesuiti euclidei
Vestiti come dei bonzi per entrare a corte degli imperatori
Della dinastia dei Ming

Cerco un centro di gravità permanente
Che non mi faccia mai cambiare idea sulle cose sulla gente
Avrei bisogno di
Cerco un centro di gravità permanente
Che non mi faccia mai cambiare idea sulle cose sulla gente
Over and over again

Per le strade di Pechino
erano giorni di maggio tra noi si scherzava a raccogliere ortiche
Non sopporto i cori russi
La musica finto rock la new wave italiana il free jazz punk inglese
Neanche la nera africana

Cerco un centro di gravità permanente…

*

Stara Bretonka w kapeluszu
z parasolką z papieru ryżowego i z bambusu
Odważni kapitanowie
I przebiegli szmuglerzy z Macedonii
Euklidejscy jezuici
Ubrani jak mnisi buddyjscy zmierzający
Na dwór cesarzy z dynastii Ming

Stałego środka ciężkości wciąż szukam
By nie zmieniać już zdania o rzeczach i ludziach
Jego potrzeba mi
Stałego środka ciężkości wciąż szukam
By nie zmieniać już zdania o rzeczach i ludziach
Over and over again

Na ulicach Pekinu nastały majowe dni
Dla żartu zbieraliśmy sobie pokrzywy
Nie znoszę rosyjskich chorów
Podróby rocka włoskiej nowej fali free jazzu i punku z Anglii
I czarnych dźwięków z Afryki

Stałego środka ciężkości wciąż szukam…

[tłum. mrówkodzik]

– Tacy młodsi kolesie zawsze odchodzą. Bo się w kimś zakochają, a młoda miłość jest bardzo zaborcza i pochłonięta sama sobą, to naturalne. Albo odchodzą, bo nie chcą się zakochać w jednym z nas lub nas obu. Dla nich to nie jest sytuacja win-win, tylko często loose, i to duży.

– No, jak duży, to znaczy, że się działo.

– A może w ramach protestu można by zamiast karty do głosowania wrzucać do urny kawałek papieru toaletowego?

– Zużytego?

– Może być i zużyty. I tak będzie czystszy niż kartka z głosem oddanym na sam wiesz kogo.

– Hm, no nie wiem, czy to coś da. Bo taki papier toaletowy też może zostać policzony jako głos na dupę.

 

– Jeśli epidemia potrwa dłużej, to część wydawnictw może upaść, zwłaszcza ambitniejszych. Bo sprzedaż zmalała, a koszty stałe pozostają.

– Może spróbują ciąć wydatki? Nie trzeba produkować  książek na papierze deluxe. Żeby ocalić dobrą literaturę, można drukować nawet na papierze toaletowym. Oh wait…

 

 

 

 

 

 

 

 

[Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Kamień pełen pokarmu]

– O, Zatańcz ze mną jeszcze raz! Mogę zatańczyć?

– Yyy, a my się w ogóle znamy?

– Nie, ale czy mogę zatańczyć?

– Dzięki, ale nie mój klimat.

– A nie, ja pytam, czy mogę samemu?

 

– Bo z zakochaniem jest jak z fantazją o gwałcie.

– Niby chcesz, ale jednak nie chcesz?

– Żeby cię ktoś zgwałcił.

Милый чё, да милый чё,
Навалился на плечё.
Да я милая ничё,
Я влюбился горячё.

Не ругайте меня дома,
Меня не за что ругать,
Мое дело молодое,
Мне охота погулять.

Motyl znaleziony w butelce z oliwą i gałązką oregano. Nazywa się barciak większy (Galleria mellonella) i zdaniem niektórych naukowców obdarzony jest najlepszym słuchem wśród wszystkich organizmów.

– Chciał pan zapłacić?

– Nie, chciałem zapłakać.

– Gotówką?

– Kartą. I to kredytową.