Archives for posts with tag: śmierć

– Drugi akt „Damy kameliowej” za nami, teraz przerwa i jeszcze jeden. Pierwszy był trochę nudny, ale drugi bardzo fajny. Mam nadzieję, że w trzecim akcie będą umierać w podskokach.

– Dziesiąty dan to stopień oznaczający osiągnięcie ideału na drodze karate. W praktyce przyznawany pośmiertnie.

– Jakoś mnie nie dziwi, że dla tego narodu osiągnięciem ideału jest śmierć.

 

– Niesamowite, że recenzent potrzebuje aż tygodnia, by nie przeczytać pracy i dać cztery plus.

– Może trafiłeś na jakiegoś młodego, któremu jeszcze zależy… I czyta.

– On był już, kiedy moja mama studiowała. Ma pewnie już z 60 lat, jak nie więcej.

– Może idealista?

– Już prędzej prokrastynacja do poziomu „po co robić coś dzisiaj, skoro jutro może umrę”.

 

 

– Jak pięknie przetłumaczone. „Jest mi miłość”. Od pierwszego usłyszenia wiesz, o co chodzi, nie?

– Faktycznie! A na dodatek dowiadujemy się, jak to było z tą Mimì u Pucciniego. Zadławiła sie łościoł i łumarła!

 

 

– Monika Strzępka w Teatrze Polskim w Poznaniu wystawia Kaczyńskiego.

– Lecha czy Jarosława?

– A to ich jest dwóch? Myślałem, że to jeden człowiek, którego jedna połowa umarła, druga połowa żyje, i powstało zombie.

– Słyszałem coś chyba, że Domingo nie żyje.

– Ciekawe, czy przeszkodzi mu to w dalszym występowaniu.

 

 

 

– Czuję się jakiś zmarnowany.

– Oo. Jak ci pomóc?

– Mam ochotę tylko na dwie rzeczy.

– Dwie poza śmiercią?

–  No, to trzy. Nachlać się albo pójść spać.

– Mogę pomóc ci w obu i to w ten sam sposób.

– Jaki?

– Idąc na miasto – z tobą albo bez ciebie…

 

 

– Nic się nie zmieniasz.

– Ty też.

– Ostatnio mi to też mówiłeś.

– Ty mi też.

– To też.

– A to?

– To chyba nie.

– Bosh, ten facet jest tylko o siedem lat ode mnie starszy… Jak zauważycie, że zaczynam zdradzać podobne objawy, proszę, zabijcie mnie.

– Starczy odciąć ci wtedy net. Za kilka lat będzie to nowa oficjalnie zatwierdzona przez medycynę forma śmierci klinicznej.

 

– Czemu ta Gosiewska tak naciska na ekshumację?

– Bo nie może się doliczyć złotych zębów.

– Stoję sobie pod szkołą i palę szluga. A w tym samym budynku organizują czasem jakieś występy dla starszych panów i pań. No i akurat był koncert ku czci Anny German, jej piosenki grane i śpiewane. Oczywiście Plakat wisi wielki „Koncert Anny German!”. No i mój budynek ma dwa wejścia, i te biedne babcie i dziadkowe, przychodzący tam od lat, nigdy nie wiedzą które. Podchodzi do mnie urocza starsza pani i pyta „Przepraszam, czy koncert Anny German to tutaj?” A ja: „German nie żyje”. Trochę się zmieszała, ale trafiła do odpowiednich drzwi. Trudno. Przeżyła babina tyle lat to i drugą śmierć German też.

– Wiesz, czego symbolem jest V?

– Zwycięstwa?

– Właśnie. Popatrz na sobie skrót nowego państwa polskiego: IV RP.

– No, mamy tam V jak victoria, a pozostałe litery…

– …Układają się w RIP.

– Parę lat temu mój menadżer zorganizował mi występ na balu charytatywnym w Polańczyku. Miałem zaśpiewać 5 piosenek i tak dalej. No i jechałem samochodem z Izabelą Trojanowską i jej menadżerem, i swoim. Dzień koncertu, ludzi na sali ze 200,  byłem strasznie zdenerwowany, więc wypiłem duszkiem z pół butelki wódki, wchodzę na scenę i zaczynam śpiewać, i jakoś po 10 minutach czuję, jak mnie jebnął ten alkohol, że ledwo skończyłem. Miałem stolik VIP, Iza tam sprzedaje płyty, daje autografy itp., po wszystkim podpisuje dla mnie płytę, a ja mówię jej – jako fan przedwojennej muzyki (o czym ona raczej nie wiedziała) – a więc mówię jej: „Cieszę się, że mogłem być na pani koncercie, bo wszyscy moi ulubieni wykonawcy już nie żyją”. Takiej czerwonej jej nigdy nie widziałem.

– Janda zapytana, co przez śmierć Wajdy straciła Polska, odpowiedziała, że wszystko. Powiedziała: „Ja się czuję, jakby pół Polski umarło”. Rzyg patosu który się wylewa z mediów od 24h to jest moc. Wajda to świetny artysta. Frapuje (fapuje) mnie, jak zupełnie ludzie nie widzą, że to jest śmieszne, co oni wypisują teraz. W sensie, patos tysiąc, zero jakiegokolwiek kurde wyczucia czy coś.

– Jak dla mnie w ostatnich dekadach eksświetny, ale z dużymi zasługami. Mnie frapowało, jak jego fapowała jego watencja*. Okej, bywają gorsi (np. Stasiuk) i głupsi (np. Olbrychski) , ale on też popadł w wieszczenie późne i to chyba dość wcześnie. Aktorzy po śmierci reżysera zachowują się jeszcze gorzej niż krytycy piszący o książce poetyckiej – ci drudzy chcą za wszelką cenę udowodnić, że są co najmniej trzy razy bardziej poetyccy niż opisywany tekst, a ci pierwsi sprawiają wrażenie, jakby odgrywali rolę życia. To znaczy śmierci. I to nie jest w ich wykonaniu eutanazja.

————————————————-

* Watencja – zob. słowniczek.

– Wiesz, że miałem w klasie w podstawówce dwie Moniki Kamińskie? Jedną dla odróżnienia nazywaliśmy kwiatowym drugim imieniem.

– Phi, ja w liceum miałem trzy Moniki Kasprzyk. W jednej klasie!

– Niesamowite! i jak je odróżnialiście?

– Po prostu…

– … zorganizowały krwawe igrzyska śmierci i zabiły najsłabszą?

– Nie. Używały drugich imion.  Mówiło się o nich Basia Monika, Kasia Monika i, chyba Ewa Monika. Dwie z nich były zresztą znane, jedna w samorządzie szkolnym, druga w poczcie…

– To łatwo ustalić, która powinna była zginąć.

 

 

– Kto znowu umarł?

– Co?

– A nie, nikt.

– Kto?

– Nikt, to tylko szare zdjęcie.

– Czy jutro aby nie są urodziny Inge Borkh?

– Ale to są urodziny urodzin, czy urodziny śmierci?

– Urodzin, ona żyje!

 

Go tell Aunt Rhody
The old gray goose is dead.

She died in the mill pond
From standing on her head.

The one she’s been saving
To make a feather bed.

The goslings are mourning,
Because their mother’s dead.

The old gander’s weeping,
Because his wife is dead.

Go tell Aunt Rhody
The old gray goose is dead.