Archives for posts with tag: snobizm

– Na taką okazję podałbym coś lekkiego, lecz wykwintnego. Może carpaccio z ogórka garnirowanego crème fraîche?

– Brzmi świetnie, a co to?

– Mizeria ze śmietaną.

 

 

– Niebawem początek Spotkania przez duże S.

– Będziecie mówić dużymi literami, każde słowo wielką literą?

– No raczej! I przed każdym wyrazem będzie „prof.”, „dr”, „mec.” albo „red.”!

– Każdy przychodzi z własnym kijem w dupie, czy rozdają na miejscu? Bo to trochę niehigieniczne, jak kij jest przechodni. To tak jak z laską marszałkowską, którą każdy chce pukać.

– Nie, chyba aż tak źle nie będzie…

– O, to super. Ja sobie kopię  w kamieniołomie.

– W kamieniołomie nieważne, ŻE się kopie; ważne, KOGO się kopie, lub też POD KIM się kopie.

– A najprzyjemniej to kopnąć czyjąś nogą!

 

 

– Dawno temu, jak byłem we Francji, kupiłem sobie magdalenkę. Wiesz, żeby się poczuć jak Proust.

– I co?

– I nic. A nawet gorzej. To niebezpieczne jeść magdalenkę z herbatą.

– Tak! Te drobinki!

– Już widzę, jak się tym krztuszę.

– Ja też! Może to tak naprawdę na to chorował Proust, a nie na astmę.

– Byłoby to jakieś wyjaśnienie dla niedotlenionego tempa jego prozy.

 

– Głodny jestem. Opowiedz mi przynajmniej, co jadłeś w owym prawie prestiżowym lokalu.

– Hummus z grillowanymi warzywami i zupę z dyni.

– Obosz, od tego chodzenia na marsze aborcyjne zostałeś ekofemoweganką! A dostałeś do tego zen gotowany na parze i blanszowane chi?

– Przestań, mają tam też w karcie schabowego z ziemniakami.

– Chyba po to, żeby wiedzieć, że jak ktoś go zamówi, to trzeba go wyprosić.

 

 

– Umieram ze śmiechu, kiedy czytam o audiofilskim sprzęcie i subtelnych różnicach w brzmieniu – najczęściej takimi szczegółami onanizują się ludzie, którzy nie rozróżniają toniki i dominanty, nie wiedzą co to alteracja, tryton, pentatonika anhemitoniczna, chromatyka, nie potrafią rozpoznać metrum, synkopy, rytmu punktowanego, nie odróżniają oboju od rożka angielskiego, violi da gamba od wiolonczeli i sopranu od altu… Jest to z ich strony w pełni zrozumiałe: łatwiej jest szczycić się tym, że się wydało na coś kupę forsy, niż zdobywać wiedzę pozwalającą naprawdę dowiedzieć się czegoś o muzyce.

1. Struktura kryształu

męski, zbudowany skin i takich tez szukam, no chyba ze mnie zainteresujesz

2. Higiena i dostęp

Sex mam z całym człowiekiem, więc wszystko musi grać. Żadnych brudasów, próchnicy i śmierdzącego oddechu!!! Tylko dla zadbanych, normalnych i optymistów. Zakochanym w sobie dziękuję!

3. Mężczyzna kościelna groźną jest

Profil ten został założony z myślą o tym by przestrzec co niektóre osoby przed mężczyzną przebywającą na Pradze przy ul […] – osoba ta jest oszustem i naciągaczem co więcej jest pallotynem i ma rozdwojenie jaźni ponieważ sądzi że czyni dobro a tak naprawdę jest oszustem i po prostu wyłudza kasę

4. The Devil Wears Dziada

Stressed, depressed but well dressed.

5. Matka wie, że ssiesz?

Hiermit widerspreche ich der gewerblichen Nutzung meiner Bilder durch deine Mutter. Nur ohne Bild und mindestens doppelt so alt wie ich! Aram sam sam.

6. Maska, maskara, masakra

zapytaj a na pewno się dowiesz ;p na pewno kumpla do piwa itd ;p żadnej cioty fałszywej a niestety na parę takich tu już wpadłem masakra

7. A co z piżamą?!

Wysportowany, oczytany, zapracowany, konkretny, czasem w okularach, garnitur do pracy, dżinsy po pracy.

8. Denn wir haben hie kLeine bleibende Statt

Nie chce o sobie opowiadać, nie potrzebuje tak dużo miejsca.

9. Gotowość na nowe rozwarcie

Opened up for the new episodes in my life…

10. luzstracja

Pora zweryfikować znajomości. ile w nich faktycznego zainteresowania a ile poprostu wygody. Chwila prawdy.

– Ja bojkotuję Lidla od dawna.

– Ja akurat lubię, ale info, co zrobią za 9 lat, jest wyjątkowo śmieszne.

– Ja ich wyjątkowo nie lubię, ale Biedry chyba bardziej.

–  Ja też nie znoszę Lidla i Biedronki. Tam chodzi tylko plebs. Ludzie z mojej sfery zawsze każą swojej gosposi latać prywatnym odrzutowcem po zakupy do Paryża; mi zdarza się ją wybatożyć, ilekroć nie przywiezie mi ekologicznych szparagów podlewanych wyłącznie łzami szczęścia i ogrzewanych ciepłem serca robotników rolnych ubranych w ogrodniczki od Lanvina. Ale skąd taki prymityw jak ona ma rozumieć, o co mi chodzi. Pewnie dla swojej rodziny robi zakupy w Biedronce albo Lidlu.

– Rany boskie, kto wytrzyma cały koncert złożony tylko z utworów Varèse’a i Zappy?

– Może berlińskie cioty na to lecą?

– No, może tak, to mogą być supersnobki.

– Albo wietrzą okazję – skoro będzie taka nuda, to cała sala odpali Grindra…

 

 

– Trzeba im przyznać, że menu dali całkiem, całkiem i to z wyraźną nutą kuchni niemiecko-austriackiej.

– Dobrze, że grali dziś Mahlera, a nie Szostakowicza. Tak to by była tylko wódka i kawior…

– A gdyby grali Chopina? Może coś takiego, co kiedyś widziałem w gazecie – była to bardzo wyrafinowana potrawa z jakiejś snobistycznej restauracji (Tamka?), ponoć inspirowana preferencjami Chopina. Coś tam polanego musem z zielonych szparagów, co wyglądało jak odkrztuszona spieniona gruźlicza flegma.

 

 

– Ja bym już poszedł.

– Wilt thou be gone? It is not yet near day! It was the nightingale, and not the lark, that pierced the fearful hollow of thine ear…

– Co to?

– Nie poznajesz?

– Zrozumiałem tylko, że to było w języku „ əəəəu”.

 

 

Wpadam tu na szybki niedzielny lunch. Zamawiam Bajgla Wege – z kotletem z pieczarek, sera i jajek z warzywamy.

[Froblog, źródło]

*

– Nie uczę śpiewać, a raczej odblokowuję w człowieku jego naturalny głos – wyjaśnia dr Nadgrodkiewicz. – Olga Szwajgier powiedziała, że 95 procent populacji potrafi śpiewać. Wcześniej nie zgadzałam się z tym. Ale faktycznie tak jest. Potrafimy śpiewać, ale nasz naturalny głos zniekształcają i blokują kumulowane emocje, które dusimy w sobie z pokolenia na pokolenie. Poprzez relaksację, głębokie rozmowy i śpiew a także kamertony uwalniam je.

[Sylwia Nadgrodkiewicz, źródło]

*

Przykłady, które zebrała, w czasie lektury wybijają się na pierwszy plan, a morał Not Gay jest tak zaskakujący, że lektura książki jest jak zabawa w Magiczne Oko, tylko że dla mózgu – wszystkie rzeczy, na które wcześniej nie zwracaliście uwagi, łączą się w całość i jesteście w stanie zobaczyć, jak napaleni są niektórzy heterokolesie na innych przedstawicieli płci męskiej.

[„Vice”, źródło]

*

Życzymy do siego roku (pisane rozłącznie) i wszystkiego dobrego nie tylko w Nowym Roku (to wyłącznie 1 stycznia), ale też w nowym roku (przez 365 dni).

[Polskie Radio IV, źródło]

*

A ja protestuję! Protestuję przeciwko temu językowi, stylowi, arogancji, żałosnej ekstrawagancji

[Krystyna Janda, źródło]

*

[…] Głos staje się punktem oparcia, ale treść przekazu zaraz nas destabilizuje, narusza naszą integralność: oto podmiot – niestabilny i rozstrojony, działa na przemian opresyjnie i kojąco.

Jest jeszcze inna możliwość – jesteśmy we wnętrzu własnej głowy i świat wokół zanika, postępuje gwałtowna redukcja wszystkich jego elementów, wszystko się kurczy do tego punktu: głosu. A my gubimy się we własnej głowie. Znów umieranie, tym razem jednak własne? Przywoływane detale, wyobrażane obiekty: agrest, plaża, mieszkanie – to wspomnienia, linki do sytuacji i kontekstów, które znikają.

[Agnieszka Wolny-Hamkało, źródło]

*

O tajemniczej śmierci Bartłomieja Frykowskiego w dworku córki wybitnego reżysera i pierwszej damy polskiego filmu media w zasadzie milczały. […] Nóż w brzuchu w opinii publicznej był leitmotivem, fatum unoszącym się nad rodziną Frykowskich. […] Kiedyś, dla żartu, z dużej odległości wycelował nóż sprężynowy tuż pod nogi najlepszego szkolnego przyjaciela. Innym razem odwiedził go w domu. Siedzieli w piwnicy, w barku, rozmawiali, coś popijali. […] Obaj nie grzeszyli wielkim talentem, ale byli barwni, urokliwi, męscy. W szary koloryt PRL-owskiego pejzażu wprowadzali klimat Hollywood. Jeden i drugi miał związki z elitami intelektualno-artystycznymi największej wytwórni filmowej. Każdy w innym czasie. […] Opinia biegłego Teresy Radeckiej: – Przyczyną zgonu było skrawienie się do jamy brzucha w następstwie rany kłutej. Umiejscowienie rany kłutej brzucha nie wyklucza możliwości powstania jej w wyniku ręki własnej. […]

[„Uważam Rze”, źródło]

*

Jedzenie organiczne (naturalne, wolnowybiegowe, niepryskane, nieprzemysłowe, bez chemii itp. itd.) to nic innego jak żywność autentyczna, niepaździerzowa. Taka jakiej chciałbyś dla siebie i swoich dzieci, jeśli nie jesteś chemikiem i jedyne co masz to dobre intencje.

[Edward Mróz, źródło]

Jechałem Pendolino, pierwszą klasą, z Warszawy do Wrocławia. […] Kończyłem redagowanie artykułu, którego współautorką jest moja chińska doktorantka, wybitnie utalentowana, mądra, piękna i elegancka, z zamożnej, profesorskiej rodziny z Pekinu. Jest już trzeci rok w Warszawie.

[Marek Abramowicz, źródło]

*

Lew-Starowicz jest przejęty tym wydarzeniem w związku z faktem, że sam próbował kiedyś leczyć gejów. Teraz jednak czuje się przez to winny i zaznacza, skąd się bierze orientacja seksualna. „Ja mówię, że orientacja jest w sercu i mózgu, a nie w genitaliach i tak. Tak samo ja teraz też mogę przeprosić swoich pacjentów, których leczyłem elektrowstrząsami, i których leczyłem głównie technikami awersyjnymi”. Dobrze mieć sojusznika wśród tak rozpoznawalnych naukowców. Może czas dołączyć do kampanii „Ramię w ramię po równość”?

[Pridemag, źródło]

*

Herndon jako jedna z niewielu uchwyciła na bieżąco moment, w którym rzeczywistość niespodziewanie weszła na niemal transhumanistyczny poziom, a my staliśmy się prawie zrośnięci ze swoimi urządzeniami.

[Olga Drenda, źródło]

*

Sir Jimmy Savile […] brytyjski dziennikarz muzyczny, disc jockey, prezenter radiowy i telewizyjny, wieloletni prowadzący telewizyjną listę przebojów Top of the Pops, a także pedofil.

[wikipedia, źródło]

*

Nic nie ma takiej zbawiennej mocy jak dwa, trzy dni w innej rzeczywistości. Niekoniecznie nieznanej, po prostu innej. W moim świecie jeździ się teraz na długie miesiące do dalekiej Azji, ale ja niezmiennie wierzę w miniwypady, w ekspresowe stawianie się na nogi, w wyrywanie się z marazmu raz-dwa-trzy, w błyskawiczną regenerację wszystkiego.

[olaszka, źródło]

*

Zaczęło się od tego, że P. nazwał modelkę na zdjęciu w Wysokich Obcasach brzydką. Podniósł wzrok znad Dialogu, zawiesił go na pół sekundy na niewielkim zdjęciu w WO, bezrefleksyjnie i bez zawahania oznajmił, że brzydka i wrócił do własnej lektury. Wtedy się rozpłakałam. Wbrew temu, że było piękne przedwiośnie, wbrew temu, że żarłam chrupiącego croissanta, wbrew temu, że nie lubię mazgaić się w miejscach publicznych, a najmniej w mojej osiedlowej kawiarni.

[olaszka, źródło]

*

Podczas wernisażu odbędzie się performans kontratenora Michała Sławeckiego, artysty wystawy Gender w sztuce.

[MOCAK, źródło]

*

[…] coraz więcej ludzi traktuje wykładowców akademickich jak zwykłych nauczycieli. I bodajże mają w tym wiele racji. Demokratyzacja życia przyniosła wszak i taki skutek, że kadry uczelniane nie rekrutują się już ze sfer inteligenckich, gdzie słowo pisane wysysało się z mlekiem matki, lecz ze wszystkich warstw społecznych.

[Jan Hartman, „Polityka” 17(3006)]

– Wiesz, jest taka nowa sympatyczna knajpka wietnamska…

– Tak? A gdzie?

– Na Alexanderplatz.

– Aaa, na Alexanderplatz, światowe życie. Nie dla psa kiełbasa. Z psa.

– Całkiem ładne tu mają siedzonko na sprzedaż w tym dizajnerskim sklepie.

– Z lustrem siedzonko. Niezbyt praktyczne, zwłaszcza jeśli ma się zwierzęta.

– Żeby posiadać jakiekolwiek zwierzęta, ludzie, którzy tu kupują musieliby najpierw stwierdzić u siebie puls.

 

 

– O Jezu, znowu. Co ci filologowie mają w sobie, że romaniści są bardziej włoscy niż Francuzi, italianiści – niż Włosi, angliści – niż królowa brytyjska i tak dalej… Ja nie mam zupełnie takiej potrzeby. Nie okopuję się, nie moszczę się w obcej tożsamości, w każdym razie nie bardziej niż we własnej, czyli wcale albo prawie. Nie jestem przecież Francuzem, Hiszpanem ani Anglikiem… A Polakiem? Robocza hipoteza jest taka, że nikim. Może nie brzmi to dumnie, za to jaka ulga móc czasem to powiedzieć!

– No i jak ci się podobała wystawa o Tansmanie?

– Wiesz co, ciekawsza już była twoja opowieść o tym, jak przed laty nie mogłeś jej obejrzeć, bo akurat w tamtej sali spadł sufit.

– No jest tam trochę ciekawych rzeczy… Ale małym drukiem i trzeba się schylać…

– Do tego jakieś utrafiolety… Jak w nie powiem jakim klubie. To ja już wolałem w sąsiednim saloniku rubinsteinowskim czytać pretensjonalną korespondencję.

– Aha, już czuję, co nadchodzi.

– Ty wiesz, jak Iwaszkiewiczowa zaczynała list do Neli Rubinstein? „Chopinissime! Kochana Nelusiu!”. „Chopinissime”, dasz wiarę?! I było coś „o Twoim czarodziejskim mężu”. W zasadzie zamiast tego listu mogła po dziesięć razy napisać: „Jesteśmy ważni. Jesteśmy ustosunkowani. Jesteśmy lepsi…”. I to najlepiej en français.

– Widziałeś? Z jakichś niepojętych względów szatnia się tutaj nazywa garderoba.

– Bo w Krakowie każda dama jest solistką i chce mieć garderobę!

– On na pewno podczas seksu myśli o Kristevie.

– I pociera swojego nabrzmiałego żiżka.

– Piszą, że Du Pré i Barenboim byli porównywani do innej pary genialnych muzyków – Klary Wieck i Roberta Schumannów.

– Jak zwykle nadęci krytycy, muszą podeprzeć się tego rodzaju porównaniem. Pewnie byli tak zgrzybiali, że słyszeli Schumannów na własne uszy.

Zdejmując koszulkę, zrobiłem sobie zaszmacenie na głowie, coś między kubańską tancerką a murzyńską gospodynią domową.

– Myślisz, że mogę iść w tym zawoju na miasto podpisywać papiery?

– Wyglądasz ślicznie!

– Powiem „Pani redaktor kochana, przepraszam, że ja taka spóźniona, ale co za dzień, ja właśnie wracam z… Medytacji. Tai chi. Tajpej. Taj… wan. No dobra, jadłam zupkę chińską.”