Po kiepsko zagranym i źle zaśpiewanym rekwiem Faurégo dyrygent z nie do końca pojętych względów postanowił przemówić do publiczności, ozywając się takimi oto słowami:

Non nobis, sed tibi, Deo, gloria. Nie nam, lecz tobie, Bogu, chwała.

W drodze do wyjścia, przechodząc przez foyer, spotykam znajomego, który lekko się trzęsie ze śmiechu. Mówi:

– Słyszałem właśnie rozmowę dwóch pań w średnim wieku. Jedna pyta drugą, co ten dyrygent powiedział na końcu, a tamta odpowiada: „Nie ma bis, chwała Bogu”.